Polski urzędnik potrzebuje niemal godziny na rozpoczęcie pracy, podczas gdy w prywatnej firmie ten czas to około 15 minut. Wydajność urzędników przeraża

Gorące tematy Państwo Praca dołącz do dyskusji (231) 03.10.2018
Polski urzędnik potrzebuje niemal godziny na rozpoczęcie pracy, podczas gdy w prywatnej firmie ten czas to około 15 minut. Wydajność urzędników przeraża

Udostępnij

Tomasz Laba

Statystyczny urzędnik w naszym kraju potrzebuje niecałej godziny na to, aby od przyjścia do pracy w ogóle zaczął pracować. Tymczasem u przeciętnego przedsiębiorcy poranny rozruch to kwestia kwadransa. Wydajność urzędników jest na zatrważającym poziomie. 

Wydaje się, że w tej kwestii nikt z nas nie jest bez grzechu, a poranne obowiązki lubimy przeciągać w czasie tak długo, jak to tylko możliwe. Każdy z nas zna ten schemat – przyjście do pracy (często lekko spóźnionym), następnie przygotowanie się do wykonywania obowiązków. Włączenie komputera, zdjęcie płaszcza i wizyta w kuchni po poranną kawę. W niektórych biurach oznacza to kolejkę do automatu, gdzieniegdzie lekkie przepychanki w pokoju socjalnym, żeby dopchać się do ekspresu lub czajnika. To oczywiście sposobność do plotek i chwili rozmowy z kolegą bądź koleżanką z pokoju obok. Ani się człowiek nie obejrzy, a tu minie godzina i w końcu można zacząć pracować.

Niestety opisana powyżej sytuacja wcale nie jest wyssana z palca. Według statystyk OECD, na które powołuje się firma doradcza Curulis, polski urzędnik potrzebuje 50 minut na to, aby od przyjścia do pracy w ogóle zacząć pracować. Tymczasem poranny rozruch w przeciętnej nadwiślańskiej firmie nie zajmuje zwykle więcej niż 15 minut. To całkiem uzasadniony wynik, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że tyle może zająć zaparzenie kawy i chwila rozmowy z kolegą w oczekiwaniu na uruchomienie komputera. Niestety nic nie usprawiedliwia niemal godzinnego oczekiwania, aż urzędnik zacznie pracować. To prawda, że komputery w urzędach nie należą do najszybszych, ale nie uwierzę, że na ich uruchomienie trzeba czekać tak długo. Informatycy w administracji publicznej mogą zaświadczyć.

Wydajność urzędników jest dwa razy mniejsza niż w prywatnych firmach

Badacze z firmy doradczej doszli do wniosków, z którymi trudno się nie zgodzić. W nadwiślańskich urzędach z pewnością brakuje kadry zarządzającej, która w ogóle weryfikuje to, w jaki sposób obowiązki w danym urzędzie są rozdzielane i przede wszystkim wykonywane. Nikt również nikogo nie rozlicza z pracy. Zasadą jest to, że w przypadku nałożenia nowych obowiązków przez ustawodawcę, urząd poszukuje nowych pracowników. Pokutuje przekonanie, że dotychczasowi pracownicy mają tak dużo pracy, że nie wytrzymają nawału nowych obowiązków. Dlatego właśnie konieczne okazuje się sprowadzanie nowych, zamiast sensowne rozdzielenie pracy i nowych obowiązków wobec dotychczasowo zatrudnionych. Oczywiście nasz ustawodawca dawno przestał być racjonalny i takie podejście może skutkować ciągłym przyrostem i tak przecież ogromnej ilości urzędników.

Z badań wynika, że jedynie kilka urzędów swoją wydajnością w ogóle zbliża się do przeciętnej firmy na wolnym rynku. Do takich należą te największe, m.in. urząd m.st. Warszawy. Badania OECD jasno mają wskazywać to, że efektywność pracy w administracji publicznej jest średnio dwukrotnie niższa niż w sektorze prywatnym. Jednym z powodów ma być też średni wiek urzędnika – 55 lat. Młodsi szybko uciekają do prywatnych firm, oczywiście głównie ze względu na zarobki. Ze względu na zarobki oczywiście do administracji publicznej nie garnie się kadra menedżerska, która mogłaby zaimplementować niektóre korporacyjne rozwiązania do zwiększenia wydajności urzędników. Bo o ile na korporacje wszyscy raczej narzekają, tak chyba większość czytelników zgodzi się, że takie korporacyjne podejście urzędom w ogóle by nie zaszkodziło.

231 odpowiedzi na “Polski urzędnik potrzebuje niemal godziny na rozpoczęcie pracy, podczas gdy w prywatnej firmie ten czas to około 15 minut. Wydajność urzędników przeraża”

  1. Przecież tak jest zawsze w państwówkach. Niby dlaczego firmy państwowe są wiecznie niewydajne i trzeba je z budżetu dotować?

    • Jest to wyłącznie kwestia cichego przyzwolenia i braku umiejętności wyegzekwowania od pracownika wywiązywania się z pracy. Ciężko się temu dziwić, bo pieniądze często nie są fajne, a kierownicy nie są ani po żadnych szkoleniach z zarządzania, ani nie są na takie posyłani.

