1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. „Małpki" znikną ze sklepów? Łódź robi krok, który może dać rządzącym do myślenia

„Małpki" znikną ze sklepów? Łódź robi krok, który może dać rządzącym do myślenia

Łódzcy radni podjęli decyzję w sprawie zakazu sprzedaży alkoholu w butelkach poniżej 300 ml na terenie miasta. Nie ma to może większej mocy prawnej, za to stanowi wezwanie do działania dla rządu i ustawodawcy.

„Małpki" jako luka w polityce antyalkoholowej

Problem z małpkami będzie istniał, dopóki są one obecne w asortymencie sklepów spożywczych. Popularne „małpki", a więc mocny alkohol sprzedawany w niewielkich butelkach, to dość osobliwy przypadek. Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z produktem idealnie wręcz skrojonym pod stereotypowych pijaków, którzy chcą się odurzyć w pracy.

Butelki o pojemności 100–200 ml są poręczne i stosunkowo łatwe do ukrycia. Napoju jest w nich na tyle dużo, by uzyskać pożądany efekt, ale nie aż tyle, by typowego dorosłego od razu skosiło z nóg.

Równocześnie słabo się sprawdzają w zastosowaniach biesiadnych, gdzie po prostu potrzeba większej ilości alkoholu. Być może ich zakup ma jeszcze sens w domowym cukiernictwie, gdzie do nasączenia ciasta nie trzeba od razu kupować pół litra danego trunku.

Skoro „małpki" stanowią poważną lukę w antyalkoholowej polityce państwa, to czemu ich po prostu nie zakażemy? Nad odpowiedzią na to pytanie zastanawiali się także łódzcy radni.

Uchwała Rady Miejskiej w Łodzi z 22 kwietnia

Samorządy nie mogą wprowadzić zakazu sprzedaży konkretnego produktu alkoholowego

Od jakiegoś czasu słyszymy o planach podjęcia w Łodzi uchwały, która zakazywałaby sprzedaży „małpek" na terenie miasta. Wiemy nawet, że pojawiła się konkretna propozycja dotycząca objętości. Górną granicę miałyby stanowić dużo rzadsze butelki 300 ml.

Taką uchwałę rzeczywiście przyjęto we wtorek 22 kwietnia. W tym momencie należy zaznaczyć, że choć ustawa o wychowaniu w trzeźwości nadaje samorządom pewne uprawnienia w kwestii lokalnej polityki antyalkoholowej, to akurat zakazu sprzedaży określonych produktów miejscy radni nie mogą wprowadzić.

Kluczowe uprawnienia rady gminy znajdziemy w art. 12 przywołanego przed chwilą aktu prawnego. Interesują nas tak naprawdę cztery pierwsze punkty:

Rada gminy ustala, w drodze uchwały, maksymalną liczbę zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych na terenie gminy (miasta), odrębnie dla:

Rada gminy może ustalić, w drodze uchwały, maksymalną liczbę zezwoleń, o której mowa w ust. 1, odrębnie dla poszczególnych jednostek pomocniczych gminy.

Rada gminy ustala, w drodze uchwały, zasady usytuowania na terenie gminy miejsc sprzedaży i podawania napojów alkoholowych.

Rada gminy może ustalić, w drodze uchwały, dla terenu gminy lub wskazanych jednostek pomocniczych gminy, ograniczenia w godzinach nocnej sprzedaży napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży. Ograniczenia mogą dotyczyć sprzedaży prowadzonej między godziną 22:00 a 6:00.

Apel do rządu i parlamentu zamiast realnego zakazu

Jak podaje „Dziennik Łódzki", uchwała jednak przeszła. Za jej przyjęciem głosowało 30 łódzkich radnych. Przeciw była jedna osoba, oddano też jeden głos wstrzymujący. Portal wspomina, że debata przed głosowaniem była naprawdę burzliwa.

Skoro wiemy, że nie będzie skutecznego zakazu sprzedaży „małpek" w Łodzi, to co właściwie przegłosowano? Tak naprawdę mamy do czynienia z apelem do rządu i parlamentu o ogólnopolski zakaz sprzedaży małpek w butelkach poniżej 300 ml.

Argumenty „śmieciowe" zamiast antyalkoholowych

Trzeba przyznać, że w trakcie debaty padły celne argumenty za wprowadzeniem takiego zakazu. Koncentrowały się jednak nie tyle na wspieraniu pijaństwa, ile na problemie z odpadami. Na przykład radny Tomasz Kacprzak z Koalicji Obywatelskiej zwrócił uwagę na codzienną praktykę:

Klient wchodzi rano do sklepu, kupuje schłodzoną małą butelkę z lodówki, wypija ją zaraz po wyjściu, a potem wyrzuca opakowanie w krzaki, bo wrzucenie szkła do kosza hałasuje i zwraca uwagę.

Rezultat jest opłakany. Miasto każdego roku wydaje kilka milionów złotych na sprzątanie szkła po „małpkach". Odzysk surowca jest w tym przypadku mizerny.

Dlaczego ogólnopolskiego zakazu raczej nie będzie

Co ze sprawą zrobi rząd? Prawdopodobnie nic. Nawet sami radni krytycznie nastawieni do inicjatywy przyznawali, że kolejny apel do władz ogólnopolskich nie będzie skuteczny. Za minimum wysiłku uznają dostarczenie rządzącym gotowego projektu zmian w przepisach.

Zakazu sprzedaży „małpek" nie powinniśmy się spodziewać także ze względu na podatek akcyzowy oraz specjalną opłatę pobieraną od każdej małej buteleczki z alkoholem. Obydwie daniny oznaczają zastrzyk pieniędzy do budżetu państwa. Z podobnych powodów od lat nie udaje się przeforsować również ograniczenia, jakim miałby być zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych.

Równocześnie alkohol sprzedawany w małych butelkach nie jest objęty systemem kaucyjnym, co akurat mogłoby w jakimś stopniu ograniczyć problem zaśmiecania miast. Przy czym prawdopodobnie spotęgowałoby problem z samym systemem w postaci zasypywania sklepów stosami pustych i niemytych butelek. Coś za coś.

Precedens „alkotubek" pokazuje, że zmiany są możliwe

Wprowadzenie ogólnopolskiego zakazu sprzedaży „małpek" oczywiście nie rozwiąże problemu alkoholizmu jako takiego. Mogłoby jednak w jakimś stopniu ograniczyć jego skutki. Poza tym, skoro usunęliśmy ze sklepów saszetki z alkoholem, bo uznaliśmy je za zagrożenie dla dzieci i młodzieży, to logiczne wydaje się sięgnięcie po podobne rozwiązanie wobec produktu generującego znacznie większą skalę problemu. Afery alkotubkowej ciąg dalszy pokazał zresztą, że emocje społeczne potrafią szybko wymusić zmiany w przepisach – tyle że w przypadku „małpek" tych emocji wciąż brakuje.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi