1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Dłużnicy myślą, że RODO ich uratuje. UODO mówi wprost: zgoda nie jest potrzebna

Dłużnicy myślą, że RODO ich uratuje. UODO mówi wprost: zgoda nie jest potrzebna

RODO stało się w ostatnich latach jednym z najbardziej nadużywanych argumentów w sporach, szczególnie pomiędzy firmami a osobami fizycznymi. Szczególnie często zdarzają się sytuacje, w których osoba zalegająca z zapłatą próbuje zablokować kontakt wierzyciela, zasłaniając się ochroną danych osobowych. Problem w tym, że dane dłużnika mogą być przetwarzane w celu dochodzenia roszczeń. I wierzyciel nie musi najpierw biec po wyrok sądu.

Joanna Świba10.05.2026 13:34
Prawo

Dłużnicy czasem próbują schować się za RODO

Spory o zapłatę rzadko należą do przyjemnych. Wierzyciel chce odzyskać pieniądze, dłużnik często chce zyskać czas, uniknąć kontaktu albo całkowicie odsunąć od siebie problem. Czasem kończy się to zarzutami o nękanie, czasem zgłoszeniami na policję, a czasem powoływaniem się na RODO. Dlaczego akurat na te przepisy? Ponieważ od jakiegoś czasu ochrona danych osobowych stała się swojego rodzaju straszakiem na niegrzeczne dzieci. Straszakiem, który mniej więcej kojarzą wszyscy, więc większość bardzo chętnie go przywołuje. Jak to działa w praktyce?

Mechanizm jest prosty: skoro wierzyciel zna imię, nazwisko, adres, numer telefonu albo adres e-mail dłużnika, to dłużnik próbuje twierdzić, że nie wolno tych danych wykorzystywać bez jego zgody. W takiej sytuacji doszłoby do abstrakcji, gdyż osoba, która nie zapłaciła, mogłaby jednocześnie zakazać wierzycielowi kontaktu w sprawie zapłaty. Tyle że prawo tak nie działa.

To jednak tak nie działa. Ochrona danych osobowych nie jest instrumentem do ucieczki przed odpowiedzialnością za zobowiązania. A większość z nas zna RODO jedynie z nazwy, w związku z czym nie do końca rozumie, w jaki sposób funkcjonują pewne zasady i wykluczenia. A jedno z wykluczeń w zakresie zgody na przetwarzanie danych osobowych dotyczy właśnie dłużników.

Stary chwyt: „proszę nie przetwarzać moich danych”

Część dłużników zdaje się wierzyć, że jeden e-mail z powołaniem się na RODO sprawi, że wierzyciel cofnie się jak rażony piorunem. W praktyce nie ma to żadnego znaczenia – w identyczny sposób firmy windykacyjne mogą działać też wobec osób, którym kupiły dług sprzed wielu lat, choćby chodziło o stare należności typu KGPN i długi uczelniane. Argument „nie zgadzam się na przetwarzanie” nie wyłącza możliwości dochodzenia zapłaty.

Wierzyciel nie potrzebuje wyroku, żeby przetwarzać dane dłużnika

Tematem przetwarzania danych osobowych dłużnika zajął się Urząd Ochrony Danych Osobowych. Wśród pytań często zadawanych na infolinii znalazło się bowiem pytanie: czy wierzyciel, aby przetwarzać dane dłużnika w celu dochodzenia roszczenia o zapłatę, musi legitymować się wyrokiem sądu. UODO rozwiało nadzieję wszystkich zadłużonych – jasno wskazano bowiem, że wyrok sądu nie jest konieczny. Jak podkreśla UODO w oficjalnym informatorze:

Do przetwarzania przez wierzyciela danych dłużnika w celu dochodzenia roszczeń zastosowanie ma art. 6 ust 1 lit. f RODO. Zgodnie z tym przepisem przetwarzanie danych jest dopuszczalne, jeśli służy realizacji prawnie uzasadnionych interesów realizowanych przez administratora lub przez stronę trzecią. Tym prawnie usprawiedliwionym celem może być np. dochodzenie roszczeń przysługujących wobec dłużnika. Przetwarzanie danych w takim przypadku jest prawnie dopuszczalne i nie jest do tego potrzebna zgoda dłużnika. Nie jest przy tym konieczne, żeby wierzyciel dysponował tytułem wykonawczym przeciwko dłużnikowi, którego dane chce przetwarzać.

