ZUS bierze się za hipochondryków na L4. Zmiany w zasiłku macierzyńskim, opiekuńczym i chorobowym

Gorące tematy Praca Zdrowie dołącz do dyskusji (495) 06.12.2019
ZUS bierze się za hipochondryków na L4. Zmiany w zasiłku macierzyńskim, opiekuńczym i chorobowym

Joanna Buchwałd-Musińska

Już od przyszłego roku szykują się zmiany w zasiłku macierzyńskim, opiekuńczym i chorobowym. Świadczenia trudniej będzie otrzymać. Ograniczenia mają na celu zapobieganie wyłudzeniom.

ZUS bierze się za hipochondryków

Jak dotąd świadczenie chorobowe przysługiwało ubezpieczonemu po 30 dniach trwania nieprzerwanego obowiązkowego ubezpieczenia chorobowego lub po 90 dniach ubezpieczenia dobrowolnego. Innymi słowy warunkiem otrzymania zasiłku chorobowego był odpowiedni czas wyczekiwania, nieprzerwany żadnymi incydentami (np. przerwą w opłacaniu składek). Nowe przepisy nie zakładają zmiany założenia, ale przedłużenie okresu wyczekiwania. W konsekwencji może się okazać, że chorowity pracownik straci płynność finansową w trakcie choroby.

Zmiany w zasiłku macierzyńskim

Zmiany w zasiłku macierzyńskim powodowane są przede wszystkim koniecznością ukrócenia procederu przechodzenia na L4 od pierwszych miesięcy ciąży. Fikcyjne L4 to w niektórych kręgach niemal standard. Tylko odsetek ciężarnych rzeczywiście zmuszony jest do przebywania na zwolnieniu lekarskim od pierwszych tygodni. Dla tych ciężarnych, dla których dotąd L4 było jednak wygodną alternatywą, ZUS szykuje zmiany. Jak dotąd prawo do nabycia zasiłku macierzyńskiego lub opiekuńczego nie wymagało 30-dniowego okresu wyczekiwania. Zmiany w zasiłku macierzyńskim i opiekuńczym mają tę zasadę zmienić. Należy się zatem spodziewać, że nadchodzące zmiany wprowadzą okres ubezpieczeniowy także dla przyszłym matek.

Zmiany w zasiłku chorobowym

Propozycje rządowe obejmują następujące zmiany w zasiłkach:

Od roku 2020 zarówno w przypadku zasiłku macierzyńskiego jak i opiekuńczego wprowadzony zostanie okres wyczekiwania. Jego długość nie została jeszcze ustalona. Zasiłek chorobowy będzie natomiast przysługiwał tym pracownikom, którzy przepracowali co najmniej 90 dni, w przypadku ubezpieczenia obowiązkowego (dotąd 30 dni). Pracownicy podlegający dobrowolnemu ubezpieczeniu chorobowemu, zyskają prawo do zasiłku chorobowego dopiero po przepracowaniu 180 dni (dotąd 90).

Zmiany w obliczaniu okresu zasiłkowego

Również w tej kwestii rząd szykuje zmiany. Od nowego roku przyczyna niezdolności do pracy nie będzie miała znaczenia, a pracownik zyska prawo do kolejnego zasiłku dopiero po upływie 90 dni od zakończenia niezdolności do pracy. W tej chwili litera prawa zakłada okres 60 dni, przy założeniu, że przyczyna niezdolności do pracy jest niezmienna.

Konsekwencje zmian

Dla pracodawców szykowane zmiany przynoszą pewnego rodzaju komfort, bowiem skutecznie wyeliminują częste L4. Ochronią zatem pracodawców przed młodymi pracownikami, dla których przeziębienie nierzadko jest wystarczającym powodem do nieobecności w pracy. Zmiany wydają się jednak niepokojące dla osób, których kondycja zdrowotna może być krucha po powrocie do pracy, np. wskutek leczenia choroby nowotworowej. Trudno sobie wyobrazić by takich osób również miał dotyczyć 3-miesięczny okres wyczekiwania po zakończeniu niezdolności do pracy. Wydaje się, że pewne zapisy należało by doprecyzować ze szczególnym rozgraniczeniem klasyfikacji chorób. W przeciwnym razie może dojść do kuriozalnej sytuacji, w której osoby ciężko chore przez kilkadziesiąt dni pozostaną bez środków do życia.

