Polski dowód elektroniczny jest jak chupacabra albo yeti – wiele się o nim mówi od lat, nikt go nie widział i może być brzydki. Wczoraj jednak Rada Ministrów zapoznała się z koncepcją wdrożenia takiego dowodu, którą przygotował resort Anny Streżyńskiej. Tym razem może się udać. 

Dowód osobisty z warstwą elektroniczną to nie jest tylko „droga zabawka”. Gdybyśmy mieli takie dokumenty, moglibyśmy znacznie wygodniej załatwiać sprawy urzędowe przez internet. Moglibyśmy również potwierdzać tożsamość na poczcie albo w bankach. Co prawda dziś mamy Profil Zaufany, ale daje on zaledwie namiastkę możliwości, które mógłby dawać e-dowód. Poza tym Profil Zaufany trzeba dodatkowo założyć, a dowody po prostu musimy mieć.

Dostaliśmy też pieniądze z UE na te dowody. Niepowodzenie oznacza dużą stratę.

Obietnica sprzed 7 lat

Czy pamiętacie kiedy po raz pierwszy obiecano Polakom elektroniczny dowód osobisty? Rok temu? Trzy lata temu? Pięć? Nie. Już w roku 2010 Sejm przyjął ustawę w tym zakresie. Mówiono, że takie dowody pojawią się w 2011 roku, ale rzecz jasna się nie udało. Nie stworzono nawet rozporządzeń do ustawy i przesunięto wdrożenie na rok 2013. Niestety już w 2012 poinformowano o konieczność unieważnienia przetargów i zmiany ustaw. Zaczęto nawet powątpiewać, czy e-dowód w ogóle jest nam potrzebny.

Nowe podejście i wymiana „naturalna”

W tym roku Ministerstwo Cyfryzacji wróciło do pomysłu. Opracowało dokument pt. „Koncepcja wdrożenia polskiego dowodu osobistego z warstwą elektroniczną”. W lutym zaprezentowano go publicznie i przeprowadzono konsultacje (publiczne oraz międzyresortowe). Wczoraj zaś poinformowano, że z dokumentem zapoznało się Rada Ministrów.

Plany są takie aby dowody wymieniać „naturalnie”, czyli obywatele dostaną nowe dokumenty po upływie ważności lub utracie tych starych. Taki proces potrwałby do 2028 roku, ale to rozłożyłoby koszty na 12 lat. A koszty są niemałe, bo wynoszą w sumie 431 mln zł. Wydatki na infrastrukturę ICT wyniosą 22,5 mln zł netto czyli 27 mln zł brutto. Te wydatki rozłożą się na rok 2017 (1,1 mln brutto) oraz rok 2018 (ponad 26,6 mln zł brutto). Przewidywany roczny koszt utrzymania trwałości projektu to ponad 9,6 mln zł brutto.

Potrzebne będą także zmiany prawne m.in. w ustawie o dowodach osobistych oraz w ustawie o identyfikacji elektronicznej.

Co dostaniemy?

E-dowód ma pozwolić na identyfikację obywatela przy załatwianiu spraw urzędowych przez internet. Będzie też posiadał aplikację ICAO (dokument podróży z cechą biometryczną „zdjęcie twarzy”) i będzie potwierdzał obecność w placówkach służby zdrowia. Pewne czynności będzie autoryzował z kodem PIN, inne bez kodu (jak np. potwierdzanie obecności).

Przewidziano możliwość wykorzystania dowodu w terminalach POS (np. na Poczcie będzie możliwość  potwierdzania odbioru przesyłek poleconych. E-dowód może się także przydać w urzędomatach i nawet bankomatach. Będzie mógł ułatwić kontakt z administracją w całej Unii Europejskiej oraz pozwoli na zdalną identyfikację w procesach, które do tej pory wymagały osobistego stawiennictwa (np. rejestracja karty SIM czyu założenie rachunku bankowego).

Koncepcja przewiduje poniższy harmonogram prac. Uwaga: ta wersja harmonogramu znalazła się w dokumencie z lutego.

Czy znów skończy się tylko na koncepcji, czy naprawdę dostaniemy e-Dowody? Osobiście uważam, że powodzenie planu jest możliwe, choć nie przyjdzie do łatwo. Będziemy na bieżąco monitorować kamienie milowe projektu i jeśli coś pójdzie szybciej lub wolniej niż planowano to z pewnością damy wam znać.

Niestety trzeba działać szybko. E-Dowód jest kontynuacją projektu pl.ID, który był wielką porażką. Otrzymał on status projektu niefunkcjonującego i pojawiła się wizja oddania 85% już poniesionych kosztów kwalifikowanych (czyli 148 mln złotych). Aby tego uniknąć należy rozpocząć wydawanie e-dowodów do końca marca 2019 roku. To niemałe wyzwanie.