Dwóch unijnych premierów chce mniej pieniędzy dla Polski na walkę z kryzysem. Powody? Praworządność, LGBT i mała liczba zachorowań

Zagranica dołącz do dyskusji (49) 29.06.2020
Dwóch unijnych premierów chce mniej pieniędzy dla Polski na walkę z kryzysem. Powody? Praworządność, LGBT i mała liczba zachorowań

Maciej Bąk

W Unii Europejskiej rodzi się bunt przeciw dużej kwocie pieniędzy, jaka ma trafić do Polski na walkę z kryzysem wywołanym przez pandemię. Jak pisze The Guardian, w Radzie Europejskiej za takim rozwiązaniem lobbują dwaj premierzy unijnych państw. Wśród nich jest szef rządu Danii. Środki na walkę z kryzysem będą mniejsze? Wszystko ma się rozstrzygnąć w drugiej połowie lipca.

Środki na walkę z kryzysem będą mniejsze?

Przypomnijmy, Komisja Europejska zaproponowała, że na walkę z kryzysem wołanym przez COVID-19 przeznaczy gigantyczną sumę 750 miliardów euro. Mają one trafić do państw członkowskich w postaci grantów i pożyczek. Chodzi między innymi o to, by napędzić rynek inwestycyjny, co pobudzi gospodarkę i pozwoli na uratowanie wielu miejsc pracy. Według wstępnych założeń Polska ma być jednym z głównych beneficjentów tego programu. Pierwotnie zaplanowano przekazanie naszemu krajowi nawet ponad 60 miliardów euro. Polskie władze jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji ogłosiły to jako swój sukces.

Ale pojawia się kłopot. The Guardian pisze, że rozpoczęło się lobbowanie szefów rządów innych państw przeciwko aż tak dużemu wsparciu dla Polski. U szefa Rady Europejskiej Charlesa Michela, według ustaleń brytyjskiego dziennika, lobbuje za tym między innymi premier Danii. A wszystko z kilku powodów. Główny jest taki: Polska nie ucierpiała ani zdrowotnie, ani finansowo tak mocno jak wiele innych europejskich krajów. Tymczasem zapowiada się, że dostanie wsparcie niższe tylko od wsparcia dla Hiszpanii i być może Włoch. Czyli krajów bardzo mocno dotkniętych przez pandemię. A przecież na przykład w Belgii wirus osiągnął najwyższy współczynnik śmiertelności w Europie. Przez lockdown cierpią też znacznie uboższe Rumunia czy Bułgaria.

Wracają tematy praworządności i LGBT

Są jednak także inne argumenty. Protestujący premierzy mówią: Polska od lat nie przestrzega zasad praworządności i łamie unijne zasady. Przypominają szczucie na społeczność LGBT, jakiego dopuścił się Andrzej Duda podczas kampanii przed I turą wyborów prezydenckich. Pamiętają też homofobiczne uchwały o samorządach wolnych od LGBT. Do tego dochodzi skromny udział Polski w walce z wirusem, bo rząd Matusza Morawieckiego w bardzo małym stopniu dorzucił się do finansowania badań nad szczepionką na COVID-19.

Dlatego Mateusza Morawieckiego czekają bardzo trudne negocjacje. Do tej pory problemy z praworządnością i tolerancją nie przekreśliły do końca pozycji Polski w Unii Europejskiej. Ale argumenty ekonomiczne, wspierane przecież narrację premiera mówiącego o tym, że nasz kraj wyśmienicie radzi sobie z kryzysem, mogą zadecydować o tym że pieniędzy trafi do nas jednak mniej niż wstępnie deklarowana kwota. Ale o tym ile pieniędzy Polska dostała od Unii będziemy rozmawiać już po zakończeniu wyborczego maratonu.