Zasiłek chorobowy w ciąży to świadczenie nieco innego rodzaju, zwykło się bowiem mawiać, ze ciąża to nie choroba.  Jednak zapowiadane zmiany budzą kontrowersje. Wszystko wskazuje na to, że matka, której zalecenia lekarskie rzeczywiście zakazują pracować, także zaczeka na zasiłek. Jest to o tyle zaskakujące, że urzędujący rząd szczyci się wprowadzeniem szeregu ułatwień właśnie dla matek i rodzin z dziećmi.

To, że Polacy oszukują na chorobowym nie jest ani zaskakujące, ani odkrywcze. Wydaje się jednak, że zamiast ustawowo wydłużać okres wyczekiwania, ZUS powinien raczej nasilić kontrole samych zwolnień i weryfikować ich zasadność. Kontrola L4 dla ZUS przeprowadzana przez samych pracodawców miała ten proces usprawnić. Okazało się jednak, że w świetle prawa pracodawcy mogą, ale nie muszą przychylać się do próśb ZUS. W konsekwencji kontrola zwolnienia lekarskiego wciąż spoczywa na urzędnikach ZUS.

495 odpowiedzi na “ZUS bierze się za hipochondryków na L4. Zmiany w zasiłku macierzyńskim, opiekuńczym i chorobowym”

  1. Naprawdę przeziębienie NIE JEST dobrym powodem do nieobecności w pracy? Naprawdę osoba kichająca, smarkająca, zarażająca wszystkich wokół ma przyjść do biura, ma siedzieć w open-space, ma pracować z klientem czy co gorsza – przygotowywać pożywienie? Czekamy, aż takim zachowaniem skończy z zapaleniem płuc czy czegoś?

    • Teoretycznie, owszem, taki pracownik powinien zostać w domu. W praktyce – gdyby każdy kto kichnie udawał się na zwolnienie, jesienią i zimą życie zawodowe by zamierało. Więc równoważąc koszty i korzyści, pracodawca może dopuścić przeziębionego pracownika do pracy, jeśli ten nie gorączkuje, nie ma nadmiernego kontaktu z innymi osobami oraz nie pracuje w warunkach mogących pogorszyć jego stan (np. na dworze). W wielu branżach możliwa jest również praca w domu (znowu z założeniem, że stan zdrowia na to pozwala).

      • Od dopuszczania pracownika do pracy jest lekarz, nie pracodawca. Niektórzy przechodzą przeziębienie lekko, i są w stanie dojechać do pracy i pracować (chociaż pewnie zarażą pół tramwaju), inni mają gorzej i sama podróż (bo do pracy nikt się nie teleportuje) spowoduje pogorszenie stanu zdrowia.

        Najprościej jest gdy mamy możliwość pracy zdalnej.

        • Najprościej, ale to nie zawsze jest możliwe. Kucharz, kelner czy pracownik banku nie obsłużą klienta z domu.

          • Wolę, by wymienione osoby nie pracowały przeziębione ;). Kichający kucharz? Auć.

            Niestety, w sezonie jesienno – zimowym ludzie chorują. I trzeba dać im się wyleczyć albo zarażą pól biura lub skończą z powikłaniami.

          • W pełni Panią popieram – jak ktoś jest chory, to powinien się leczyć, a nie iść do pracy. A lekarz powinien umieć zauważyć, czy to są „pojedyncze kichnięcia” do zaleczenia w weekend, czy początkowy etap konkretnej choroby.
            Pozdrawiam.

      • jesli ktos jest przeziebiony i nie goraczkuje to powiem ci ze to jeszcze gorzej bo brak goraczkowania w czasie infekcji moze byc przejawem czegos znacznie niebezpieczniejszego jak nowotwor. Lepiej pozostawic takie decyzje lekarzom a nie pracodawcom.

