Problem hulajnóg rozwiązany. Obowiązkowe ubezpieczenie OC na minuty

Codzienne Gorące tematy Moto dołącz do dyskusji (246) 16.06.2019
Problem hulajnóg rozwiązany. Obowiązkowe ubezpieczenie OC na minuty

Radosław Tyburski

Urządzenie transportu osobistego– UTO. Urzędowy walec spłaszczył kolorowy świat deskorolek, hulajnóg, hooverboardów do jednej nazwy. Od teraz wszystkie wymyślne urządzenia mają swoją oficjalną poważną nazwę, a minister infrastruktury Andrzej Adamczyk zapowiada wprowadzenie regulacji. Czy w przyszłości powstaną regulacje wprowadzające obowiązkowe ubezpieczenie OC na minuty?

Koniec dzikiego zachodu na polskich chodnikach

Wraz ze zmianami zapowiedziami przez Adamczyka pomału kończą się czasy, w których szczytem rezolutności było noszenie kasku w trakcie jazdy na hooverboardzie. Deskorolki i podobne jako środek transportu zatoczyły koło. Od jeżdżenia bardziej w sferach wyobraźni, której symbolem niech będzie seria gier komputerowych o jeżdżeniu na deskorolce z Tonym Hawkem, płynnie przeszliśmy do czasów Casyego Neistata. Youtuber po paru miesiącach jeżdżenia na boosted boardzie po ruchliwych ulicach Nowego Jorku zreflektował się, że ogląda go młoda widownia i stał się samozwańczym apostołem noszenie kasku. Obecnie, rozmawiamy już nie o niecywilizowanych skaterach, a o użytkownikach UTO – urządzeń transportu osobistego.

Na razie mamy więc zmiany w prawie o ruchu drogowym. Media regularnie donosiły o kolejnych zderzeniach użytkowników hulajnóg Hive i pokrewnych z pieszymi, więc minister powiedział dość. Zgodnie ze zmianami UTO, w tym hulajnogi elektryczne, mają zostać zrównane z rowerami. To oznacza między innymi możliwość poruszania się po ścieżkach rowerowych i obowiązek użytkowników do poruszania się jezdnią. Z tą główną różnicą, że użytkownik UTO będzie mógł korzystać z chodnika, jeżeli dozwolona prędkość na drodze przekracza 30 km/h. W przypadku rowerów limit wynosi 50 km/h.

Nie jest to więc zmiana rewolucyjna – ot stwierdzenie oczywistej rzeczy, że hulajnogi elektryczne mogą jeździć po ścieżkach, mimo że i tak po nich jeździły. Co do obowiązku poruszania się po jezdni, prawda jest taka, że dotychczasowe przepisy były rzadko egzekwowane, jeżeli chodzi o rowerzystów. Czy inaczej będzie w sprawie hulajnóg? Naprawdę wątpię.

Nie mniej, regulacje te są dość mało restrykcyjne. W innych krajach UTO często mają zakaz poruszania się po chodnikach albo wręcz możliwość ich użytkowania ograniczona jest do terenu prywatnego. Czy UTO wymaga więc dalszych regulacji?

Czy następnym krokiem będzie wprowadzenie obowiązkowego OC dla użytkowników UTO?

Odpowiedź na pytanie, dlaczego rowerzyści (czy analogicznie użytkownicy UTO) nie płacą OC, jeśli chcą być pełnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego, jest prosta. Wprowadzenie powszechnego obowiązku wykupywania ubezpieczenia OC dla rowerzystów, na ten moment, zwyczajnie sprawiłoby, że rowerzyści w większości znikneliby z dróg. Głównym uzasadnieniem dla obowiązku ubezpieczenia dla zmotoryzowanych są „głębokie kieszenie” ubezpieczycieli. System ubezpieczeń obowiązkowych przewiduje, że zawsze znajdą się środki, aby zrekompensować szkodę spowodowaną przez pojazd. Warto przypomnieć, że samochód waży co najmniej około tony i osiąga duże prędkości. W porównaniu do samochodów osobowych wartość szkód, jaką może spowodować rower, nie uzasadnia stworzenia obowiązkowego systemu ubezpieczeń obejmującego wszystkich użytkowników. W większości drobnych stłuczek szkoda może być pokryta z prywatnej kieszeni.

