Mandat za posiadanie urządzenia diagnostycznego OBD II. Tak francuskie prawo walczy z nieuczciwymi kierowcami

Moto Zagranica dołącz do dyskusji (28) 11.09.2018
Mandat za posiadanie urządzenia diagnostycznego OBD II. Tak francuskie prawo walczy z nieuczciwymi kierowcami

Udostępnij

Paweł Mering

Francja jakiś czas temu wprowadziła kontrowersyjne dla Polaków regulacje prawne. Jak dowiadujemy się z portalu Trans.Info pewien kierowca został zatrzymany do kontroli drogowej, w wyniku której został ukarany mandatem w wysokości 1500 EUR i odebrany został dowód rejestracyjny pojazdu. Co się stało?

Wspomniana kontrola drogowa była rutynowa. W pewnym momencie funkcjonariusz tamtejszej policji ujrzał we wnętrzu pojazdu urządzenie ze złączem OBD II i to zdarzenie spowodowało dalszy rozwój wydarzeń. Niedorzeczne, prawda?

OBD II

OBD jest uniwersalnym złączem diagnostycznym, które od 2003 roku musi być montowane w każdym pojeździe. Współczesne urządzenia diagnostyczne najczęściej składają się ze stosownej złączki, wyposażonej w Bluetooth, która odczytuje i przekazuje zebrane informacje do zewnętrznego urządzenia.

Obecnie istnieje możliwość sprawdzenia parametrów, stanu technicznego swojego pojazdu, a nawet usunięcia występujących błędów. I to nawet z poziomu smartfona, który sparowany z urządzeniem diagnostycznym pełni rolę panelu sterującego.

W Polskiej rzeczywistości takie działania są oczywiste i nikt nie widzi żadnego problemu. Sam twierdzę, że możliwość wglądu w stan techniczny swojego pojazdu jest niezbędna. Niestety istnieje również druga strona medalu, w której to „kasowanie błędów” służy jako narzędzie do wprowadzania w błąd. Nieraz jest to oszukiwanie potencjalnego kupca pojazdu, który – nie mając odpowiedniej wiedzy – zakupi pojazd niesprawny, w którym usterka została celowo ukryta. Czasem jednak takie działania służą w walce z proekologicznymi regulacjami prawnymi.

Ratio legis?

Artykuł ustawy, na podstawie której francuski policjant ukarał kierowcę, (Article R413-15) zabrania posiadania i transportu urządzeń diagnostycznych.

Posiadanie lub transport urządzenia lub produktu, mogącego wykryć obecność lub zakłócać działanie urządzeń, przyrządów lub systemów używanych do wykrywania naruszeń prawa lub regulacji ruchu drogowego lub mogącego pozwolić na uniknięcie wykrycia tych wykroczeń drogowych, są karane grzywną (…). Korzystanie z urządzenia lub produktu o tym samym charakterze podlega karze […]

Polska jest krajem dosyć zacofanym, jeżeli chodzi o szeroko pojętą ekologię. Od niedawna zaczyna się zwracać uwagę na dobro środowiska ale większość regulacji, które próbują polepszyć obecny stan rzeczy, jest dyskredytowanych. Znaczna część społeczeństwa wszelkie regulacje, dotyczące ochrony środowiska, traktuje po macoszemu, w najlepszym wypadku jako „wymysł tych kretynów z Unii”. Bagatelizacja zachowań proekologicznych połączona jest również z szerzeniem bzdurnych miejskich legend, jak

Po co segregować odpady, skoro na wysypisku trafiają na jedną kupę śmieci!

Filtr DPF w pojeździe to spisek koncernów, wymierzony przeciwko zwykłemu kierowcy!

Grupą społeczną, która (według mnie) najmniej interesuje się dobrem środowiska są kierowcy. Mimo, że sam do nich należę, to znam mnóstwo osób, które usuwają filtry DPF, a na wymóg posiadania technologii i płynu AdBlue reagują oni oburzeniem i szukają w tym teorii spiskowych. To właśnie ekologia jest jednym z głównych celów, dla których francuski ustawodawca właśnie takie regulacje stosuje. Mając możliwość usunięcia pewnych błędów z samochodowego komputera można również ukryć brak lub niesprawność systemów w pojeździe, które mają znaczny wpływ na środowisko.

Jednak, nawet mając na względzie powyższe, czy karanie mandatem chociażby fakt posiadania urządzenia diagnostycznego jest stosowne?