To ważne, bo w praktyce część dłużników próbuje sprowadzić sprawę do fałszywego założenia: nie ma wyroku, więc nie ma prawa do przetwarzania danych. Tymczasem dochodzenie roszczenia nie zaczyna się dopiero po prawomocnym zakończeniu sprawy sądowej. Wierzyciel może przecież wysłać wezwanie do zapłaty, prowadzić korespondencję, kompletować dokumenty, skierować sprawę do prawnika albo przygotować pozew – do tego wszystkiego potrzebne są dane dłużnika, wierzyciel musi więc nimi dysponować.

Przedawnienie nie chroni samo z siebie

Co więcej, przetwarzanie danych w celach windykacyjnych nie kończy się nawet wtedy, gdy dług formalnie się przedawnił. Jak przypomina samo orzecznictwo, przedawnienie roszczeń nie powoduje, że dług znika – sprawia jedynie, że dłużnik może uchylić się od jego spłaty, jeśli powoła się na zarzut przedawnienia. Do tego momentu wierzyciel cały czas ma legalny powód, by trzymać dane dłużnika w swoich rejestrach i prowadzić działania zmierzające do odzyskania pieniędzy.

RODO nie wymaga zgody dłużnika na dochodzenie roszczeń

Najczęstsze nieporozumienie dotyczące RODO polega na przekonaniu, że każde przetwarzanie danych wymaga zgody osoby, której dane dotyczą. Nie wymaga. Zgoda jest tylko jedną z podstaw przetwarzania danych osobowych, a przepisy RODO przewidują również szereg innych możliwości.

W przypadku wierzyciela podstawą może być prawnie uzasadniony interes, o którym mowa w art. 6 ust. 1 lit. f RODO. Takim interesem jest właśnie dochodzenie roszczeń. Trudno zresztą wyobrazić sobie inny wniosek. Gdyby wierzyciel musiał uzyskać zgodę dłużnika na przetwarzanie jego danych, cały mechanizm dochodzenia należności stałby się fikcją (zwłaszcza w zakresie przedawnień roszczeń, czy prób polubownego załatwienia sporu).

Dłużnik mógłby po prostu powiedzieć: nie zgadzam się na kontakt, nie zgadzam się na przetwarzanie danych, nie zgadzam się na wezwanie do zapłaty. A skoro się nie zgadzam, to proszę mnie zostawić w spokoju. Na szczęście RODO nie zostało stworzone po to, aby legalizować takie absurdy, ale po to by realnie chronić dane osób, które nie wchodzą w konflikty z prawem, ani z innymi osobami fizycznymi.

Wyjątek od zgody, czyli prawnie uzasadniony interes

Przesłanka prawnie uzasadnionego interesu nie dotyczy wyłącznie umów konsumenckich czy drobnych długów. W ten sam sposób banki przetwarzają dane swoich klientów, którzy zalegają ze spłatą rat kredytów lub pożyczek – co bywa istotne także wtedy, gdy w grę wchodzi przedawnienie długu bankowego, jest możliwe, ale na bardzo określonych warunkach. Niezależnie jednak od tego, czy chodzi o niezapłaconą fakturę, czy o ratę kredytu, podstawa prawna przetwarzania danych pozostaje ta sama.

Czym innym jest legalny kontakt, a czym innym nękanie

Warto jednak pamiętać, że możliwość przetwarzania danych osobowych dłużnika nie sprawia, że wierzyciel może wybrać dowolną formę kontaktu, lub kontaktować się zbyt często. Wierzyciel może przetwarzać dane dłużnika, ale powinien robić to w zakresie potrzebnym do konkretnego celu. Może kontaktować się w sprawie zapłaty, wysyłać wezwania, przekazać sprawę pełnomocnikowi czy dochodzić należności przed sądem. Nie może jednak wykorzystywać danych w sposób dowolny, nadmiarowy albo represyjny. RODO nie blokuje dochodzenia roszczeń, ale nadal wymaga, aby dane były przetwarzane zgodnie z zasadami legalności, rzetelności, minimalizacji i ograniczenia celu.

Dlatego trzeba odróżnić dwie sytuacje. Czym innym jest normalne dochodzenie zapłaty, nawet jeżeli dla dłużnika jest ono niewygodne. Czym innym są działania rzeczywiście uporczywe, agresywne albo wykraczające poza cel odzyskania należności. W skrajnych przypadkach, gdy dochodzi do typowego nękania poprzez dzwonienie, kilkudziesięciu połączeń dziennie, telefonów w nocy czy gróźb, sprawa wymyka się całkowicie z reżimu RODO. Tutaj jednak zastosować należy nie RODO, a przepisy kodeksu wykroczeń lub kodeksu karnego.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi