Mam ubaw z tych co 20 minut temu przypomnieli sobie o istnieniu Białorusi, a teraz chcą tam zaprowadzać demokrację

Zagranica dołącz do dyskusji (104) 11.08.2020
Mam ubaw z tych co 20 minut temu przypomnieli sobie o istnieniu Białorusi, a teraz chcą tam zaprowadzać demokrację

Jakub Kralka

Mogłem już kiedyś o tym wspominać, ale jak Bezprawnik jeszcze trochę podrośnie, to marzy mi się wypuszczenie na jego łamach skromnego serwisu dla Białorusinów, redagowanego przez 1-2 osoby. 

To takie moje medialnie imperialne marzenie, które towarzyszy mi przynajmniej od kilku lat, by pro publico bono zapewnić Białorusinom medium, na jakie zasługują.

Myślę o tym, ponieważ Białoruś jest naszą naturalną strefą wpływów, w naszym żywotnym interesie znajduje się istnienie tego państwa oraz jego jak największa niezależność od Rosji. Białorusini to naród z ogromnym potencjałem w kontekście relacji z Polakami, z którym w odróżnieniu od Ukraińców nie mamy trudnej historii, więc wspieranie ich jest nie tylko właściwe moralnie, ale też leży służy naszym interesom gospodarczym, społecznym czy militarnym.

Czasem mam wrażenie, że byłem jedną ze 150 osób w Polsce, które w ogóle myślały o Białorusi

Nie zrozumcie mnie źle. To moje myślenie, to były takie plany przy herbatce. Mrzonki. Bezwartościowe, odwleczone w dalekiej perspektywie, a może nawet zupełnie nierealne. Tym niemniej wciąż uważam, że nawet z tak niewielkim wkładem intelektualnym poświęciłem Białorusi więcej uwagi, niż zdecydowana większość rodaków, polityków, przedsiębiorców.

Dziś 38 milionów Polaków chce urządzać Białorusi demokrację

Dyskusja, która od paru dni towarzyszy polskiej debacie jest całkowicie bezmyślna. Białoruś to niesamowicie istotny sąsiad Polski, dlatego od 20 lat (przyjmiy jako datę graniczną rok 2000, kiedy już sami jako tako stanęliśmy na nogi po 50 latach rządów „socjaldemokratów” z PZPR) nasz kraj, wraz ze stojącą za jego plecami Unią Europejską oraz NATO, powinien myśleć o tym jak skutecznie rozegrać temat Białorusi. Owszem, coś tam się w tej materii zadziewało, nadawaliśmy Biełsat, Radosław Sikorski rozkręcał genialny projekt geopolityczny, którym było Partnerstwo Wschodnie, priorytetem była jednak zawsze Ukraina.

Minęło 20 lat, a my nie mamy wobec Białorusi niczego: pomysłu, narzędzi, infrastruktury, ludzi, a nawet chęci. Tymczasem rodacy od paru dni wspierają rewolucję, która prawdopodobnie przyniesie więcej złego, niż dobrego. Warto zwrócić uwagę, że za obaleniem Łukaszenki o wiele gorliwiej opowiadają się internauci, niż przedstawiciele europejskiej władzy – ci, jeśli już, apelują by dyktator nie strzelał do swoich obywateli.

Łukaszenka jako zatruty owoc braku planu dla Białorusi

Kiedy zobaczyłem przerażające zdjęcia z zamieszek w centrum Mińska, moje pierwsze odczucia nie były pozytywne. Nie, widząc przepiękną biało-czerwono-białą flagę powiewającą nad stolicą Białorusi wcale nie wyobraziłem sobie startu pochodu do demokracji, tylko o 400 kilometrów dłuższą granicę z Rosją w ciągu nadchodzącego miesiąca.

Białoruś trudno jest nawet nazwać w pełni niepodległym państwem. Co więcej, od kilku lat ta niepodległość staje się coraz bardziej zagrożona i tylko wytrawna umiejętność „trwania” Łukaszenki sprawia, że status ten się utrzymuje. Kiedy więc ze świata wpłynęła najwyższa waluta XXI wieku – tweety wsparcia – zastanawiałem się czy upadek Łukaszenki bardziej leży w interesie świata zachodniego, czy jednak Rosji.