        • > brak goraczkowania w czasie infekcji moze byc przejawem czegos znacznie niebezpieczniejszego jak nowotwor

          Albo po prostu jest objawem silnego układu odpornościowego, który radzi sobie z infekcjami bez uciekania się do podwyższania ciepłoty ciała. Już nie pamiętam, kiedy miałem porządną gorączkę (38 i więcej), chyba jeszcze w dzieciństwie. A na nowotwór jakoś jeszcze nie umarłem. Fakt, że pracuję w domu, więc przeziębiam się rzadko, a o epidemiach grypy słyszę tylko w telewizji.

          • Albo odwrotnie – beznadziejnego układu odpornościowego bądź beznadziejnego termometru ;). Leżę właśnie chora i mój sprzęt pokazuje, że mam… 36.0. Gdy czułam dreszcze od gorączki to pokazywał 36,7. Przy 38 niemal tracę przytomność ;)

          • silny uklad odpornosciowy spowoduje podwyzszenie temperatury wlasnie. Slaby nie.

      • Ja tam wolę nienasmarkane jedzenie ;)
        Praca z domu przy infekcji ma jak najbardziej sens, o ile jest to jakieś słabe sezonowe choróbsko (i pracodawca przy okazji nie smęci o „nadużywaniu przywileju pracy z domu”).
        Niestety i tak jest mniej efektywna, pracuje się wolniej i leczy się wolniej. Ale często jest sensownym kompromisem.

      • gdyby tych co kichnęli szybko izolować, anie czekać aż zarażą cały zespół, to byłoby mniej kichających..

  2. Bezprawnik, może u Was w robocie się leży na pleckach i pierdzi w stołek. Ja wykonuję intensywną pracę umysłową zaplanowaną bez dużych marginesów i 1. Przeziębiony człowiek wykonuje ją gorzej 2. Jak pozaraża wszystkich wkoło, bo mu na bezpieczniku napisali, że nie wypada odchorować, to projekt się rozwali w drobiazgi. Nie mówię o zarażaniu zdrowych ciężarnych czy innych pracowników o słabszym zdrowiu, jak alergicy, ludzie starsi itd.
    Ale z taką komunistyczno-polacką mentalnością, gdzie wszyscy nic tylko opieprzają się w pracy albo biorą lewe L4 w ciąży możecie sobie dalej fantazjować, powodzenia życzę.

    • u nas w biurze jak ktoś jest chory, a siedzi w pracy, to idziemy z prośbą do kierownika o wywalenie go do domu – bo potem połowa biura chora, a jak sam napisałeś, pracę umysłową z gorączką wykonuje się tak cudownie, że potem druga osoba musi poprawiać.

    • Praca w cieplym , czystym i klimatyzowanym biurze? och ty ale ty masz ciezko w zyciu…
      Do roboty cwaniaki a nie na l4 i lewizne robic na chorobowym.
      Wiecej kontaktu z ludzmi to wyzsza odpornosc oganizmu.

      • Pierd***sz farmazony, taki jeden geniusz ze sraczką co to się dobrze czuł i chciał wspomagać odporność biura załatwił swoim wirusem 80% stanu osobowego, przez dobry tydzień wszystko leżało.

      • Lol. Do swoich pracowników sobie tak mów i niech ci się szybko pozwalniają
        Ewidentnie masz coś z sobą, ten jad taki ‚normalny’…

        • Mi to wsio ryba wes l4 a jak nie dadza to urlop albo bezplatny tak czy siak koniec walenia w ch^$a , mi z tym dobrze a ty mi mozesz wyplakac nawet cala rzeke :)

  3. Za „lewe” L4 wystawiane na drugi dzień po pozytywnym wyniku testu ciążowego należałoby raczej karać ginekologów, a nie ich pacjentki. Skoro ciężarna może skorzystać z takiego uprawnienia (przepisy nie wskazują, kiedy może, pozostawiają decyzję lekarzowi), to absurdem są sankcje za to.

  4. -> genialne to ubezpieczenie. Płacisz, ale dopiero po 3 miesiącach płacenia masz ubezpieczenie. Mogę nie płacić przez pierwsze dwa? Oczywiście, jak nie zapłacisz, to tracisz od razu.
    -> co do lewości ciążowych L4… ciąża to taki durny stan, że nie można brać większości leków (bo mogą uszkodzić płód) – a nieleczona choroba też może uszkodzić płód. Więc wysyłanie ciężarnych do pracy, gdzie mogą się zarazić czymś (współpracownicy, klienci czy chociażby komunikacja miejska) to zwiększanie ilości poronień i wad rozwojowych.
    Sam byłem przeciwnikiem ciążowych L4 do momentu jak zobaczyłem jak to wygląda od strony rodzica.

  5. bardziej paskudnego artykułu nie czytałem, mam nadzieje tylko, że autor tego artykułu podupadnie na zdrowiu tyle by samemu poczuć niesprawiedliwość tego systemu

  6. Nic nie rozumiem z tego artykułu, czy mozna poprosić użycie słownictwa zrozumiałego dla przeciętnego polaka, co to jest czas wyczekiwania? dlaczego odbije się coś na kondycji finansowej pracownika. Ja tu widzę same pół-zdania bez żadnego wyjaśnienia różnic aktualnej sytuacji do planowanych zmian. Dla mnie to jest zwyczajne straszenie PISem jak większość artykułów na tym blogu a rzeczywistość jest inna.

  7. Opisane rozwiązanie ma na celu obniżenie kosztów ZUS i nic więcej (a piszę to jako pracodawca). Wystarczyłoby obniżyć kwotę do 60% pensji (policjantom też) i statystycznie na zwolnienie szłyby tylko osoby faktycznie chore.

    • A tak naprawdę osoby faktycznie chore przychodziłyby do pracy, bo po obniżce bałyby się stracić dochód niezbędny do życia. Gratulacje, milordzie.

      • To jakie proponujesz rozwiązanie? Ja ze swoimi pracownikami nie mam problemu i jak dla mnie może być i 100% na zwolnieniu – systemowo jednak to nie działa (patrz sytuacja w służbach, gdzie zwolnień jest 3x tyle).

  8. U mnie w pracy przez caly rok byl tylko jeden powaznie chory , mial operacje na oczy usowanie szarej tkanki z oka najpierw prawego potem lewego , lewe do poprawki bo ma nawrot , reszta to dziwne przypadki z archiwum X , katarek l4 , skaleczony kciuk l4 , plecy bola l4 , glowa boli l4 , noga boli l4 … jacys tacy delikatni ci ludzie ostatnio.
    Ludziom sie poprostu nie chce robic to kombinuja jak tu nie robic.

    • Wylewamy dziecko z kąpielą, mam w pracy człowieka przewlekle chorego, który sobie zaostrzenia objawów sobie z kalendarzykiem nie planuje, jeżeli ktoś o tych ludziach nie pomyśli to zwyczajnie zdechną z głodu po pewnym czasie. P.S – poczytaj o klasterowych bólach głowy i prawdziwej migrenie – chorując na to będziesz chciał się momentami zabić.

      • Jakim cudem przewlekle chory „O.o” przechodzi badania lekarskie i dostaje zdolnosc do pracy?
        Pracuje coraz wiecej a z wyplaty zostaje mi coraz mniej a to idzie w gore prad a to woda , zywnosc , ostatnio sa plany na drozszy cukier wiec znowu jedzenie w gore , to wszystko idzie z moich ciezko zarobionych pieniedzy to ja pracujacy mam zabierane zeby dac nie pracujacym i ich utrzymuje , tych przewlekle chorych jak ich nazywasz nie nasz wspanialy rzad z kaczorem , morawieckim i banasiem , kiedy ktos zacznie sie troszczyc o placacych podatki , o pracujacych?

        • No kur*a zwyczajnie xD, ZUS mu orzeczenia nie da, a nawet gdyby je dostał to na rencie z głodu zdechnie. Nie jest chory obłożnie przez cały rok ale jak choroba ma zaostrzenia to się facet nie nadaje do funkcjonowania.

        • może mieć np. Stwardnienie rozsiane, może być cukrzykiem, łagodna padaczka, czy nawet otyłość o podłożu hormonalnym.
          to nie są choroby ktore klasyfikują do renty, a i lekarz medycyny pracy dopuści do większości nie wymagających zawodów. oczywiście są zawody których się nie da wykonywac bez końskiego zdrowia, ze względu na bezpieczeństwo swoje innych bądź produktu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *