YouTuberzy założyli związek zawodowy, ale YouTube nie chce go słuchać

Praca Technologie dołącz do dyskusji (48) 27.08.2019
YouTuberzy założyli związek zawodowy, ale YouTube nie chce go słuchać

Jerzy Wilczek

YouTuberzy coraz częściej narzekają na platformę, na którą wrzucają filmiki. Zarzutów jest wiele – od nieuczciwej moderacji po ignorowanie mniejszych twórców. Twórcy w Niemczech postanowili się bronić – i założyli związek zawodowy YouTube. Amerykańska korporacja jednak szybko pokazała im miejsce w szeregu.

Jeszcze kilka lat temu amerykańskie korporacje z branży tech były odbierane jako fajne firmy, które niby przez przypadek stały się gigantycznymi korporacjami. Jednak mimo tego, szanowały swoich pracowników i współpracowników. Pracownicy mogli liczyć na darmowe owoce w biurze, a współpracownicy – na zupełnie nowe możliwości.

Na przykład parę lat temu powstał nowy zawód – YouTuber. Jeszcze niedawno wizja życia z nagrywania filmików wydawała się dziwaczna. Dzisiaj już nie jest. Ale sami YouTuberzy coraz częściej zaczynają krytykować karmiącą ich rękę. Google (właściciel YouTube’a) tą krytyką jednak jakoś niezbyt się przejął. YouTuberzy wzięli więc sprawę w swoje ręce.

Związek zawodowy YouTube. To nie miało prawa wypalić

Tak w 2018 r. powstał związek zawodowy YouTube – YouTubers Union. To pomysł Niemca Jörga Sprave’a. Związek szybko nabrał wiatru w żagle i połączył się z innym związkiem IG Metall – największą tego typu organizacją w Europie.

Google więc nie mogło już ignorować YouTuberów. Niemiecki oddział giganta zaprosił jego przedstawicieli do swojej siedziby by porozmawiać o wszystkich palących problemach. A związkowcy YouTube’owi uważają, że firma na przykład ignoruje mniejszych twórców, nie zawsze uczciwie moderuje treści i ma niejasne zasady co do monetyzacji.

Jörg Sprave i jego współpracownicy skorzystali z zaproszenia i poszli do siedziby Google’a. Wszyscy porozmawiali ze sobą, a będzie nadal tak, jak jest – można sparafrazować tekst znanej piosenki.

Bo po spotkaniu Google wydał komunikat. Firma podkreśliła, że wyjaśniła „ze wszystkimi detalami” politykę YouTube’a. – Podkreśliliśmy też jasno, że nie będziemy negocjowali ich żądań – poinformował Google.

Cóż, trzeba przyznać, że potraktowano związkowców dość brutalnie. Ale czy związek zawodowy YouTube mógł w ogóle wypalić?

Wygląda na to, że amerykańskie korporacje urosły tak bardzo, że nikim specjalnie nie muszą się przejmować. Facebook przecież ignorował często wytyczne rządów wielkich krajów. Czemu więc Google ma się przejmować grupką związkowców?

Przekaz YouTube’a jest jasny: albo gracie na naszych zasadach, albo przestańcie grać u nas. Problem w tym, że YouTuber może grać tylko na YouTubie. Amerykanie tak zmonopolizowali ten rynek, że żadna konkurencja nie ma tu z nimi żadnych szans.

A z YouTuberami sprawa wygląda trochę jak z kierowcami Ubera. Kierowcy nagle kilka lat temu poczuli, że mogą zarabiać sporo – i to w zupełnie nowy sposób. Ale dopiero z czasem zrozumieli, że w tej pracy są na łasce korporacji, która może z dnia na dzień zmienić wszystkie zasady. YouTuberzy przerabiają tą samą gorzką lekcję teraz, ale pewnie przerobią ją i przedstawiciele wielu nowych zawodów, które powstaną w najbliższych latach.

48 odpowiedzi na “YouTuberzy założyli związek zawodowy, ale YouTube nie chce go słuchać”

  1. I tu powinno wkroczyć Państwo. Tego oczekuje od Państwa. Nie stawiania pomników, czy gloryfikacji jednych względem drugich. A rozwiązywania konkretnych problemów ludzi. Tu i teraz. A jaki mamy efekt biernej postawy Państwa? Rosnące w siłę ponadnarodowe korporacje, które z takimi państwami jak Polska i mniejszymi coraz mniej się liczą, jeśli jeszcze w ogóle (przykład Ubera). Partnerem do rozmów z globalnymi koncernami są jedynie największe i najsilniejsze mocarstwa. Jeszcze…

    • A dlaczego amerykańska firma ma się liczyć z Polską?
      Jakąś umowe podpisywali? Akt małżeństwa, czy co?
      Obudź się.