Rok 2014 dobitnie pokazał nam, że Rosjanie traktują naszych wschodnich sąsiadów jako swoją nienaruszalną strefę wpływów i nie bali się dokonać bezprawnej okupacji Krymu oraz części Ukrainy. A znudzony świat był wówczas zaaferowany głównie tym kto pojedzie na Eurowizję, dziś jest w przededniu potencjalnego konfliktu amerykańsko-chińskiego, przygnieciony przez pandemię koronawirusa.

Przez 20 lat nie zrobiliśmy nic, by pomóc Białorusi

Spaliśmy 20 lat, a dziś kompletnie nieprzygotowani myślimy jak władować się w sam środek rewolucji. To oczywiście nasza narodowa cecha – brak mądrości. Zrobiliśmy za mało, by zwykli Białorusini czuli, że mają w w nas oparcie. Że Polska to ojczyzna ich przodków i w razie czego zawsze chętnie będzie ich nowym domem. Zrobiliśmy za mało, by Białorusini wiedzieli, że wspieramy ich w walce z reżimem. Ale przede wszystkim – zrobiliśmy za mało, by w tej walce z reżimem ich wspierać, nie przygotowaliśmy scenariuszy, nie stworzyliśmy z sojusznikami planu dla Białorusi.

Wreszcie, zrobiliśmy za mało dla białoruskiego reżimu – tak, tak – by ten nie był popychany w ręce sowieckiego imperium Putina, gdyż bardzo brzydzimy się jego metodami. Wolna Białoruś to interes Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych, ale to przede wszystkim absolutny priorytet dla Polski. Jednak od wolnej Białorusi ważniejsza jest jeszcze jedna rzecz. Białoruś możliwie niezależna od Rosji.

Jest jeszcze jedna rzecz, stosunki z Białorusią

Przez lewicowe media przetacza się dziś publicystyka autorów pokroju np. Sławomira Sierakowskiego, oburzonych potencjalnymi umowami zawieranymi z Białorusią. Jak to zwykle w przypadku lewicowych mediów bywa, uważam te opinie za mocno oderwane od rzeczywistości, a w konsekwencji niepraktyczne, by nie powiedzieć – szkodliwe.

Polska powinna handlować z Białorusią i powinna to robić intensywnie. Jedną z największych wad naszego narodu jest to perwersyjne ukochanie martyrologii i ideowość przedkładana nad korzyści. Nie potrafię z pamięci znaleźć przykładu sytuacji, byśmy wyciągnęli z tych praktyk jakiekolwiek zyski. Wbrew przeciwnie – zawsze zachowujemy się przyzwoicie, i zawsze ponosimy z tego tytułu straty.

W mojej ocenie kraj o sile Polski oraz jej potencjale, nie może sobie pozwolić na bycie przyzwoitym i w to miejsce powinien być przede wszystkim krajem mądrym. Zarabiając na handlu z Białorusią nie wspieramy reżimu, tylko ściągamy białoruskie pieniądze do Polski, budując swoją pozycję w regionie, a tym samym siłę, która może pomóc w narzucaniu swoich wartości inną drogą, niż poprzez przyzwoitość. To siła militarna, gospodarcza, ale też uwiązania Białorusi we wzajemne relacje – tak jak na przykład Rosja wiąże ich surowcami.

20 przespanych lat to okres, którego nie da się teraz nadrobić w trzy dni, bo internauci przypomnieli sobie o istnieniu Białorusi. Gdzie były lewicowe felietony 15 lat temu? A gdzie 5? Jedynym co powinno interesować Polskę w tym sporze – z perspektywy niegotowości – jest utrzymanie granicy ze względnie niepodległą Białorusią w roli państwa buforowego. Jeśli to się uda – wtedy trzeba pomyśleć o tym jak zbudować silne więzi z sąsiadem oraz plan na wykorzystanie tych więzi do budowy nowej demokracji w ramach tzw. świata zachodniego.