Facebook coraz częściej staje się platformą wymiany treści szerzących nienawiść. Czy nadeszła pora na uzasadnioną cenzurę?

W internecie ciężko o anonimowość. Oczywiście, pozornie niegroźne sieciowe „trolle” mogą pisać komentarze łącząc się z anonimowymi serwerami proxy, czym utrudniają wykrycie ich prawdziwej tożsamości. Czasem jednak, osoby które powinny wstydzić się się swoich wpisów lub zwyczajnie obawiać się konsekwencji ze względów prawnych, w ogóle się z tym nie kryją.

Całkowitym przeciwieństwem osoby, która kryje się pod cudzym adresem IP czy zmyślonym imieniem jest ktoś, kto za pośrednictwem prawdziwego konta na Facebooku jawnie pisze treści nawołujące np. do eksterminacji uchodźców. A tych jest ostatnio sporo.

Newsweek opisywał losy internautów, którzy licznie odpowiadali na artykuł o konserwacji baraków w Auschwitz. W odpowiedzi na tą wiadomość szybko pojawiły się głosy, że należy także ponownie otworzyć krematoria i wysłać do nich uchodźców. Wpisy zaczęto zgłaszać oraz usuwać, a w sprawie tych, którzy „zapraszali emigrantów do komór gazowych” toczy się dochodzenie.

Sieciowi komentatorzy wypowiadali się korzystając z własnych, publicznych profili. Na co dzień są być może zwyczajnymi ludźmi, wstawiają zdjęcia z rodzinami, udostępniają szczegółowe dane i nie wstydzą się swoich wypowiedzi. Mimo to, po publikowaniu swoich kontrowersyjnych opinii, które są bezsprzecznie mową nienawiści, może ich czekać nawet kara pozbawienia wolności do 3 lat. Nawet, jeśli będą bronili się, że komentarze były tylko żartem, naruszyli art. 267 kodeksu karnego:

Art. 257. Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

To nie pierwsza sytuacja, kiedy na Facebooku pojawiają się nieodpowiednie treści. Co więcej, bardzo często komentarze, wydarzenia czy też filmy nie są szybko usuwane, nawet po ich zgłoszeniu. Mimo, że tak głosi regulamin serwisu:

Facebook usuwa treści propagujące nienawiść, bezpośrednio atakujące użytkowników z powodu ich:

– rasy,
– przynależności etnicznej,
– narodowości,
– przynależności religijnej,
– orientacji seksualnej,
– płci, tożsamości płciowej lub
– poważnej niepełnosprawności lub choroby.

Nie zezwala się na obecność na Facebooku organizacjom i osobom propagującym nienawiść w stosunku do grup objętych ochroną. Podobnie jak w przypadku pozostałych standardów Facebooka wierzymy, że członkowie społeczności będą nam zgłaszać takie sytuacje.

Przykładami, w których system nie działa jest m.in. utworzone kilka tygodni temu stworzone przez pewnego gimnazjalistę wydarzenie „Kulka W Łeb Dla Każdego Uchodźcy Który Chce Zostać w Polsce”. Według medialnych doniesień, po zgłoszeniu strony, można było automatycznie uzyskać odpowiedź, że nie stwierdzono, aby treści naruszały przyjęte standardy społeczności. Wpis został usunięty, jednak trwało to stosunkowo długo, i to po częściowym zignorowaniu zgłoszeń społeczności.

Podobne kontrowersje pojawiały się, gdy internet obiegło nagranie, na którym ukazano kobietę, której morderca odcina głowę. Krótki film wciąż można łatwo wyszukać w sieci, jednak trzeba chcieć go znaleźć i wpisać odpowiednie frazy np. w Google. Natomiast korzystając z Facebooka nagranie wyświetla się zawsze, gdy tylko ktoś znajomy udostępni je, polubi lub skomentuje. Także w sprawie tego konkretnego filmiku serwis przez pewien czas wstrzymywał się, zanim na dobre wykasował drastyczne treści.

Jak to się dzieje, że mimo zakazów prawnych wielu krajów, a także wewnętrznych postanowień Facebooka, potrzeba czasu aby brutalne filmy czy nawoływania do przemocy były usuwane? Przede wszystkim, przyczyną jest olbrzymia liczba użytkowników – nie sposób kontrolować ich wszystkich na bieżąco. To, czego nie wychwyci automat na podstawie otrzymanych zgłoszeń, mogą poprawiać pracownicy, jednak nigdy nie będą w stanie reagować natychmiast.

Ważne jest jednak, aby serwis o takim zasięgu jak Facebook miał odgórnie ustalone reguły. Dzięki temu skończy się absurd jak obecnie, kiedy zdjęcia są natychmiast usuwane za widoczny damski sutek (męskie są w porządku!), a wideo z odcinaniem głowy kobiecie musi zostać przedyskutowane przed skasowaniem. Czy istnieje szansa, aby np. rządy poszczególnych państw lub przedstawiciele Unii Europejskiej zapanowały nad serwisem w dobie nienawiści powodowanej kwestią uchodźców?

Wszystko wskazuje, że taka współpraca jest możliwa. Stanowcze działania rozpoczynają bowiem władze Niemiec. W zeszłym tygodniu Angela Merkel nawoływała do Facebooka o skuteczniejsze działania. Także niemiecki minister sprawiedliwości, Heiko Maas spotkał się z przedstawicielami firmy w celu ustalenia strategii działania. Wszystko wskazuje na to, że przy współpracy służb z dostawcami internetu i administratorami portali społecznościowych, utworzone zostaną grupy reagowania. Ich celem będzie jak najszybsze usuwanie wszystkich treści szerzących nienawiść.

Czy rzeczywiście znaleźliśmy się w końcu w miejscu, z którego wyjściem jest już tylko cenzura internetu? Oczywiście, niektóre treści nie powinny być – chociażby przez wzgląd na polskie prawo – szerzone i propagowane. Jednak chciałoby się rzec: „czemu akurat teraz?” Chociaż obecnie, wskutek imigracji uchodźców rasizm jest mocno zauważalny, to przecież już od wielu lat internet zalewają filmy przedstawiające chociażby mordy na tle religijnym.

Podobno to co raz trafiło do sieci, już z niej nie znika. Ale może do wielu treści uda się ograniczyć dostęp tak, aby mniej osób musiało oglądać przemoc i ogólną nienawiść. A przynajmniej ulegać jej wpływowi. A może uważacie, że istnieją skuteczniejsze metody na łagodzenie sporów, a w sieci powinno się publikować wszystko, w myśl wolności słowa i polityki informacyjnej? Zachęcamy do dzielenia się opiniami.

Fot. tytułowa: shutterstock.com