No kur… Sąd udziela nagany Owsiakowi, bo ten powiedział ze sceny słowo na „k”

Gorące tematy Zbrodnia i kara PILNE 23.10.2017
No kur… Sąd udziela nagany Owsiakowi, bo ten powiedział ze sceny słowo na „k”

Udostępnij

Marek Krześnicki

Jerzy Owsiak został przez sąd skazany na karę nagany za wulgaryzmy, jakie wypowiedział ze sceny na zakończenie Festiwalu Woodstock. Czy to zagrożenie dla wolności słowa?

Jerzy Owsiak to postać równie kontrowersyjna jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, której jest twórcą. Część Polaków go kocha za wspaniałą inicjatywę i budzenie w Polakach chęci niesienia pomocy innym, inni go nienawidzą za… cóż, chyba po prostu za lewicowe poglądy (i noszenie kolorowych ubrań pewnie też). W każdym razie, czerwona serduszką WOŚP-u wpisały się na dobre w polski krajobraz, i ciężko spotkać szpitale czy przychodnie niewyposażone w sprzęt zakupiony przez organizację Jurka Owsiaka.

Tegoroczny festiwal Woodstock zakończył się niespotykanym dotąd skandalem: Owsiak w podziękowaniach dla woodstockowiczów użył okropnych słów na „p” i „k”, czyli powszechnie znanych każdemu Polakowi wulgaryzmów. Policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie… do czego sąd się przychylił, a Owsiak dostał naganę.

Owsiak dostał naganę – artyści powinni być grzeczni

Jak stanowi artykuł 141 kodeksu wykroczeń:

Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany.

Sąd Rejonowy w Słubicach zastosował zatem najniższy wymiar kary, ograniczając się do nagany. Jak tłumaczyła sędzia:

Nie ma znaczenia, że nikt nie poczuł się obrażony. Nie o to tutaj chodzi. Słowa nieprzyzwoite użyte podczas wystąpienia publicznego wyczerpują znamiona tego wykroczenia.

Nie sposób się nie zgodzić z oceną sądu, że samo wypowiedzenie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym jest wykroczeniem w rozumieniu ww. przepisu. Niestety, ten automatyzm w stosowaniu prawa prowadzi do absurdalnych konsekwencji.

Jak bowiem dobrze rozumiem, artyści występujący w Polsce powinni czym prędzej wyplenić ze swojego repertuaru słowa takie jak k***a czy p*******ć. Na wszelki wypadek również i artyści zagraniczni powinni się zastanowić, czy wyśpiewanie powszechnie znanego, angielskiego słowa na „f” również nie spowoduje konieczności pofatygowania się do sądu rejonowego i tłumaczenia się z wulgarnego języka.

W szczególności zagrożeni są artyści hip-hopowi czy raperzy, którzy, zdaje się, częściej niż np. śpiewacy operowi przeklinają (przynajmniej na scenie). Zagrożeni są również aktorzy, którzy nie raz i nie dwa – celowo oczywiście, z premedytacją i za pieniądze! – złorzeczą na scenie (a nawet, o zgrozo, popalają niekiedy papierosy). Jak się przed tym zabezpieczyć? To proste, zamiast k***a lepiej np. powiedzieć:

  • kurka wodna,
  • ja pierniczę,
  • do cholery,
  • do jasnej Anielki,
  • do diaska.

Przed użyciem wulgaryzmów radzimy zatem skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą prawnikiem, gdyż niewłaściwy dobór słownictwa może zagrozić Twojemu poczuciu bycia przykładnym obywatelem i naraża na ryzyko powikłań dla Twojego portfela, nawet do 1500 złotych grzywny i kosztów sądowych.

(a wolność słowa w międzyczasie grzecznie odwróciła się na pięcie i w ciszy opuściła salę rozpraw)

Fot. tytułowa: Ralf Lotys/Wikipedia, CC BY 4.0