Oczywiście zdarzają się też wypadki poważne, a nawet śmiertelne i nie da się ukryć, że jazda na rowerze czy hulajnodze po chodniku, czy ścieżce zwiększa prawdopodobieństwo ich wystąpienia.

Ale przypomnijmy – rozmowa toczy się o obowiązku wprowadzenia obowiązkowego ubezpieczenia dla każdego. Taki obowiązek musiałby objąć też niedzielnych rowerzystów, w tym osoby, które wyskoczą na rowerze raz na miesiąc nad jezioro i pojadą z dziećmi w co drugą niedzielę miesiąca na basen. Nawet jeżeli ubezpieczenie miałoby kosztować 5 zł miesięcznie, nie wyobrażam sobie, żeby obowiązek ten miał objąć wszystkich. Kontrola tego obowiązku musiałaby się wiązać z powszechnymi kontrolami i mandatami. Na rowerach jeżdżą też dzieci i młodzież. Rowerów nigdzie się nie rejestruje. Wypadki śmiertelne z udziałem rowerzystów i im pokrewnych stanową wciąż niewielki odsetek. Dość wspomnieć, że prawo żadnego europejskiego kraju nie przewiduje obowiązkowego ubezpieczenia OC dla rowerzystów.

Perspektywa może się zmienić, gdy UTO naprawdę staną się powszechnym środkiem transportu

Na ten moment rowerzyści i UTO powodują niewielki odsetek wypadków – ale liczby te na pewno będą rosnąć. Obecnie jedyną możliwością ubezpieczenia dla rowerzysty jest umowa ubezpieczenia OC w życiu prywatnym.

Czy istnieje więc jakieś sensowne rozwiązanie dotyczące ubezpieczenia OC?

Polska Izba Ubezpieczeń patrzy w stronę start-upów ubezpieczeniowych i rozwiązań typu „usage-based insurance”. Nowe rozwiązania w świecie ubezpieczeń często opierają się na ubezpieczeniach, w których opłata ściśle wiąże się z czasem, w którym ochrona jest faktycznie wymagana. Obecnie takie rozwiązania przewiduje ubezpieczenie podróżne Revolut z opcją pay-per-day. Opłata nalicza się w związku z każdym dniem pobytu za granicą. Ubezpieczenie wykorzystuje do namierzenia ubezpieczonego jego telefon. Inną opcją jest Metromile – ubezpieczyciel, który działa w Stanach Zjednoczonych. Zgodnie z ofertą, opłata za ubezpieczenie zależy od ilości przejechanych kilometrów. Odległość mierzy GPS zamontowany w pojeździe.

Powyższe oferty pokazują więc, że świat, w którym funkcjonuje ubezpieczenie OC na minuty, jest możliwy.

W przypadku środków transportu oferowanych w modelu sharing economy, ubezpieczenie mogłoby być wliczone w koszt usługi i „wbudowane” w aplikację operatora. Tak samo, jak w przypadku skuterów czy aut typu Traficar.

Jeżeli chodzi o UTO posiadane prywatnie, w przyszłosci użytkownik mógłby wykupywać ubezpieczenie na czas przejazdu. Rozwiązanie technologiczne co do tego w jaki sposób liczyć czas przejazdu – czy za pomocą telefonu, czy urządzeń wbudowanych w UTO to już pole do popisu dla start-upów ubezpieczeniowych.

