Marsz Niepodległości 2020: bitwa o Empik, spalone mieszkanie i starcia z policją

Codzienne Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (318) 11.11.2020
Marsz Niepodległości 2020: bitwa o Empik, spalone mieszkanie i starcia z policją

Rafał Chabasiński

Tegoroczny Marsz Niepodległości na pewno nie przejdzie do historii jako radosne świętowanie symbolicznej 102 rocznicy powrotu Polski na mapę Europy. Symbolem tego wydarzenia będzie raczej bitwa o Empik stoczona z policją, ewentualnie spalenie pewnego warszawskiego mieszkania.

Rafał Trzaskowski robił co mógł, narodowcy jednak postawili na swoim i przemaszerowali przez Warszawę

Marsz Niepodległości organizowany co roku w Warszawie przez środowiska ultraprawicowe od dawna budził kontrowersje. Z jednej strony nie każdemu pasują organizatorzy, związani z takimi grupami jak ONR czy Młodzież Wszechpolska. Z drugiej zaś bardzo często marsze przeradzały się w burdy i starcia z policją.

Trzeba przyznać, że najcięższe zamieszki to okres raczej rządów Platformy Obywatelskiej. Wówczas doszło do takich incydentów, jak chociażby spalenie budki pod rosyjską ambasadą – uważane do dzisiaj w niektórych kręgach za prowokację ze strony ówczesnego ministra spraw wewnętrznych. Odkąd rządzi Zjednoczona Prawica, marsze przebiegały relatywnie spokojnie. W tym roku jednak najwyraźniej nastąpił powrót do korzeni tego wydarzenia.

Marsz Niepodległości 2020 zapamiętamy przede wszystkim z takich scen jak niemalże regularna bitwa o Empik, ciskanie w policję elektrycznymi hulajnogami oraz spalenie pewnego mieszkania. Jak do tego doszło?

Tegoroczny Marsz Niepodległości to niestety znowu zamieszki, dewastacja mienia i starcia z policją

Tegoroczny Marsz Niepodległości miał przed sobą oczywisty problem natury organizacyjnej. Zgromadzenia powyżej 5 osób są teraz zabronione, z uwagi na szalejącą epidemię koronawirusa. O ile manifestacje aborcyjne są wydarzeniami zupełnie „spontanicznymi” i ich obostrzenia nie obejmują, o tyle Marsz Niepodległości to wydarzenie cykliczne. Taka forma prawna pozwoliła nawet prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu odmówić organizatorom. Jego decyzję podtrzymał sąd, w obydwu instancjach.

Narodowcy wpadli więc na całkiem sprytny pomysł: zamiast maszerować pieszo, po prostu przejadą przez Warszawę samochodami. Warto podkreślić, że właściwie udało im się w ten sposób wyprowadzić w pole służby porządkowe. Oprócz przejazdu autami odbył się w końcu całkiem tradycyjny Marsz Niepodległości. Kierowcy również, według niektórych relacji medialnych, mieli tendencję do parkowania aut i dołączania do pieszego pochodu ulicami warszawy.

Po raz kolejny warto podkreślić, że to nie tak że demonstracje roznoszą covid-19 w jakiś wyjątkowo skuteczny sposób. Ku zaskoczeniu chyba wszystkich, naukowcy badający chociażby protesty za oceanem stwierdzili, że dopóki uczestnicy stosują się do podstawowych zasad ostrożności – czyli noszą maseczki – dopóty nie należy się spodziewać ogromnego wzrostu zakażeń koronawirusem. Wbrew narracji, jaką od wybuchu protestów przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego próbuje nam zafundować rząd.

Problem z Marszem Niepodległości jest inny – mowa o przemocy i dewastacji mienia.

Maszerujący narodowcy nie byli w stanie trafić we właściwy balkon i spalili przypadkowe mieszkanie

Można wskazać dwa najbardziej charakterystyczne wydarzenia w trakcie tegorocznego marszu. Pierwszym jest spalenie pewnego warszawskiego mieszkania mającego nieszczęście znaleźć się na trasie przemarszu. Otóż na pewnym balkonie wisiał baner Strajku Kobiet i tęczowa flaga. Uczestnicy przechodzącego obok Marszu Niepodległości nie mogli najwyraźniej zdzierżyć takiego widoku i postanowili potraktować przejawy bluźnierstwa pirotechniką.

Nie zdołali trafić racą we właściwe piętro – i tym samym zaprószyli pożar w całkowicie niewinnym mieszkaniu. Warto przy tym wspomnieć, że wystrzelona przez narodowców salwa liczyła sobie przynajmniej kilka rac. Trzeba oddać bohaterskim artylerzystom, że przynajmniej jedna z nich spadła na właściwy balkon. Pozostałe waliły w sąsiednie mieszkania. Na szczęście, nie wyrządziła przy tym poważnych szkód.

Organizatorzy Marszu Niepodległości tłumaczą się, że to najprawdopodobniej pustostan. Nic się więc nie stało, prawda? Poza tym policja prowokowała uczestników przemarszu, czyli palenie cudzych mieszkań automatycznie stało się przejawem obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Tegoroczny Marsz Niepodległości to przede wszystkim bitwa o Empik – czy raczej o szyld Empiku

Skoro już jesteśmy przy policji, nie sposób nie wspomnieć o najważniejszej potyczce dnia jaką jest bitwa o Empik. Wygląda na to, że w rzeczywistości wzburzony tłumek postanowił sforsować barierki rozstawione przez policjantów, znajdujące się akurat pod szyldem znanej sieci księgarni i sklepu z różnościami zarazem. Dlaczego? Trudno powiedzieć – najwyraźniej policja sprowokowała młodych ludzi samą swoją obecnością.

Policjanci również zostali obrzuceni racami. Najprawdopodobniej odpowiedzieli ostrzegawczymi strzałami gumowymi kulami. Ostatecznie jednak opór ze strony policji zelżał na tyle, by kwiat polskiej młodzieży zdołał sforsować barykady i przejście pod szyldem Empiku na rondzie De Gaulle’a i przebić się dalej. Na szczęście wiele wskazuje na to, że nie doszło do dewastacji samego sklepu.

Nie wiadomo do końca jak bitwa o Empik się skończyła, bo w Sieci możemy znaleźć także zdjęcia policyjnej falangi na pozycjach przed szyldem. Być może funkcjonariuszom udało się odbić utracone pozycje?

Sukces ma wielu ojców, porażka zaś jest sierotą – zadymy przy okazji Marszu Niepodległości prawica będzie chciała zrzucić na Antifę

Tegoroczny Marsz Niepodległości to także inne akty wandalizmu. Oberwało się stacjom ładowania elektrycznych hulajnóg, część z nich została podpalona. Doszło do prób wyrywania znaków drogowych. Policja miała nawet ściągnąć na miejsce armatkę wodną. Użycie gumowych kul przeciwko chuliganom demolującym miasto nie było niczym niezwykłym.

Kto odpowiada za całe zamieszanie? Każdy może sobie wskazać winnego, według preferencji politycznych. Organizatorzy Marszu Niepodległości, razem z nimi Telewizja Polska, doszukują się kolejnego spisku Narodowcy przebąkują przy tym o policyjnych prowokacjach. Antify. Warto wspomnieć, że to stara sprawdzona taktyka podpatrzona u Donalda Trumpa – ustępujący amerykański prezydent również wszystkie demonstracje i zamieszki zrzucał właśnie na ten ruch radykalnych antyfaszystów.

Tymczasem sami zainteresowani, to jest Antifa, twierdzą że bitwa o Empik i inne starcia dnia 11 listopada przypominały raczej bitwę pod Karánsebes. To ta bitwa, w której wojska Habsburgów w wyniku zamieszania przegrały bitwę same ze sobą – ku zaskoczeniu Turków, którzy nadciągnęli na pole bitwy dzień dwa dni później. Narodowcy bili się więc z kibolami, kibole z policją.

Warto przypomnieć, że największy protest przeciwko wyrokowi w sprawie aborcji miał z Marszem Niepodległości ten element wspólny. Zdecydowana większość zatrzymanych tego dnia przez policję osobników miała powiązania ze środowiskiem stadionowych zadymiarzy.

Przez coroczne warszawskie zamieszki możemy zapomnieć o Narodowym Święcie Niepodległości

Nie sposób nie zauważyć, że niedawna odezwa Jarosława Kaczyńskiego wzywająca do obrony Polski przed lewicowym spiskiem chcących ją zniszczyć protestujących kobiet teraz mogła wydać owoce. Z całą pewnością ośmieliła chuliganów i równocześnie dodała pracy policji. Jakby tego było mało, materiały filmowe uwieczniające tegoroczny Marsz Niepodległości pokazują alarmująco dużą liczbę uczestników bez maseczek ochronnych.

Narodowcy bardzo chcieliby widzieć siebie samych, jako współczesnych rycerzy, wręcz paladynów żywcem przeniesionych ze świata gier komputerowych i fabularnych. Niestety, regularne zadymy z ich udziałem, w tym te wiążące się z ich sztandarową inicjatywą raczej utrwalają wizerunek dokładnie przeciwny.

W całym tym zamieszaniu niestety ginie jedno. 11 listopada to chyba najważniejsze, obok 3 Maja, święto państwowe. Marsz Niepodległości to na papierze wzniosła i szlachetna inicjatywa. Rzeczywistość jest jednak taka, że impreza narodowców zamienia radość z odrodzenia polskiej państwowości w oczekiwanie na coroczne zamieszki w Warszawie.