To już oficjalne: Biedronka stała się polskim symbolem narodowym. I wiecie co? To świetnie!

Gorące tematy Na wesoło dołącz do dyskusji (73) 14.02.2018
To już oficjalne: Biedronka stała się polskim symbolem narodowym. I wiecie co? To świetnie!

Udostępnij

Marek Krześnicki

Biedronka stała się polskim symbolem narodowym, i nie przeszkadza jej w tym wcale portugalski rodowód.

Biedronka – handlowa nazwa sieci sklepów należących do portugalskiej firmy Jeronimo Martins – to najpopularniejsze sklepy w Polsce. Zakupy w dyskontach oznaczonych logo z uśmiechniętym insektem robi 85% Polaków. Biedronki już dawno przestały być zresztą tanim marketem z trzema produktami na krzyż. Podobnie jak największy konkurent – Lidl – próbuje skusić swoją ofertą również klientów z nieco zasobniejszym portfelem. No i jeszcze jedna rzecz, największy hit ostatnich lat w handlu: Świeżaki. Pluszowe zabawki, które szybko stały się obiektem pożądania milionów dzieci w całym kraju – a ich rodziców zmuszały do uruchomienia pierwotnych, łowczych instynktów. Tak, Jeronimo Martins dobrze wie, co gra w duszy Polaka.

Nasze zamiłowanie do Biedronki nie jest może jeszcze widoczne z kosmosu (nic straconego, Wielki Mur też nie jest), ale w innych krajach – już tak.

Biedronka polskim symbolem narodowym? W sumie… czemu nie?

Biedronka to nie orzeł (w koronie lub bez), ale sympatyczny owad znany już jest poza granicami kraju. W takim Betlejem na przykład:

https://twitter.com/JarosawPapis/status/963052825407303680

Nie powinno to nikogo specjalnie dziwić, w końcu dobry marketing to taki, który jest skuteczny. Nic tak nie poprawia humoru, jak usłyszenie w odległym kraju swojego ojczystego języka. To wiedza powszechnie znana ulicznym sprzedawcom różnego rodzaju bibelotów, pamiątek czy podróbek Louisa Vuittona. Zazwyczaj znajomość języka polskiego ogranicza się w tym wypadku do „dzień dobry”, „jak się masz” i „k***a”. To oczywiście nic zdrożnego, obstawiałbym, że dużo więcej Polaków potrafi poprawnie powiedzieć po angielsku „f**k” niż „how do you do”.

No i, jakby nie patrzeć, lepiej, aby w Betlejem kojarzono Polskę z sympatyczną Biedronką, a nie fałszywym określeniem „polskie obozy śmierci”. Może zatem – to nieco szalona myśl, przyznaję, ale godna rozważenia – zamiast bawić się w politykę historyczną i palić pieniędzmi w piecu finansować twór o nazwie Polska Fundacja Narodowa (to ci od kampanii billboardowej Sprawiedliwe sądy), lepiej powierzyć dbanie o wizerunek polski nie politykom, którym to nie wychodzi, ale dobry marketingowcom?

Choć obstawiałbym, że mniej w tym sukcesie Biedronki marketingu, a więcej: dobrego prowadzenia biznesu. Nie jest przypadkiem, że często spoglądamy na inne kraje przez pryzmat tamtejszych firm. Wiecie, niemieckie samochody są porządne choć nudne, Amerykanie latają w kosmos Teslą więc są najlepsi, Japończycy są dziwni jak grille Toyoty… Wizerunek „wesoły jak Polak” (nawet z siatką z Biedronki dzierżoną w dłoni) mi odpowiada. A Wam?