Pokemon Go – aplikacja mobilna umożliwiająca polowanie na wirtualne stworki – w oszałamiającym tempie zdobyła dziesiątki milionów użytkowników, a Nintendo zarabia już na niej milion dolarów dziennie. Tymczasem, niektórzy gracze zauważyli, że gra uzyskała bez ich zgody pełen dostęp do Gmaila. 

Obawy o naruszenie prywatności użytkowników wydają się zasadne, nawet jeśli nie podejrzewamy twórców aplikacji służącej do łapania Bulbazaura czy innego Charizarda o niecne zamiary. Jak wynika z relacji branżowych serwisów (choćby The Verge), wielu użytkowników zauważyło, że Pokemon Go uzyskało pełen dostęp do Gmaila – w tym możliwość odbierania i wysyłania e-maili.

Pokemon Go a prywatność

Sam dostęp do konta Google nie jest zadziwiający, bo jest to jeden z dostępnych systemów autoryzacyjnych (obok Facebooka i Pokemon Trainer Club). Programiści firmy Niantic, która stworzyła aplikację, przyznali, że taki problem mógł wystąpić, ale nie był celowym działaniem z ich strony. Co więcej, jak podano w oświadczeniu, aplikacja nie posiadała technicznych możliwości faktycznego skorzystania z przyznanych jej uprawnień, a tym samym żadne dane nie zostały pozyskane.

Pożar został opanowany (możliwe też, że to była tylko iskierka), ale warto pamiętać, że instalacja aplikacji zazwyczaj wiąże się z dwiema rzeczami: akceptację regulaminu oraz przyznaniem uprawnień do dostępu do naszych danych. Wczoraj pisaliśmy na Bezprawniku o regulaminie aplikacji Prisma, kończąc tekst takimi słowami:

Jeśli zatem zainstalowałeś lub zamierzasz zainstalować aplikację Prisma (lub każdą inną), warto zapoznać się z jej regulaminem i we własnym zakresie ocenić, czy najciekawszy nawet filtr graficzny jest warty przekazywania tak wielu prywatnych informacji.

Z podobną uwagą należy traktować prośby aplikacji o przyznanie dostępu do danych czy usług, takich jak Gmail. Warto również co jakiś czas weryfikować w ustawieniach Google, jakim aplikacjom zaufaliśmy (i w jakim stopniu). Panel z informacjami wygląda tak:

panel aplikacji Google

Oczywiście, można uznać, że technologiczne korporacje i tak wiedzą o nas wszystko, więc jedna aplikację więcej nie robi różnicy – ale mimo wszystko warto dbać o to, komu udostępniamy informacje o sobie.