Ceny mogą wreszcie zacząć spadać, Polsce może nawet grozić deflacja. Nie ma się z czego cieszyć – to może być symptom kryzysu

Finanse Zakupy dołącz do dyskusji (100) 10.04.2020
Ceny mogą wreszcie zacząć spadać, Polsce może nawet grozić deflacja. Nie ma się z czego cieszyć – to może być symptom kryzysu

Rafał Chabasiński

Jeszcze niedawno jednym z podstawowych problemów polskich gospodarstw domowych był wzrost cen. Po raz pierwszy od lat Polska borykała się z zauważalną inflacją. Teraz jednak ten trend ma się odwrócić. Adam Glapiński, prezes NBP, twierdzi nawet, że może nam grozić deflacja. Problem w tym, że spadek cen teraz może oznaczać nadchodzący kryzys.

W ostatnich trzech latach ceny rozmaitych towarów zauważalnie rosły z powodu nieszczęśliwej kumulacji różnych czynników

Przez długie lata Polacy mogli właściwie zapomnieć czym jest inflacja. Ceny były raczej stabilne, ekonomiści od czasu do czasu ogłaszali nawet, że akurat panuje zjawisko odwrotne – deflacja. W szczególności dotyczy to okresu 2014-2016 r. Sytuacja zmieniła się na przełomie 2016 i 2017 roku. Od tego momentu inflacja stale rosła. Wskaźnik ten sięgnął w styczniu tego roku nawet 4,4%.

Przyczyn wzrostu inflacji w Polsce upatruje się zwykle w rosnących cenach energii i żywności, w tym także wyrobów alkoholowych. Wśród przyczyn tych zjawisk można wskazać przede wszystkim rosnące koszty uzależnienia polskiej energetyki od węgla, drastyczny wzrost akcyzy na alkohol, kilkuletnią suszę oraz epidemię afrykańskiego pomoru świń.

Teraz jednak, jak podaje Business Insider, ceny zaczęły spadać. Zawdzięczamy taki stan rzeczy oczywiście epidemii koronawirusa i swoistemu zawieszeniu wielu gałęzi gospodarki. O ile łatwo sobie wyobrazić wręcz spekulacyjne ceny maseczek czy innych środków ochrony, o tyle inaczej mają się sprawy chociażby w przypadku żywności.

Prezes NBP twierdzi, że inflację mamy już za sobą a na potencjalnym zagrożeniem może być deflacja

Zauważalnie spadają ceny wieprzowiny. Cena skupu żywca wieprzowego w porównaniu z cenami z 1 marca spadła o 4,6 proc., czyli do 6,17 za kilogram. Staniała także wołowina, drób, czy nawet masło. Kolejnym istotnym czynnikiem sprzyjającym zmniejszaniu inflacji jest także znaczący spadek cen ropy – do poziomu nieco ponad 30 dolarów za baryłkę.

Nic dziwnego, że prezes NBP Adam Glapiński dostrzega obecnie zupełnie inne zagrożenie dla polskiej gospodarki niż dalszy wzrost cen. Jego zdaniem, w oczy zagląda nam groźba deflacji. Jest przy tym przekonany, że „To będzie trudny i ciężki kryzys, ale mam nadzieje, że wyjście z niego będzie energiczne„. Jeszcze pod koniec lutego przekonywał, że inflacja ma charakter przejściowy.

Na pierwszy rzut oka spadek cen wydaje się być czymś pozytywnym, zwłaszcza z punktu widzenia konsumentów. Zwłaszcza po ostatnich latach kilkuprocentowej inflacji. Deflacja w tym przypadku jest jednak stanowi symptom głębszego problemu.

Epidemia może sprawić, że inflacja powróci ze zdwojoną siłą – wszystko zależy od tego w jakim stanie gospodarka wyjdzie z zamrożenia

W trakcie epidemii koronawirusa producenci mogą mieć problem ze zbytem swoich towarów, a także wyeksportowanie ich poza granice Polski. To oznacza, że muszą szukać odbiorców na rynku krajowym – co z kolei wymusza zabieganie o uwagę konsumenta ceną. Warto zauważyć, że analitycy banku Goldman Sachs potwierdzają prognozy NBP. Są przekonani wręcz, że koronawirus zdusi inflację.

Problemy zaczną się wówczas, gdy epidemia zdąży dużo bardziej zaszkodzić przedsiębiorcom. Wiele firm będzie musiało ograniczyć produkcję, czy skalę działalności. Niektóre mogą mieć poważne problemy z płynnością finansową. Inne po prostu upadną. Podaż towarów i usług znacząco spadnie – wzrosną wówczas ceny. Hipotetyczna deflacja, która nam ma grozić, byłaby więc jedynie symptomem poprzedzającym prawdziwe inflacyjne nieszczęście.

Rada Polityki Pieniężnej niedawno po raz kolejny obniżyła stopy procentowe – właśnie po to, by zapobiegać skutkom przewidywanego kryzysu. Podobne działania podejmuje rząd, ogłaszając i wdrażając coraz to kolejne tarcze antykryzysowe czy finansowe.

Czy jest się czego bać? Nie sposób nie zauważyć, że póki co deflacja nam jeszcze nie grozi. Ceny niektórych towarów może i w tej chwili spadają. Jednak w ujęciu rocznym przekłada się to jedynie na spadek wzrostu cen. Co będzie dalej zależy przede wszystkim od tego kiedy skończy się zamrożenie gospodarki związane z epidemią i w jakim stanie przedsiębiorcy z niego wyjdą.