Kaczyński: „ja naprawdę na polityce nie zyskuję, tylko tracę”. Czy lider PiS naprawdę dorobiłby się na byciu radcą prawnym?

Państwo Praca dołącz do dyskusji (53) 16.04.2018
Kaczyński: „ja naprawdę na polityce nie zyskuję, tylko tracę”.  Czy lider PiS naprawdę dorobiłby się na byciu radcą prawnym?

Udostępnij

Marek Krześnicki

Zarobki radców prawnych są tak wysokie, że szeregowy poseł zarabia ułamek tego, co dobry prawnik w Warszawie. Tak przynajmniej twierdzi Jarosław Kaczyński. A jak jest naprawdę?

Zarobki posłów i senatorów – czy ogólnie polityków – od zawsze budzą emocje. Nic dziwnego, w końcu pensje wypłacamy im my, podatnicy, ciężko harujący na to, aby fiskus był zadowolony. Ale okazuje się, że dla niektórych poselskie 12 tysięcy złotych miesięcznie (brutto) to wyrzeczenie. I wcale nie chodzi o Jarosława Gowina, któremu ministerialna pensja ledwo starczyła do pierwszego. Inny Jarosław powiedział bowiem coś takiego:

Nie twierdzę, że ja jestem jakiś nadzwyczajnie zdolny, ale sądzę, że dobrym radcą prawnym w Warszawie bym był – to przecież bym zarabiał parę razy więcej, niż zarabiam. Ja naprawdę na polityce nie zyskuję, tylko tracę, biorąc pod uwagę doktorat z prawa.

Czy faktycznie tak jest? Czy „nienadzwyczajny, ale dobry” radca prawny (to ci w niebieskich żabotach) zarabia takie pieniądze?

Zarobki radców prawnych. Czy prawnicy zarabiają aż tak dobrze?

Okazuje się, że niekoniecznie. Jak wynika z danych portalu wynagrodzenia.pl, przeciętny radca prawny zarabia ok. 7400 zł brutto. Dopiero 1/4 najlepiej opłacanych radców przekracza próg 10 000 zł brutto miesięcznie. Trudno zatem uznać, że zwyczajnie dobry radca prawny może liczyć na zarobki będące wielokrotnością zarobków szeregowego posła (niepełniącego przecież żadnej funkcji państwowej). Ale i tak radcowie mogą liczyć na lepsze zarobki niż adwokaci, którzy wg tego samego portalu zarabiają przeciętnie ok. 5700 zł (choć trzeba przyznać, że próba jest kilkukrotnie mniejsza niż w przypadku radców).

W każdym razie życie posła dużo bardziej przypomina żywot bohaterów TVN-owskich seriali o prawnikach (Magda M. czy Prawo Agaty) niż szara rzeczywistość palestry. Np. w tej chwili posłowie udali się na blisko miesięczną przerwę od posiedzeń Sejmu, dzięki czemu mogą (niczym postaci z ww. seriali) spotykać się na mieście, popijając bezglutenowe latte, zamiast brutalnie walczyć o klienta – co ma miejsce w przypadku adwokatów czy radców prawny. Dlaczego?

Ano dlatego, że choć liczba prawników stale rośnie, to wciąż zbyt mało osób korzysta z ich usług. Dość powiedzieć, że choć 1 prawnik przypada już niemal na tyle samo mieszkańców co w Niemczech, to raptem 1% Polaków ma „swojego” prawnika, a w Niemczech: 65%. Rynek ubezpieczeń ochrony prawnej praktycznie nie istnieje, a u naszych zachodnich sąsiadów ubezpiecza się tak 80% mieszkańców. W Polsce korzystanie z usług prawników wciąż jest uważane za fanaberię, z której korzysta się w sytuacjach ostatecznych. Czyli w praktyce np. nie w momencie zawierania umowy kredytowej, a wtedy, gdy komornik sądowy sprzedaje zadłużone mieszkanie.

A z posłów korzystać musimy. Ich liczba, podobnie jak obowiązek przeprowadzania wyborów, jest w końcu zapisana w Konstytucji.

fot. tytułowa: https://www.facebook.com/pisorgpl/