Obowiązkowe ubezpieczenie OC na minuty dla użytkowników UTO na ten moment to wciąż odległa przyszłosć

Pierwszym krokiem wydaje się być wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia OC dla wypożyczalni UTO. Z czasem, gdy UTO na polskich drogach będzie coraz więcej, na pewno pojawią się głosy o potrzebie przemodelowania systemu ubezpieczeń, w tym być może dyskutowane będzie obowiązkowe ubezpieczenie OC na minuty. To wszystko jednak wciąż pozostaje w sferze odległej przyszłości. Polska to nie Warszawa – wypożyczalnie nie funkcjonują w mniejszych miastach, tym bardziej UTO nie są tam powszechnymi środkami transportu. Nie mniej chciałbym dożyć czasów, w których to UTO będą powodowały proporcjonalnie więcej szkód od samochodów. Jednak to będzie musiało równać się z prymatem UTO na polskich drogach jako powszechnego środka transportu. To z kolei oznacza o wiele bezpieczniejszy ruch miejski, w którym ubezpieczenie OC jawi się bardziej jako luksus, a nie konieczność.

246 odpowiedzi na “Problem hulajnóg rozwiązany. Obowiązkowe ubezpieczenie OC na minuty”

    • Jeżeli są to np. rowery, czy hulajnogi zwykłe nie ma sprawy, podobnie jest jeżeli ” pojazd” jest tylko dopendzany ( brak przysłowiowej manetki gazu) silnikiem elektrycznym o mocy do 250W i ograniczona prędkość do 25 km/h. Jeżeli przekraczasz parametry a policja umie i kontrolują to,to musisz pojazd zarejestrować, ubezpieczyć itd jako skuter / quad elektryczny bo nie jest to już pojazd poruszany pracą mięśni jadącego a faktycznie takie UTO. Ewentualnie nie jest dopuszczone do ruchu i może być używane w ogròdku, na bezdrożach lub obszarach zamkniętych wyłączonych z ruchu.

  1. Tony Hawk właśnie umarł ze śmiechu patrząc na panującą wszechobecną głupotę w tym kraju na Wisłą.

  2. Lubię teksty że ktoś sobie czegoś nie wyobraża, tylko fakt braku wyobraźni nie jest argumentem, i mała podpowiedź, fakt że hulajnoga waży mniej niż akumulator w co większym samochodzie, nie oznacza że nie może spowodować wiekszych szkód, wystarczy że wymusi pierwszeństwo i ktoś unikając kolizji z takim delikwentem gwałtownie zmieni tor jazdy, zrobi się karambol, albo sam wjedzie np w budynek, i będzie wymagał renty do końca życia, przykłady można mnożyć tylko faktycznie potrzebna jest wyobraźnia.

    • Jak ktoś sam wjedzie w budynek, to ma coś takiego jak składki NFZ, albo ubezpieczenie zdrowotne. OC nie jest od tego, żeby pokrywać szkody, które stały się osobie powodującej wypadek.
      A co do wymuszenia i gwałtownego skrętu. Z tych filmików, które notorycznie oglądam na YT z wypadków, jasno wynika, że kierowcy w stosunku do rowerów, czy hulajnóg nie mają tego odruchu gwałtownego skręcania, tylko albo hamują, albo w nie wjeżdżają.
      A dla jednego przypadku na milion jak dla mnie nie warto obciążać całego społeczeństwa obowiązkowym OC.

      • NFZ jest od kosztów leczenia nie kosztów życia po zakończeniu leczenia. Od skutków czyjejś głupoty jest właśnie oc, a co do kosztów to skoro ktoś chce korzystać ze wspólnej przestrzeni to powinien być gotowy na ponoszenie tego konsekwencji, także finansowych. Jest tez drugi wariant: może się w takim razie umówmy że rowerzystom, deskorolkarzom i wszystkim tego typu nie przysługuje nic z oc samochodu.
        Co do filmów na youtube to zobaczyć można na nich to co się wydarzyło, tylko że to nigdy nie jest wszystko , a jedyne to co nakręcono i opublikowano, więc to że czegoś tam ktoś nie zobaczył, to taki sam argument w dyskusji, jak ten o braku wyobraźni.

        • No ale tu znów jest powrót do dyskusji na temat tego dziwnego systemu OC. W takim razie się pytam, czemu jadąc na rolkach mam mieć OC, a na przykład idąc pieszo już nie? Przecież pieszy też może spowodować wypadek, chociażby wybiegając na ulicę i zmuszając kierowcę do gwałtownego manewru.
          OC powinno być uzależnione od osoby, a nie sprzętu. I tak długo jak nie będzie OC od osoby, będę przeciwny, żeby od każdej wykorzystywanej rzeczy się ubezpieczać.

          • Idąc poruszasz się wolniej niż jadąc, plus to że chodzi się zwykle po chodnikach, ale nadal kluczem jest szybkość poruszania, można się oczywiście bawić w tezy że niektórzy szybciej biegają niż inni jeżdżą, tyle że gdzieś trzeba stawiać granicę. System oc nie jest dziwny, jest konieczny dla potencjalnych ofiar, chyba że wolał byś by pokrywały to twoje podatki.

          • Wolałbym płacić OC od siebie. Wtedy w zależności z czego bym korzystał to nadal bym płacił tę samą składkę. A nie tak jak teraz, że jak masz 2 samochody i 2 motocykle, to płacisz takie ubezpieczenie jakbyś wszystkimi naraz jeździł.
            A co do szybkości poruszania, to nie ma większego znaczenia. Dla przykładu ktoś jest chuliganem. Wybije szybę w sklepie, porysuje auto itp. to można mu wtedy ściągać z OC. Ktoś jest gapą i zbije szybę w przeszklonym budynku wchodząc w nią, albo przez przypadek potknie się i zepsuje sąsiadowi drogocenną rzeźbę, ktoś swoimi wygłupami spowoduje zwarcie na liniach wysokiego napięcia i połowę dzielnicy pozbawi prądu(bo i takie sytuacje się zdarzały), albo biegacz wpadnie na babcię i też skończy się na rencie powypadkowej. Wtedy też by to szło z OC.
            Tak się wypowiadasz, jakby zepsuć coś można było jedynie w środkach transportu. Tu nie chodzi o granicę, tylko o idiotyczność aktualnego systemu ubezpieczeń, w którym nie liczy się co robi człowiek, tylko ile ma sprzętu.
            Dlaczego niby posiadanie hulajnogi by się musiało wiązać z ubezpieczeniem, a nóg już nie? Dlaczego szkody wyrządzone na hulajnodze miałyby podlegać obowiązkowemu OC, a szkody wyrządzone na piechotę już nie(a mogą być dotkliwe, jak wymieniłem wyżej).
            Dlaczego jak będę miał dwa auta, motocykl, rower(albo i dwa, bo czemu by nie, jeden szosowy, drugi górski), hulajnogę, deskę, to mam od każdego urządzenia płacić OC, skoro na raz będę korzystał tylko z jednego? To jest bezsensowne. A raczej ma sens. Ma to napchać kieszenie ubezpieczalniom.

    • Jak się postarasz to możesz za pomocą samochodu narobić szkód które przekroczą 5mln euro w szkodach osobowych (wjechanie w grupę ludzi), albo 1 mln w szkodach materialnych (np. odpowiednio wjechać pod pociąg). A taka jest kwota ubezpieczenia i wszystko ponad tą kwotę pokrywasz z kieszeni.

      Ale uznano, że jest to zdarzenie na tyle mało prawdopodobne, że wystarczy taka kwota ubezpieczenia. Tak samo jest z rowerami. Po prostu koszt organizacji takiego systemu byłby za duży względem puli roszczeń.

      • Koszt organizacji systemu OC jest gdzieś w okolicach zera bo już istnieje, ograniczenie odpowiedzialności w kwotach oc istnieje w Polsce, poza juz niekoniecznie, natomiast co do rowerów i podobnych, szkód zgłaszanych jest mało, bo sama identyfikacja sprawcy jest trudna, jak ktoś zrobi kuku rowerzyście to jest wielkie jojczenie, ale samochód do identyfikacji jest stosunkowo łatwy, ale jak rowerzysta jadąc jak chce na robi szkód to często samo jego złapanie graniczy z cudem, w sumie wystarczyła by obowiązkowa rejestracja rowerów i nagle by sie okazało że kolejka chętnych do ubezpieczenia wzrosła by samoistnie.

        • Koszt organizacji to koszt sprzedaży każdego ubezpieczenia, każda reklama oferty itp. Do tego systemy weryfikujące. To wszystko jest dużo wyższe niż suma odszkodowań które by były wypłacane co roku.

  3. Za niedługo trzeba będzie montować tablice rejestracyjne na hulajnogach deskorolka h rowerach itp. Idiotyzm!!!!!

    • Akurat nie idiotyzm, kwestia ubezpieczenia to jedno, a kwestia identyfikowalności (nr rejestracyjny pojazdu) to co innego, co ma zrobić poszkodowany gdy zostanie zahaczony rowerem, hulajnogą na chodniku i poniesie stratę , ale przez brak identyfikowalności i zwykłe chamstwo sprawca odjedzie, choć może nie chamstwo, ale nie zauważy , dlaczego mam mieć np rozdartą kurtkę i ponosić koszty naprawy, nabycia nowej gdy to ktoś ją uszkodzi, zniszczy, ale nie można go zidentyfikować bo odjechał, a to że niekiedy sprawcy na rowerach i innych pojazdach uciekają korzystając z anonimowości to fakt wielokrotnie stwierdzony. Tak więc ubezpieczenie niekoniecznie, możliwość identyfikacji i pociągnięcia do odpowiedfzial;ności to już kolejny temat.

    • Proszę wsiąść za kierownicę wiedzą ze żaden rowerzysta ktory znajduje się nie dlaeko Pana nie ma pojecia o ruchu drogowym i kazdy jezdzi jak uwaza za poprawne…. jest Pan naiwny i widac niedoswiadczony. Idiotyzm !!!

  4. Zderzenie z rowerem może być kosztowne. Pan wyjechał mi na maskę na przejściu dla pieszych. Koszt napraw + samochód zastępczy sięgnął blisko 20tys zł. Pan oczywiście nie czuł się zobowiązany do pokrycia szkód których dokonał, będąc święcie przekonanym, że na pasach na pierwszeństwo.

    • Bo tak go ustawodawca uświadomił….
      Ulica to zoo a wiadomo że jak się włazi w zoo do klatki z tygrysem to szansę szanse że się nie skończy w kawałkach są marne…
      Szkoda Auta i nerwów.. a pan z roweru powinien dożywotnio za uszczerbek psychiczny kierowcy płacić bo traumę przeżyłeś.

    • Zielona strzałka?

      A poza tym 20 tyś jest kwotą którą większość osób jest w stanie spłacić. Co najwyżej trzeba się udać do komornika.

  5. Nie ma oc, bo „rower nie powoduje dużych uszkodzeń i może pokryć naprawę z własnej kieszeni”. Znam przykład gdzie rowerzysta wymusił pierwszeństwo i doprowadził w skutku do zderzenia 3 aut osobowych. Szkody na kilka tysięcy. Nadal twierdzisz autorze, że rowerzysta powoduje znikome szkody?

    • Był głośny przykład gdzie kierowca narobił szkód na 20mln zł gdzie OC pokrywa ~4mln (1mln euro).

      A kilka tysięcy to nie są pieniądze które ciężko ściągnąć z kogoś.

  6. OC komunikacyjne powinno być na osobę a nie na pojazd. Pomyślcie sobie… mam dwa samochody, rower hulajnogę… na ilu z tych sprzętów mogę jechać równocześnie ???
    Czy samochód sotojącyw garażu spowoduje wypadek? Nie.

    Dlaczego obecny ustawodawca zmusza nas do płacenia ubezpieczenia za coś co samo z siebie nie może spowodować szkody?

    Do wypadku konieczny jest kierowca i to on mpowinien posiadać OC – nie wazne cyzm jedzie czy autem, rowerem czy hulajnogą.

