Każdy kto chce mieć tytuł licencjata czy magistra, nie musi nawet za bardzo się trudzić z pisaniem pracy. Wystarczy, że zarówno on, jak i faktyczny autor zachowają kilka zasad, a będą całkowicie „kryci”.

Nie od dziś wiadomo, że w internecie roi się od ogłoszeń dotyczących pisania prac naukowych. Nie ważne czy są to opracowania pozwalające na zdobycie tytułu licencjata, magistra, doktora, a także czy są po polsku czy francusku – tam gdzie jest potrzeba, znajdują się osoby, które policzą za nią odpowiednią sumę. Zleceniobiorcy nie kryją się nawet pisząc, że chodzi o pomoc lub wskazówki, a jasno mówią że stworzą od podstaw całą pracę. Co grozi dwóm stronom takiego handlu?

Tak naprawdę ciężko jest cokolwiek udowodnić. Albo piszący, albo zamawiający musieliby sami złożyć skargę. W praktyce osoba, która zleca pisanie pracy musiałaby być podstawiona i uciec się do prowokacji. Karalne nie jest bowiem samo pisanie, ani sprzedaż takiego dzieła. Zwłaszcza, jeśli ktoś oferuje jedynie pomoc w tworzeniu pracy, przygotowanie odpowiednich notatek albo też stworzenie pełnego dzieła jedynie do wglądu i w celach oparcia się na nim. Co natomiast podlega karze to oświadczenie, które podpisuje student, a które mówi o tym, że jest on autorem składanej pracy. To zwyczajne zaświadczanie nieprawdy i jako takie podlega karze od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Nie wspominając już o konsekwencjach, które może wystosować sama uczelnia na osobie, która w sposób co najmniej nieetyczny stara się o tytuł naukowy.

Nie można za to w żaden sposób karać za pomoc. W końcu od tego są także promotorzy. Kiedy natomiast student czuje, że w natłoku obowiązków nie otrzymuje wystarczającego wsparcia, nie można zabronić mu szukać porad gdzie indziej.

Jakie dalsze ryzyka wiążą się z kupowaniem pracy? Często paradoksalnie „krycie się” ogłoszeniodawcy może skutkować wykryciem oszustwa. Leniwy student może zamówić usługę u osób które opisują ją jako stworzenie gotowej pracy jedynie „do wglądu” bez możliwości kopiowania. Myśląc, że jest to tylko przykrywka, żeby nie działać nielegalnie, taka osoba może nabyć dzieło, które faktycznie było już wykorzystywane (nawet kilkakrotnie obronione) i powinno być użyte jedynie do celów wzorowania się i zaczerpnięcia pomysłów. Za którymś razem programy antyplagiatowe zadziałają i oszustwo zostanie łatwo wykryte.

Są oczywiście sytuacje, w których to student może być poszkodowany. Nie ma żadnych przeciwwskazań odnośnie publikowania swojej pracy np. w internecie. W końcu będąc źródłem rzetelnych badań i wiedzy może posłużyć innym, więc warto się nim dzielić. Jeśli jednak firma zbierająca udostępnione „licencjaty i magisterki”, a później sprzedająca je po przeredagowaniu weźmie sobie taką pracę na cel, możemy tu mówić o kradzieży własności intelektualnej.

W sytuacji, w której i Wam zdarzył się taki przypadek, możecie walczyć o odzyskanie swojego dzieła i oskarżenie o plagiat wszystkich, którzy z niego bezprawnie skorzystali. Po porady jakie kroki najlepiej podjąć, kontaktujcie się z naszymi prawnikami pod adresem kontakt@bezprawnik.pl .

Zdjęcia pochodzą z freeimages.com