      • Podstawowa uwaga. Nie jesteśmy na Ty. Szkoda mojego czasu na jałowa dyskusję. Nie na tym poziomie.
        ⁣Wysłano z BlueMail ​

        W dniu 27 sie 2019, 22:01, o 22:01, użytkownik Disqus napisał: >

        • Nie jesteśmy na ty, bo razem świń nie wypasaliśmy.
          Jesteśmy w internecie – tu wszyscy są na ty.
          Obudź się.

          • Sądzę, że tego typu wystąpienia, jako nic nie wnoszące do meritum, winny być usuwane przez moderatora. Niejako ,, z urzędu”. Chętnie podyskutuję z kimś, kto ma cokolwiek do powiedzenia. Ad meritum.

          • Ad meritum miałeś, ale obraziłeś się na „obudź się”.
            XXI wiek mamy chłopie, dorośnij do faktu, że jesteś w internecie – ty mnie nie znasz – i ja ciebie nie znam – więc nie będziemy sobie pisali na „pan”, bo ani ja dla ciebie nie jestem kimś godnym szacunku (i „pana”) ani ty dla mnie nie jesteś (tym bardziej że ja jestem chamem i „pan” nie piszę nikomu kogo nie szanuję i nie znam OSOBIŚCIE).

            Obudź się.

          • W Internecie jak i w życiu ważna jest zarówno forma jak i treść. A tu ani formy ani tym bardziej treści.

          • Nic tylko odejść do świata w którym ci potakują kiwając głowami z należytym szacunkiem.

            Będziemy tęsknić.

    • To się chyba nazywa komunizm, a już na pewno interwencjonizm.
      Przecież nikt nikomu nie każe zawierać umów z YT. Kto chce ten zawiera, a jak nie to może sobie własną platformę założyć.

      • Przyznam, że przez wiele lat byłem gorącym zwolennikiem podobnej teorii. ,,Niewidzialna ręka rynku” miała załatwić sprawę. Być panaceum na wszystko. ,,Im mniej Państwa w Państwie” tym lepiej. Najciekawsze jest jednak to, że tego rodzaju poglądy wygłaszają z reguły ci, zatrudnieni w sektorze budżetowym lub ew. prywatnym, ale na poziomie dużych albo nawet wielkich firm ( korporacji). Takich, w których nie dostrzega się już związku przyczynowo – skutkowego między podjętym działaniem (lub ew. zaniechaniem), a skutkiem. Dziś pomny o własne doświadczenia wiem, że Państwo nie może być biernym obserwatorem. Musi pewne działania inicjować, podejmować bądź ich zaniechać. Inaczej traci swą rolę, a co za tym idzie podmiotowość na rzecz globalnych koncernów. A co za tym idzie tracą jego obywatele. Oczywiście moje uwagi są natury ogólnej. Nie odnoszę się do tej konkretnej sprawy. Trudno oczekiwać, aby Państwo interweniowało w każdej, indywidualnej sprawie. Ale rolą Państwa jest tworzenie pewnych ram prawnych, a później nadzór (skuteczny) nad jego przestrzeganiem. Inaczej rzecz ujmując – obywatel w starciu z dużą, globalną organizacją nie może być bezbronny. A tak dziś się dzieje. Bo czymże jest stwierdzenie… ,Jak ci się nie podoba załóż swoją”. Ilu z nas jest w stanie założyć i pokierować globalną firmą? Ilu? Sądzę, że ci youtuberzy także nie. Chodzi mi o coś innego. O ukazanie, na tym przykładzie, jak na przestrzeni lat, w miarę wzrostu danej firmy, zmienia się stosunek jej włodarzy do pojedynczego człowieka. Jak pycha, buta i zadufanie , wynikające z wielkości, determinują stosunek jednego człowieka względem drugiego – ,,jestem większy więc mogę wszystko”. I na takie traktowanie swoich obywateli, na własnym terytorium, Państwo nie może zezwolić. Inaczej nie jest już Państwem.

        • A z którym państwem YouTube ma negocjować? Przecież on działa na całym świecie? To był niemiecki ZZ, ale przecież państw na świecie skąd pochodzą „jutuberzy” jest o wiele więcej. W każdym z tych państw jest trochę inne prawo związkowe. To jest niewykonalne…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *