Młodzieżówka partyjna, czyli najbardziej upokarzające miejsce w polskiej polityce

Państwo dołącz do dyskusji (39) 07.08.2018
Młodzieżówka partyjna, czyli najbardziej upokarzające miejsce w polskiej polityce

Udostępnij

Jakub Kralka

Samo uczestnictwo w polskiej polityce wielkiej chluby, wbrew definicjom, nie przynosi. Ale kiedy już przekopiemy się przez asystentów posłów, fabryki trolli, dno i metr mułu, to zaraz pod tym, tuż nad pracownikami obecnej TVP, są jeszcze młodzieżówki partyjne.

Obserwuję to zjawisko od lat, z różnej perspektywy, bo przecież na przykład czas mojego liceum przypadł na burzliwe politycznie lata 2004-2007 i wówczas wiele osób z mojego otoczenia ciągnęło do młodzieżówek konkretnych partii.

Choć sytuacja polityczna w młodym człowieku wzbudzała wówczas wielkie emocje, błogosławię decyzję o pozostaniu „apolitycznym”. Jeszcze dokonałbym złego wyboru, a chyba było blisko i popełniłbym błąd, z którego skrobałbym się do samego końca zawodowej kariery. Albo byłbym dziś prezesem KHGM-u. Trudno powiedzieć.

Nie wiem czy w większym stopniu zadecydowała profetyczna przezorność, że polityka to nie jest najlepsza droga kariery dla aspirującego do miana porządnego człowieka, czy jednak widok moich kolegów ze szkoły, tłumnie chodzących na wiece, powtarzających słowo w słowo wypowiedzi Marka Borowskiego, Zbigniewa Ziobro czy dmuchający pokornie baloniki na wiec Julii Pitery.

Dmuchanie balonika

Mierność dzisiejszej Platformy Obywatelskiej często w dyskusjach ze znajomymi określam właśnie tytułem dmuchania balonika – mój skrót myślowy chyba nie jest dla nich do końca zrozumiały, ale w przyszłości będę odsyłał ich do tego tekstu. Z wielkim zdziwieniem przyjąłem do wiadomości, że Rafała Trzaskowskiego nie wydała na świat żadna młodzieżówka i że wcale nie jest już człowiekiem aż tak młodym, bo idealnie wkomponowuje się w standardy ludzi od baloników.

W liceum wierzyłem, że odtrutką na spory polityczne w kraju jest zmiana pokoleniowa. Zastąpienie tych wszystkich zmarnowanych walką PRL-u z Solidarnością bohaterów, którzy rozpamiętują dawne dzieje, ale nie do końca potrafią skupić się na sprawach bieżących.

Patrząc na to, co dziś obserwujemy na przykład w Parlamencie, obserwując nowy rzut Platformy Obywatelskiej, widzę pokolenie miernot. Ludzi bez absolutnie żadnej biografii, który przez lata dmuchali baloniki od mniejszego do większego wiecu, stali coraz bliżej środka w tle rad krajowych, aż w końcu w co mniejszym regionie przeskoczyli na czoło list wyborczych. Choć ujęto zasługi wolnościowe i lata doświadczeń, wykształcenie, erudycję i inteligencję, retoryka jednak pozostała bez zmian. Młodzieżówki PO i PiS nadal wiernie mówią Kaczyńskim i Anty-Kaczyńskim, choć biografie sprowadzają się do balonika.

A młodzi zdolni? Młodzi zdolni nie dmuchali baloników i poszli naprzód, na ogół realizują się dziś zawodowo, z dala od polityki.

Tak trzeba

Młodzieżówka partyjna… taaak. A do poruszenia tego tematu skusiło mnie zdjęcie ze „spontanicznej” kampanii Patryka Jakiego, który zdaniem twitterowiczów może wozi za sobą od spotkania do spotkania jakąś dziewczynę z takiej a’la młodzieżówki, może nawet to jakaś polityczna grouppie, która sama mknie tam z entuzjazmem. I ta fotografuje się z nim pod pozorem rozentuzjazmowanego tłumu. Ciekawe co sobie teraz myśli?

https://twitter.com/olejnik_lukasz/status/1026491060258856961

Podejrzewam, że myśli sobie „Tak trzeba”.

Pewnie w głowie rysuje sobie jakieś ścieżki politycznej kariery. W najlepszym scenariuszu będzie z niej taka nowa Joanna Mucha. Jak się nie uda to może chociaż asystentka w ratuszu, też dobrze i też blisko świata wielkiej polityki.

Taka sytuacja to oczywiście nie wyjątek, a standard. Politycy na ogół na spotkania ze sobą przyciągają tłumy bezrobotnych, znudzonych, emerytów, no i młodzieżówki partyjne. Swoją i rywala – wiadomo, debata, pluralizm. Normalnych ludzi w tym tłumie jak na lekarstwo.

Młodzi kontra

Kiedy oglądamy archwialne odcinki telewizyjnych bójek młodzieżówek, najlepiej takie piętnastoletnie, żeby obserwować z pozycji dystansu, dostrzeżemy tam tłumy wojowników. W tym tłumie dostrzegam Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz setki fanatyków, którzy gotowi byli oddać życie za swoją partię, ale dziś przepadli bez śladu. Pozastępowali ich zwycięzcami Agenta, finalistami Idola.

Oddać życie za partię, ale nie za ideę, bo nie licząc wszystkich 34 odsłon partii Korwina-Mikke, idea jest w tym wypadku sprawą drugorzędną, bardzo elastyczną.

Obserwujemy więc takie kompletnie oderwane od podstaw ekonomicznych, prawnych czy geopolitycznych przekrzykiwanie się hasłami wymyślanymi na poczekaniu przez liderów. Licealiści i studenci rzucają w siebie wzajemnie inwektywami, zwykle nie rozumiejąc nawet ich znaczenia, ze względu na dostrzegalne i boleśnie rzucające się w oczy deficyty wiedzy. Kompetencje budują w oparciu o dmuchane baloniki, rozdawanie ulotek, stanie za plecami.

Robią to od 15 lat, dziś pukają do drzwi wielkiej polityki. Platforma Obywatelska już robi swoją pokoleniową zmianę „na lepsze”, ale i w Prawie i Sprawiedliwości nadejdzie moment aniołków Kaczyńskiego.