Pracownicy ZUS grożą strajkiem. W dalszym ciągu nie mogą wynegocjować podwyżek

Finanse Gorące tematy dołącz do dyskusji (31) 20.09.2017
Pracownicy ZUS grożą strajkiem. W dalszym ciągu nie mogą wynegocjować podwyżek

Tomasz Laba

Spór, jaki od kilku miesięcy toczą pracownicy ZUS z zarządem tej instytucji wciąż trwa, a jego końca nie widać. Negocjacje stanęły w miejscu, dlatego związkowcy nie wykluczają możliwości przeprowadzenia strajku. Czy czeka nas strajk pracowników ZUS?

Obniżenie wieku emerytalnego, które zawdzięczamy rządowi, sprawiło, że pracownicy ZUS powiedzieli dość. Poszczególne inspektoraty przewidywały istne oblężenie interesantów, którzy będą chcieli składać wnioski o przyznanie świadczenia. Do tego stopnia, że część oddziałów przeorganizowało godziny otwarcia, a pracownicy zaczęli ubezpieczać się na wypadek wydania błędnych decyzji. Słowem – więcej pracy za te same pieniądze. Marne pieniądze, bowiem pensje w ZUS nie należą do najwyższych.

Dotychczasowe zapowiedzi podwyżek w ZUS nie wystarczają pracownikom

Pracownicy ZUS zdecydowali się zewrzeć szyki i zaczęli negocjować z zarządem ubezpieczyciela. Chodzi rzecz jasna o podwyżki. Mniej więcej w połowie lipca pisałem, że negocjatorzy związkowców wynegocjowali 150 złotych brutto podwyżki z wyrównaniem od stycznia 2017 roku. To, wraz z kilkoma innymi zapowiedziami zarządu (w tym m.in. przestrzeganie prawa pracy) nie wystarczyło pracownikom, którzy domagali się 700 zł podwyżek. Kilka tygodni później media obiegła informacja, że negocjatorom udało się wyprosić dodatkowe 150 zł podwyżki, co w sumie daje kwotę 300 zł brutto. Zdaniem pracowników to wciąż za mało. Czytając reportaże o warunkach płac w tej instytucji, nie ma się co dziwić.

W związku z powyższym, związkowcy nie składają broni. Kilka dni temu odbyli kolejne spotkanie z zarządem, domagając się 650 zł podwyżki, a w stosunku do zadeklarowanych wcześniej podwyżek, zgodzili się na wydłużenie terminu ich wypłacania do końca pierwszego kwartału 2018 roku. W zamian za te ustępstwa wysunęli kolejny postulat, mianowicie wypłacenie premii z okazji dnia pracownika ZUS (tak, takie coś istnieje) w wysokości nie niższej niż rok temu. Przypomnijmy, że w ubiegłym roku ZUS na nagrody, które przyznał 26 października (wtedy obchodzimy dzień pracownika ZUS) wydał niemal 45 milionów złotych.

Pieniędzy na podwyżki nie ma, więc pracownicy zapowiadają strajk

Odpowiedź zarządu ZUS jest łatwa do przewidzenia. Na dalsze podwyżki nie ma pieniędzy. Podkreślili, że w ostatnich latach wynagrodzenie pracowników ubezpieczyciela wzrosło średnio o 500 zł, co jest niespotykanym skokiem płac w tej instytucji. Zaproponowano zatem podwyższenie wynagrodzeń najsłabiej opłacanym pracownikom o 100 zł oraz weryfikacje możliwości finansowych za jakiś czas, aby wtedy ewentualnie wrócić do rozmowy o podwyżkach.

Dużo wskazuje na to, że pracownicy ZUS doszli do ściany, a dalsze rozmowy i próby rozwiązania tego konfliktu stanęły w miejscu. Nie widząc dalszych możliwości, związkowcy w swoim komunikacie zapowiedzieli przejście do ofensywy.

Nie widząc możliwości zawarcia porozumienia, związki zawodowe podejmą stosowne działania przewidziane prawem, w tym strajk ostrzegawczy.

Wielu z Was pewnie zada pytanie, czy strajk w ogóle zostanie zauważony. W powszechnej opinii pracownicy ZUS to i tak przecież nieroby.