Kajdanki za jeden odcinek House of Cards. Czy naruszenie prawa autorskiego należy zdekryminalizować?

Gorące tematy Technologie 12.02.2016
Kajdanki za jeden odcinek House of Cards. Czy naruszenie prawa autorskiego należy zdekryminalizować?

Udostępnij

Maja Werner

Dekryminalizacja naruszeń prawa autorskiego to temat nieśmiało podnoszony od jakiegoś czasu przez prawników i internautów. Nie bez powodu, bo z racji udostępnienia w sieci obrazka czy odcinka serialu wizytę złożyć może nam nawet policja i prokurator. 

Wszystko to za sprawą przepisów karnych zawartych w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jest ich tam cały szereg, choć najbardziej interesujące z punktu widzenia przeciętnego internauty wydają się chyba zapisy art. 116, m.in. fragment:

1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Zdaniem wielu osób prawo autorskie to problematyka nieodłącznie związana z prawem cywilnym, oparta na koncepcji odszkodowań i zadośćuczynień, a angażowanie do niego instytucji znanych z prawa karnego, takich jak aktywnego udziału prokuratury i policji, kar ograniczenia czy nawet pozbawienia wolności, wydaje się zdecydowanie nieadekwatna w stosunku do problematyki będącej przedmiotem ochrony ustawy z 1994 roku.

Dekryminalizacja naruszeń prawa autorskiego

W przeszłości pojawiały się nawet projekty petycji nawołujące do dekryminalizacji naruszeń prawa autorskiego, a politycy Prawa i Sprawiedliwości rozważali takie zmiany w ustawie (wygląda na to, że na razie projekt jednak zszedł na dalszy plan lub zwyczajnie nie znalazł poparcia w samej partii).

Prawnokarne aspekty prawa autorskiego mają też taki minus, iż bardzo często prokuratura jest wykorzystywana np. przez copyrightowych trolli, którzy z pomocą policji często pozyskują nazwiska z pozyskanych nielegalnie baz danych, a następnie na ich podstawie wysyłają wezwania do zawarcia ugody nie weryfikując nawet czy rzeczywiście mogło dojść do naruszenia. Albo wręcz wykorzystują policję, nawet zupełnie przypadkiem, do wywierania większej presji i poddania się woli takiego trolla. Opisywałam w przeszłości historię policjantki, która wprowadzała internautę w błąd i nakłaniała go do zawarcia niekorzystnej ugody.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

O komentarz poprosiłam Jakuba Kralkę, który w zespole prawników Bezprawnika zajmuje się przede wszystkim problematyką prawa autorskiego.

Kiedy rozmawiamy o teorii… Jestem w stanie zrozumieć dlaczego dekryminalizacja naruszeń prawa autorskiego jest w opinii wielu osób, także prawników, działaniem pożądanym z punktu widzenia idei ochrony własności intelektualnej. Przy spełnieniu pewnych warunków jestem w stanie z nimi w tym poglądzie się zgodzić. Ale nie rezygnowałbym ze wszystkich przepisów karnych dotyczących prawa autorskiego, szczególnie w odniesieniu do zorganizowanych grup przestępczych. Natomiast jako praktyk prawa autorskiego jestem w kwestii dekryminalizacji mniej entuzjastyczny. Przyczyna jest prosta – obecne rozwiązanie po prostu działa, pozwalając zazwyczaj na skuteczne wykrycie sprawcy.

Niewykluczone więc, że rozwiązanie sprzyjające dekryminalizacji, a zarazem niwelujące problem nakreślony w powyższej wypowiedzi, jest bliżej niż myślimy. To instytucja o nazwie ślepy pozew, o której pisałam kilka tygodni temu, a która znajduje się na etapie konsultacji w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Niewykluczone, że gdyby udało się przeforsować taką inicjatywę, moglibyśmy rozpocząć dialog o dekryminalizacji naruszeń prawa autorskiego, czy na przykład zniesławienia.

Fot. tytułowa: Materiały prasowe House of Cards