Czy rząd PiS będzie decydował jakie filmy nadają się do oglądania?

Państwo dołącz do dyskusji (55) 20.11.2015
Czy rząd PiS będzie decydował jakie filmy nadają się do oglądania?

Udostępnij

Michał Grązka

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego mówił, że Ida jest „antypolska”. Czy może wywrzeć nacisk na Polski Instytut Sztuki Filmowej?

Bardzo ciekawą rozmowę opublikowała niedawno w nagraniu wideo Wirtualna Polska. Krytyk filmowy Jakub Majmurek oraz Magdalena Sroka, szefowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej rozważają w niej czy rząd ma prawo wpływać na filmy, decydować które są patriotyczne i stosować ich cenzurę.

Obecnym Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest Piotr Gliński. Zasiada on w radzie fundacji Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga Przeciw Zniesławieniom. W ramach działalności tego towarzystwa, Minister był współautorem apelu o wprowadzenie zmian w polskim, oscarowym filmie Ida Pawła Pawlikowskiego.

Doceniony za granicą obraz został oskarżany o bycie antypolskim i gloryfikującym stalinowską zbrodniarkę. Domagano się, by w czołówce filmu umieszczono sześć informacji, mówiących między innymi o tym, że to Niemcy okupowali Polskę, a także że tysiące Polaków zginęło pomagając Żydom. Historycy twierdzili jednak, że produkcja nie obraża naszego narodu i adnotacje nie są potrzebne.

Teraz, gdy Gliński stał się wiceministrem, rodzi się pytanie – czy tego typu działania będą mogły wywrzeć tak duży nacisk na Polski Instytut Sztuki Filmowej, żeby doszło do cenzury lub chociaż ingerencji w treść? Obawy dotyczą między innymi finansowania konkretnych filmów. Przykładowo, mogłyby występować żądania o dotacje na filmy o katastrofie smoleńskiej.

Szefowa PISF twierdzi jednak, że na decyzję o dofinansowaniu składają się decyzje trzech grup – Ministerstwa Kultury, ekspertów ze środowiska twórczego oraz dystrybutora środków pieniężnych. Eksperci są wybierani na określony czas i dobierani tak, aby stanowili grupę osób o różnorodnych gustach. Dzięki temu, nie przychylają się do żadnej ze stron poglądowych, ani politycznych.

Sprawy związane z wartością artystyczną dofinansowanych przez Instytut dzieł trafiały już do sądów. Orzeczenia pokazują jednak, że jedynym kryterium świadczącym o tym czy wkład pieniężny został wykorzystany zgodnie z umową jest samo wykonanie dzieła. Gdy film zostanie nakręcony, spełnia to wszelkie warunki dofinansowania, a jego wartość artystyczna nie podlega ocenie.

Z wypowiedzi wynika więc, że choćby Minister Kultury miał skrajne poglądy, przez które chciałby wprowadzić najdrobniejszą nawet cenzurę mediów, to ma w tym zakresie takie same prawo jak każdy obywatel. Może tylko zwyczajnie powiedzieć, że film mu się nie spodobał.

Odrębną sprawą dla PISF jest fakt, że musi dobrze współpracować z rządem w zakresie zmian w ordynacji podatkowej. Decyzje osób u władzy mogą bowiem sprawić, że więcej inwestorów będzie chciało przeznaczać swój kapitał na polską kinematografię. Ewentualne możliwości odpisania kosztów, a także zachęty podatkowe dla przedsiębiorców zagranicznych mogą sprawić, że do rozwoju krajowej sztuki przyczyniliby się zarówno lokalni, jak i obcokrajowi inwestorzy.

Pod względem czysto ekonomicznym rząd może więc wpływać na kształt polskiego kina. Jeśli zaś chodzi o cenzurę mediów, PISF uspokaja, że żadna z osób w kraju nie ma takiej władzy, by ze względu na osobiste poglądy ograniczać artystyczne formy filmowe rodzimych twórców.

Fot. tytułowa: materiały promocyjne filmu „Pokłosie”