Janusze prawa – czyli rząd – ignorują decyzje kolejnego Trybunału. Ale tym razem trafili na silniejszego przeciwnika

Gorące tematy Zagranica Zbrodnia i kara 02.08.2017
Janusze prawa – czyli rząd – ignorują decyzje kolejnego Trybunału. Ale tym razem trafili na silniejszego przeciwnika

Udostępnij

Marek Krześnicki

Wycinka Puszczy wstrzymana – taka wiadomość dotarła do nas kilka dni temu z Luksemburga, gdzie europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał stosowne orzeczenie. Tylko co z tego, skoro adresat decyzji ma to w nosie – i Puszcza Białowieska wciąż musi się mierzyć z nierówną walką z leśnikami?

Puszcza Białowieska – ostatni, pierwotny las w Europie. Pomnik przyrody, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Po prostu unikat. Wystarczyło jednak powołanie na stanowisko Ministra Środowiska pana Jana Szyszko, zapalonego kłusownika myśliwego, aby podejście władz Rzeczpospolitej do tego wyjątkowego w skali co najmniej europejskiej lasu uległo diametralnej zmianie.

Do Puszczy bowiem wkroczyli drwale wyposażeni w ciężki sprzęt. Choć byli obecni w Puszczy i do tej pory, to dzięki uprzejmości rządu Beaty Szydło ilość drewna, jaka może być pozyskiwane z tego rejonu, znacząco wzrosła. Do tego, pod pretekstem ochrony Puszczy m.in. przed kornikiem-drukarzem, prowadzona jest ekstensywna wycinka drzew. Nie pomogły protesty ekologów – drwale wciąż robią, co tylko mogą rąbać. I robią to mimo, że zgodnie z prawem międzynarodowym, stanowiącym integralną część polskiego porządku prawnego, Puszcza powinna pozostać w niezmienionym stanie dla kolejnych pokoleń. Czyli dokładnie tak, jak miało to miejsce przez ostatnie tysiące lat istnienia Puszczy Białowieskiej.

Wycinka Puszczy wstrzymana środkiem tymczasowym

Spór o wycinkę drzew w Puszczy stał się obecnie przedmiotem zainteresowania ze strony Komisji Europejskiej. Ochrona środowiska jest bowiem ważnym elementem prawa europejskiego. Komisja Europejska – organ stojący na straży przestrzegania tego prawa przez państwa członkowie UE – uznała, że działania polskich władz naruszają prawo, w tym przepisy dotyczące tzw. obszarów Natura 2000. Dodajmy, że kilkanaście lat temu podobny w gruncie rzeczy spór dotyczył drogi ekspresowej, która miała przeciąć Dolinę Rospudy.

Teraz Komisja Europejska zdecydowała się pozwać Polskę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – takiego europejskiego Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego w jednym. Jednocześnie Komisja wniosła o wydanie dodatkowej decyzji – tzw. środka tymczasowego – która wstrzymywałaby wycinkę Puszczy na czas trwania procesu sądowego.

Wartu tu wyjaśnić, że jest to odpowiednik polskiego „postanowienia o udzieleniu zabezpieczenia” – decyzji sądu, która jeszcze przed merytorycznym rozstrzygnięciem sprawy (np. wydaniu wyroku nakazującego zapłatę określonej kwoty) kreuje taką sytuację, która pozwoli na realizację tego orzeczenia w przyszłości. O co chodzi? Na gruncie przedmiotowej sprawy, tj. wycinki Puszczy, to proste: jeśli Trybunał uznałby po kilkuletnich sporach, że leśnicy działali w Puszczy Białowieskiej na podstawie nielegalnych decyzji polskich władz, to w międzyczasie skutki białowieskiej masakry piłą mechaniczną byłyby nieodwracalne.