    • Wiele w tym, racji , choć ogranicza dwa przypadki, pierwszy gdy inny kierowca (kierujący pojazdem) normalnie nie posiadający ubezpieczenia odwozi cię z imprezy bo to on jest trzeźwy, drugie dłuższa trasa i zmieniający się kierowcy, choćby para, małżonkowie, ojciec i syn itp. Co w takiej sytuacji teraz korzysta z ubezpieczenia pojazdu ?

      • Przecież rozwiązanie na to jest proste wręcz trywialne i podane już w treści artykułu – OC na minuty opłacane via smartphone.

  7. Jako rowerzysta, któremu tydzień temu stary dziad ścinający rowerem zakręt zamienił felgę w harmonijkę, jestem za obowiązkowym ubezpieczeniem, tak samo jak za kartami rowerowymi (może to być nowa kategoria prawa jazdy, obojętnie), bo największe zagrożenie dla rowerzystów stanowią inni rowerzyści.

    swoją drogą wielki karny ku*as za clickbaitowy tytuł.

  8. Artykuł ładnie pokazuje, ze myslenie jest w obecnych czasach sztuka. WIekszosc osob potrafi „odpalic” fejsbuka, ale tworcze rozwiazywanie problemow to juz duuuuuuza, a raczej za duuuuza sztuka.
    W dobie internetu, gdzie 80% spoleczenstwa nosi maly komputerek w kieszeni (moc obliczeniowa smartfona jest wieksza niz 10 lat temu mial przecietny komputer stacjonarny), gdzie przelew robi sie internetowo i paczki odbiera sie w paczkomacie…problemem jest wprowadzenie pewnych zasad i kultury prawnej?

    Wystarczy wprowadzic obligatoryjna karte rowerowa – dla doroslych bez pr.jazdy kat A/B i dla dzieci od 10r. zycia. W przypadku mlodszych dzieci obligatoryjnie – jezdzenie na rowerku pod opieka doroslych (zreszta obecnie tak przpeisy nakazuja).Kazda karta przypisana w systemie musialby byc odnawiana np. za 10 zł rocznie – w tym byloby ubezpieczenie OC np. do 10.000 zł. Zaden problem, zbey nawet i dziadek zdal egzamin majac 70 lat… Podstawowe znaki, zasady ruchu drogowego… Jezeli 10 latek zda egzamin to tym bardziej powinien go zdac emeryt.

  9. W czasach, w których każdy ma smartfona, a prawie nowe auto każde wyjeżdżające z salonu jakiś system typu „komputer pokładowy”, takie rozwiązanie to w ogóle byłby rigcz. Oczywiście nie narzucone odgórnie, ale gdyby ubezpieczyciele otrzymywali możliwość sprzedaży polis OC z aplikacji „na minuty”, tj. na czas faktycznego korzystania z pojazdu, mogłoby to zatrząść rynkiem.

  10. Pomijając inne aspekty to ja jednak uważam, że operatorzy czerpiący zyski z wynajmu UTO powinni być zobligowali do ubezpieczenia swoich pojazdów. Dzięki czemu poszkodowani mają gwarancję uzyskana odszkodowania. Sam operator może się zwrócić z regresem do swojego użytkownika powodującego wypadek. Daje to tez gwarancję że jeśli np ktoś ulegnie wypadkowi tylko dla tego że hulajnoga została pozostawiona bezmyślnie nie będzie szukał wiatru w polu. I inne przypadki nie koniecznie związane z wypadkami a np szkodami typu rzut hulajnogą z mostu w samochód …

  11. OC dla rowerów / hulajnóg / nie wiadomo co jeszcze ? Raz z ciekawości sprawdziłem ubezpieczenie dla rowera … Okazało się że muszę mieć rower nowy i nie starszy niż dwa lata, no i w sumie składka była niska, a w razie wypadku i tak nic by to nie pomogło, bo albo zaniżiliby wartość, albo nie wystarczyłoby na pokrycie żadnego uszkodzenia. Nie widzę w tym sensu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *