Czy uczniowie uczęszczają na nabożeństwa? Oto, co chce wiedzieć MEN

Społeczeństwo dołącz do dyskusji (61) 16.09.2019
Czy uczniowie uczęszczają na nabożeństwa? Oto, co chce wiedzieć MEN

Udostępnij

Edyta Wara-Wąsowska

Ministerstwo Edukacji Narodowej zafundowało w ostatnim czasie wielu rodzicom i uczniom ciężką przeprawę związaną z reformą edukacji. I zamiast zająć się próbą rozwiązania piętrzących się problemów (wynikających w dużej mierze z pomysłów MEN) ministerstwo postanowiło skupić się na czymś „istotniejszym”. Na przykład czy uczniowie uczęszczają na nabożeństwa lub czy biorą udział w oazach. Powód? Religia ma pomagać w „przezwyciężaniu różnych pokus”. 

Czy uczniowie uczęszczają na nabożeństwa? Oto największy problem MEN w tym momencie

Jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna”, MEN postanowiło zająć się niezwykle palącym problemem. Jakim? Ministerstwo chce na przykład wiedzieć, czy… uczniowie uczęszczają na nabożeństwa. Nauczyciele z województwa lubuskiego, aby się tego dowiedzieć, muszą przeprowadzić specjalne ankiety. Uczniowie mają odpowiedzieć zarówno na pytania dotyczące sytuacji rodzinnej i materialnej, jak i na te, które MEN po prostu nie powinny interesować. W tym m.in. o to, jak często uczniowie chodzą na msze kościelne i czy uczęszczają na zajęcia w oazie. Skąd taki pomysł?

Program wychowawczo-profilaktyczny. MEN chce się włączyć

Dyrektorzy szkół są zobligowani do corocznego opracowywania programu profilaktyczno-wychowawczego. W tym celu zarządzają przeprowadzanie specjalnych ankiet. Pomagają im one zrozumieć, jakie są szczególne czynniki ryzyka i jakie są potrzeby uczniów. W tym roku MEN postanowiło się wtrącić i zasugerowało wykorzystanie ankiet, które były już rozdawane przy okazji innego badania, przeprowadzanego przez fundację „Masz szansę” – oczywiście na zlecenie MEN. To właśnie w tych ankietach poruszane są zarówno kwestie wiary (w tym to, czy uczniowie uczęszczają na nabożeństwa) jak i kwestie rodzinne. Najmłodsi uczniowie mają np. odpowiedzieć, czy mieszkają z rodzicami biologicznymi lub jakie jest wykształcenie ich opiekunów. Takie pytania są niezrozumiałe zarówno dla związkowców z ZNP jak i dla rodziców czy nawet prawników. Dodatkowo ankiety są tak skonstruowane, że nauczyciel jest w stanie łatwo zidentyfikować wypełniającego je ucznia.

MEN broni się, że tylko zasugerowało szkołom skorzystanie z tych ankiet. Twierdzi też, że rodzice zostali o badaniu poinformowani.

Czy MEN naprawdę nie ma istotniejszych problemów do rozwiązania?

Oczywiście kwestia układania programu wychowawczo-profilaktycznego jest niezwykle istotna, tak samo jak przeprowadzanie odpowiednich badań w tym kierunku. Dlaczego jednak MEN chce aż tak mocno ingerować w ten proces? Z jakiego powodu zależy mu na tym, by uczniowie odpowiadali np. na kwestie związane z wiarą? Trudno stwierdzić, by częstotliwość uczęszczania na msze czy przynależność do oazy miały w jakikolwiek sposób stanowić czynniki chroniące czy być dobrą profilaktyką przed uzależnieniami. MEN jednak wychodzi najwidoczniej z innego założenia. Jeszcze gorsze jest to, że ministerstwo powinno w tym momencie zająć się zupełnie innymi, bardziej naglącymi kwestiami. Do nich należy choćby nierozwiązana do końca kwestia nauczycieli (i ewentualnego ponownego strajku nauczycieli) oraz reformą edukacji, która przyczyniła się do powstania jeszcze większej liczby problemów.