Aby taka decyzja została wydana, strona wnioskująca o udzieleni zabezpieczenia powinna oczywiście wykazać, że nieudzielenie zabezpieczenia spowodowałoby nieodwracalne straty i uniemożliwiło wykonanie orzeczenia w przyszłości. W polskim prawie ładnie to opisano w art. 7301 kodeksu postępowania cywilnego:

Interes prawny w udzieleniu zabezpieczenia istnieje wtedy, gdy brak zabezpieczenia uniemożliwi lub poważnie utrudni wykonanie zapadłego w sprawie orzeczenia lub w inny sposób uniemożliwi lub poważnie utrudni osiągnięcie celu postępowania w sprawie

Wycinka Puszczy wstrzymana – ale rząd ma to w… gdzieś

Trybunał Sprawiedliwości, po zapoznaniu się z wnioskiem Komisji, przychylił się do niego, i wydał decyzję nakazującą natychmiastowe wstrzymanie wycinki Puszczy Białowieskiej. Decyzję tę doręczono polskiemu rządowi. Czy leśnicy zatem opuścili swoje siekiery? Otóż: nie, nie opuścili, choć mieli czas, aby odesłać operatora telewizji Polsat do szpitala po ciężkim pobiciu.

I szybko (raczej) nie opuszczą. Okazuje się bowiem, że tak samo, jak swego czasu Beata Szydło nie publikowała wyroków polskiego Trybunału Konstytucyjnego, tak teraz Jan Szyszko nie uznaje orzeczenia TSUE. Co więcej: robi to publicznie, wyznając na konferencji prasowej, że wstrzymania wycinki nie będzie. A to wszystko wina… no, nie Tuska, ale „Gazety Wyborczej” i TVN. Serio, taki passus znajdziemy w komunikacie prasowym Ministerstwa Środowiska:

28 lipca 2017 roku, w późnych godzinach wieczornych, dzięki uprzejmości Ministerstwa Spraw Zagranicznych, z dużym zdziwieniem i zaskoczeniem Ministerstwo Środowiska otrzymało postanowienie Trybunału Sprawiedliwości UE o wstrzymaniu działań mogących negatywnie wpływać na stan siedlisk i gatunków w gospodarczej części Puszczy Białowieskiej, wchodzącej w skład obszaru Natura 2000.

Ministerstwo Środowiska serdecznie dziękuje za przekazanie  tego postanowienia, a tym samym za możliwość zapoznania się z jego treścią. Jednocześnie Ministerstwo Środowiska wyraża głębokie zaniepokojenie faktem, że dokument  Trybunał Sprawiedliwości UE (…) wcześniej został udostępniony wybranym mediom, takim jak „Gazeta Wyborcza” i TVN.

Odnosząc się do treści postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE, Ministerstwo Środowiska oświadcza, iż korzystając z najlepszej wiedzy naukowej, prowadzi na terenie gospodarczej części Puszczy Białowieskiej, objętej obszarem Natura 2000,  jedynie niezbędne działania, zmierzające do ochrony siedlisk i gatunków tego obszaru, co odbywa się z jednoczesnym zapewnieniem bezpieczeństwa publicznego.

Wycinka – tak, funduszy – brak

Mówiąc krótko: wycinka Puszczy wstrzymana nie będzie, bo to przecież w sumie żadna wycinka, tylko „działania zmierzające do ochrony siedlisk„. To niespotykane, pierwsze chyba w historii Unii Europejskiej, jawne lekceważenie decyzji europejskiego Trybunału. Co, oprócz międzynarodowego ostracyzmu, grozi za to Polsce? Przede wszystkim: dotkliwe kary finansowe, sięgające łącznie 300 000 euro za każdy dzień nierespektowania prawa europejskiego. W konsekwencji może to oznaczać dziesiątki czy setki milionów euro, które zostaną odebrane np. z funduszy europejskich.

Nie wspominając o tym, że Polska w dalszym ciągu buduje wizerunek oderwanego od rzeczywistości pieniacza, kpiącego sobie z wyroków sądów. Choć w sumie – to nie wizerunek, dokładnie tak zachowuje się nasz rząd. A jeśli tak, to czy w takim razie obywatele również mogą się do sądowych decyzji nie stosować? Skoro minister Szyszko i rząd cały nie muszą, to czemu Nowak czy Kowalski mieliby się zachowywać inaczej?

Strasznie to smutne.