Amerykańska armia mówi wprost, że nie wykona każdego rozkazu użycia broni atomowej wydanego przez Trumpa

Gorące tematy Zagranica dołącz do dyskusji (73) 21.11.2017
Amerykańska armia mówi wprost, że nie wykona każdego rozkazu użycia broni atomowej wydanego przez Trumpa

Udostępnij

Mateusz Madejski

Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie dawał do zrozumienia, że niebawem może wykorzystać amerykańską broń nuklearną. Niedawno powiedział na przykład, że „Koreę Północną może spotkać ogień, furia i wielka siła, jakiej świat jeszcze nie widział”. Czy więc należy się obawiać wojny nuklearnej? Generał John Hyten, który dowodzi amerykańskim arsenałem broni tego typu, studzi nastroje i mówi, że rozkazu prezydenta może po prostu nie wykonać. 

– Niektórzy chyba uważają, że my [amerykańscy generałowie – przypomina autor] jesteśmy głupi. Otóż nie jesteśmy. Jeśli ma się tak dużą odpowiedzialność, to stale się o tym wszystkim myśli

– mówił ten generał amerykańskich sił powietrznych na konferencji poświęconej bezpieczeństwu, która odbyła się w kanadyjskim Halifax.

Co więc by się stało, gdyby Trump wydał rozkaz Hytenowi do ataku nuklearnego? – Jeśli byłby to rozkaz nielegalny to bym po prostu powiedział: „Panie prezydencie, to jest nielegalne”. Wtedy prezydent zapytałby się, co może być legalne. Wtedy zastanawialibyśmy się nad opcjami. To wcale nie jest takie skomplikowane – opowiadał generał Hyten na konferencji, która była transmitowana w wielu mediach społecznościowych. Generał dodał też, że wykonanie nielegalnego rozkazu mogłoby spowodować, że trafiłby do więzienia na resztę życia.

Niektórych słowa generała mogą uspokoić, ale przecież z prawnego punktu widzenia rozkaz prezydenta USA nie może być nielegalny, bo to on jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych. Co ma więc na myśli John Hyten? Postanowiliśmy się o to spytać generała w stanie spoczynku Mieczysława Bieńka, jednego z najbardziej utytułowanych polskich żołnierzy, który zresztą poznał osobiście generała Hytena.

Mówi on, że procedura takiego ataku jest dużo bardziej skomplikowana, niż by się to mogło wydawać. I że wcale nie jest tak, że prezydent naciska guzik i atak staje się faktem.

– Przede wszystkim prezydent musi się skontaktować z szefem połączonych sztabów, czyli najwyższym oficerem Pentagonu. Potem następuje bardzo szczegółowy wybór celów, trzeba też wybrać sposób ataku. Szef połączonych sztabów musi również potwierdzić weryfikacje tożsamości prezydenta, który to robi za pomocą kodów w walizce. Warto więc wiedzieć, że bez zgody szefa połączonych sztabów taki atak nie może dojść do skutku – mówi generał Mieczysław Bieniek.

Generał też przypomina też, że już od dawna politycy i generałowie zastanawiają się, co można zrobić, jeśli jego rozkaz prezydenta będzie wydawał się szalony. I wcale nie zaczęło to się za Trumpa

– Na przykład były obawy o stan prezydenta Nixona po aferze Watergate. Obawiano się, że może on wtedy podjąć jakąś dziwną decyzję. Dlatego wtedy prezydent był mocno, choć dyskretnie pilnowany przez sekretarza obrony, jak i przez urzędników oraz generałów.

Co jednak jeśli prezydent się uprze na atak nuklearny, a najwyższy generał wyrazi zgodę na taki ruch? – Procedury muszą być przestrzegane, bo w wojsku procedura to rzecz święta. Jednak jeśli wszystko będzie z nimi zgodne, to generał sprzeciwić się takiemu rozkazowi nie może – mówi generał Mieczysław Bieniek.

Nie jest więc tak, że Trump może samemu zniszczyć jakiś kraj lub wywołać wojnę nuklearną. Ale zapewne to, że generał, który ma władzę nad nuklearnym arsenałem USA mówi otwarcie, że może sprzeciwić się prezydentowi, nie jest przypadkiem. Musiał zdawać sobie sprawę, że o jego słowach będzie mówił cały świat. A może chodziło mu o to, żeby usłyszał je sam Donald Trump?