      Ok, może nie wyłącznie. Innym powodem może być zbyt duże zatrudnienie – ludzie nie mają co robić, bo nie ma tyle pracy. Albo i jest, ale 3 osoby pracują ponad siły, a kilkanaście się obija. Czyli w sumie to tutaj też kwestia zarządzania ludźmi.

      • Przedmówca wcale nie zrzuca tego na karb magicznego słowa „państwowe”, które sprawia, że wszystko jest do du… ;-). Właśnie chodzi o tych, którzy tym sterują – to nie ich pieniążki, nie muszą się o nie martwić, więc mają wszystko gdzieś.

      • Po prostu w państwowej firmie płaca zarządu nie jest powiązana z kondycją firmy. Czy firma będzie przynosić zyski czy straty, nieważne pensja taka sama najwyżej podatnik się dorzuci. Co do urzędów to dochodzi dobrego brak odpowiedzialności i wynagrodzenie premiujące staż pracy a nie umiejętności.

        • Akurat z tym premiowaniem stażu top nie do końca , stażowe wliczają do pensji i jak akurat wzrosła pensja bo wzrósł staż to przy podwyżce której nie był;o nawet tych inflacyjnych od 10 lat wliczają do pensji i dostaniesz mniej lub wcale , a ewentualny dodatek stażowy powinien być poza wynagrodzeniem. reszta , może sprawdź na jakich zasadach powoływani są zarządzający , @kofeina też ma trochę racji w kwestii podziału pracy, choć może nie aż w takiej skali

  2. Ocena wszystkiego z punktu widzenia Warszawy jest bez sensu. W dużych urzędach jest bardzo wąska specjalizacji pracownika ze względu na dużą liczbę spraw podobnego rodzaju. W małych urzędach jeden pracownik ma bardzo szeroki zakres działania. Zdarza się, że dany rodzaj sprawy wystąpi raz w roku i potrzeba czasu, aby wdrożył się w otoczenie prawne, które też często się zmienia. W każdej chwili może przyjść interesant, który absorbuje zupełnie innym zagadnieniem, któremu też trzeba poświęcić uwagę.

  3. Chętnie zobaczyłbym metodologię tych badań, bo patrząc przez pryzmat mojego urzędu to wszystko wierutna bzdura. Do tego wrzucanie wszystkich urzędników do jednego wora nie służy niczemu sensownemu.

    • Popieram i jestem za , nie jestem co prawda urzędnikiem, a człowiekiem z ICT w Urzędzie, ale skoro mam krótko po wejściu do pokoju, a nieraz już wchodząc telefon z jakimś problemem ( co prawda nie zawsze wynikającym z kwestii technicznych , a raczej nie wiem co zrobić), ale to wynik wieku i ucieczki młodych, to chyba jednak zabierają się za pracę wcześniej , bo tak to też powinny być pierwsze telefony , czy inne zgłoszenia po tych 50 minutach

    • Jako w każdej pracy. Nie wiem skąd te badania, jaką metodologia itp. Znam przynajmniej kilka osób pracujących w urzędach i większej bzdury nie słyszałem. Nie można badać wydajności urzędnika bo to inna specyfika zadań. Większość z moich znajomych ma tyle roboty że na tego typu sytuację nie ma czasu.

  4. Artykuł strasznie tendencyjny i niemerytoryczny.

    Niby autor powołuje się na wyniki „jakiegoś” badania, ale mam wrażenie, że bierze się je z sufitu. Jeżeli praca nad badaniem wydajności wyglądała tak jak rzekoma praca w publicu to się w sumie nie dziwię…

    Sektor publiczny ma swoją specyfikę. Są tu też różne stanowiska, o bardzo zróżnicowanym charakterze.

    Swoją drogą, słyszałam historie o spółkach w których po zmianie dyrektora celem „optymalizacji kosztów” usuwało się całą kadrę średniego kierownictwa. Często lecą też architekci i to całymi zespołami. Cięcie kosztów. Zdrowe? Krótkofalowo może i tak. Czkawką odbijało się po kilku tygodniach czy miesiącach.

  5. Nie ma kija, nie ma marchewki, nie ma też żadnej odpowiedzialności za wykonywaną pracę. Palec do budki, kto by w takich warunkach zasuwał za dwóch?

  6. te badania są zupełnie wyrwane z kontekstu. Przeciętny Polak myśli, że urzędnik to osoba która coś załatwia na zlecenie petenta, a to jest tylko kropla w morzu. I taki pewnie pracuje od momentu „start” bo musi coś wydawać i przyjmować. Urzędników jest jednak masa i forma ich pracy jest baaardzo różna i wielu z nich nawet petenta na oczy nie widziało. Urzędy z racji faktu, że nie są nastawione na zysk, konieczności przestrzegania zamówień publicznych i masy regulaminów, uzależnienia od zmieniających się opcji politycznych niestety skazane są zawsze na mniej efektywną pracę. jedynie stabilnośc i poczucie sensu wykonywanej roboty może sprawić, że efektywność wzrośnie.

  7. Kolejny „stejk” bzdur, urzędnicy się opierniczają to fakt ale w sektorze prywatnym wcale nie jest tak „różowo”.

    Gnuśność, niekompetencja, „celebrowanie” prostych czynności to niestety standard na wolnym rynku pewnym usprawiedliwieniem jest żenujący poziom wynagrodzeń …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *