Podczas pandemii wzrosła liczba zabójstw popełnianych w gronie bliskich sobie osób. Statystyki przerażają

Społeczeństwo dołącz do dyskusji (49) 15.02.2021
Podczas pandemii wzrosła liczba zabójstw popełnianych w gronie bliskich sobie osób. Statystyki przerażają

Adrian Boguski

Zdecydowana większość z nas zwolniła w czasie pandemii koronawirusa. Zamknięto wszystkie miejsca, do których mogliśmy wyjść i potencjalnie narazić się na kradzież auta lub włam, pod naszą nieobecność w mieszkaniu. Tymczasem takich przestępstw było w zeszłym roku więcej niż w 2019. Złodzieje nie śpią, a przestępczość w czasie pandemii nie przechodzi testu lockdownu. Najbardziej niepokoi jednak wzrost liczby zabójstw, który może wynikać pogarszającego się stanu psychicznego, wywołanego długotrwałą izolacją i topieniem smutków w alkoholu.

Przestępczość w czasie pandemii. Kradzieże samochodów i włamania

Jak podała Rzeczpospolita, w ubiegłym roku dokonano 745 tys. przestępstw (nie wliczając spraw dotyczących niepłacenia alimentów). To o 3 procent (24 tys.) mniej niż w roku 2019. Ograniczenia w przemieszczeniu się najwyraźniej miały wpływ również na zmniejszenie niektórych przestępstw kryminalnych, takich jak pobicia i bójki, do których w 2020 doszło 3,2 tys. razy – czyli o 837 mniej niż przed rokiem COVID-19. W ubiegłym roku dokonano również o 1,1 tys. rozbojów i o 5,3 tys. kradzieży mniej niż przed dwoma laty.

Pandemia nie wpłynęła jednak na zmniejszenie liczby włamań i kradzieży samochodów. W zeszłym roku rabusie dokonali o 3,1 tys. więcej włamań niż w 2019. W sumie aż 74 tys. domostw, przedsiębiorstw, gospodarstw padło łupem włamywaczy w 2020 roku.  Skradziono również 9131 samochodów, czyli o 275 egzemplarzy więcej niż w roku przed pandemią.

W ocenie specjalistów wzrost przestępstw wynika z lockdownu – zamknięcia na przykład dyskotek, w których dilerzy znajdowali dotychczas wielu klientów. Wobec „przestoju” przestępcy wracają do zajęć, które w ostatnich latach traciły na popularności w statystykach policji, czyli m.in. kradzieży aut. Zdaniem kryminologa prof. Brunona Hołysta, który rozmawiał z „Rz”, z racji pogarszającej się sytuacji ekonomicznej w czasie Covidu, ludzie mogą szukać środków do życia również na drodze zabronionej przez prawo.

Przestępstwa gospodarcze „na czasie”

I z pewnością nie chodzi tylko o tzw. przestępstwa pospolite, jak kradzież auta czy włam. W zeszłym roku pojawiało się wiele informacji dotyczących oszustów gospodarczych. Po dziewięciu miesiącach roku 2020 dokonano o 161 tys. więcej przestępstw o charakterze gospodarczym niż w 2019 w tym samym okresie. Z racji pandemii wielu z nas pracuje online, kupuje, sprzedaje i prowadzi swoje interesy w Internecie. Jeszcze lepszym kąskiem dla oszustów są użytkownicy, którzy dopiero w pandemii zaczęli dokonywać internetowych transakcji.

Choć nie istnieją jeszcze statystki dotyczące tego, jak pandemia wpłynęła na tego typu działalność przestępczą, z danych GUS wynika, że tak wiele przestępstw gospodarczych – czyli m.in. fałszerstw, oszustw, wyłudzeń, przywłaszczenia pieniędzy –  jak obecnie, nie było od 5 lat, a przeciwko mieniu od 3.

Przestępczość w czasie pandemii a wzrost liczby zabójstw

Spośród wszystkich wymienionych dotąd statystyk najbardziej szokuje jednak ta o wzroście zabójstw w czasie pandemii COVID-19. Jak podała „Rz”, w zeszłym roku dokonano ich 656 razy – aż o 125 więcej niż w 2019. Rzecznik warszawskiej policji, w rozmowie z dziennikiem stwierdził, że większość popełnianych zabójstw wynikała z konfliktów rodzinnych czy koleżeńskich, podsycanych przez alkohol.

Zabójstwa były popełniane jednak nie tylko na tle alkoholowym. Wspomniany prof. Hołyst ocenił, że zeszłoroczny wzrost statystyki dotyczącej liczy zabójstw, może wynikać również z izolacji, wspólnego długotrwałego przebywania w domu i narastających w związku z tym konfliktów.

Im większe i długotrwałe jest napięcie emocjonalne, tym gwałtowniejsze może być odreagowanie w czasie kłótni czy bójki. Wielu ludzi  ciągle w obawie przed stygmatyzacją nie zwraca się o pomoc w poradzeniu sobie z nową i nietypową sytuacją do psychologa czy psychiatry, a pogłębiający się problem, topiony niekiedy w alkoholu, może okazać się groźniejszy niż „zwykła” choroba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *