Nie załatwisz sprawy w urzędzie, bo pani od nazwisk na literę „B” odeszła z pracy. To nie Bareja – to rzeczywistość

Codzienne Gorące tematy dołącz do dyskusji (86) 02.03.2018
Nie załatwisz sprawy w urzędzie, bo pani od nazwisk na literę „B” odeszła z pracy. To nie Bareja – to rzeczywistość

Udostępnij

Tomasz Laba

Mam przekonanie graniczące z pewnością, że moje wnuki w przyszłości zupełnie nie będą zdumione, słuchając historii o rzeczywistości w polskich urzędach. Same będą miały dokładnie takie same doświadczenia. Historie moich dziadków są dziwnie podobne do tych, które mają miejsce w 2018 roku.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że każdy czytelnik Bezprawnika mógłby podzielić się równie absurdalnymi historiami, jak ta poniżej. Pewien pełnomocnik nie mógł załatwić swojej sprawy w urzędzie, ponieważ osoba odpowiedzialna za kontakty z podatnikami, których nazwiska zaczynają się na literę „B” odeszła na emeryturę. Do tej pory nie znaleziono nikogo na jej stanowisko. Bareja byłby dumny, widząc, że jego duch wciąż w narodzie nie ginie.

https://twitter.com/rodak_mich/status/968412983545221120

Oczywiście sama idea przydzielania pracowników do obsługi konkretnych literek alfabetu nie jest niczym absurdalnym. Alfabetyczny podział jest całkiem logiczny, zwłaszcza w największych aglomeracjach. Money.pl jako przykład wskazuje Urząd Skarbowy Wrocław Krzyki. Tam podatnicy, których nazwisko zaczyna się na literę K, mają swojego dedykowanego pracownika.

Urzędnicze absurdy ciągle mają się dobrze

Absurdalna jest oczywiście sama kwestia organizacyjna. Być może nazwiska zaczynające się na literę B wymagają stosowania innego prawa, a może koleżanki nie przeszły odpowiedniego szkolenia. Najprawdopodobniej jednak problem rozwiązany w typowo urzędniczy sposób. No bo z jakiej racji pani od literki C miałaby teraz pracować za dwie? Skoro nie przydzielono, to nie przydzielono. Jak kogoś zatrudnią, to się sprawy załatwi. Co prawda pracownik nie ma obowiązku zawiadamiać pracodawcy o zamiarze przejścia na emeryturę, ale ciągle obowiązuje wypowiedzenie umowy o pracę. Dużo wskazuje na to, że w tym urzędzie podatnicy o nazwisku na literę B nie są obsługiwani co najmniej od kilku miesięcy.

Zastanawiam się, co musiałoby się zmienić, żeby utyskiwania na nasze urzędy były rzadsze. Nie do końca przekonuje mnie argument o wymianie pokoleniowej. Ilekroć jestem w urzędzie obsługiwany przez osobę, która zdaje się w podobnym wieku co ja, to nie widzę różnicy. Równie często muszę w okienku czekać, aż dwie panie skończą ze sobą plotkować, albo – co gorsze – skończy rozmawiać przez telefon z mężem lub koleżanką. Oczekiwanie, aż urzędnik skończy pić kawę, a sprawa nabierze mocy urzędowej, wcale nie jest wyjątkiem. To niestety norma. Szlachta nie pracuje?

Wydawałoby się, że wystarczy petentów obsługiwać tak, jak samemu chciałoby się zostać obsłużonym.