„Na raka” to mną jeszcze nie manipulowano. Oto jak współpracownik sieci Play próbował wcisnąć mi ubezpieczenie… od raka

Gorące tematy Na wesoło Zakupy Zdrowie dołącz do dyskusji (99) 21.10.2018
„Na raka” to mną jeszcze nie manipulowano. Oto jak współpracownik sieci Play próbował wcisnąć mi ubezpieczenie… od raka

Udostępnij

Emilia Wyciślak

Dzisiaj próbowano wcisnąć mi ubezpieczenie Prudential. Od zachorowania na ewentualny nowotwór złośliwy. Problem w tym, że na temacie akurat się wyznaję, bo jestem z nim, że tak powiem, obecnie na bieżąco. A oto: jak nie dać się naciągnąć. 

Skończyłam artykuł o najgłupszych momentach kampanii wyborczej i z błogiego, popołudniowego lenistwa wyrwał mnie dzwonek telefonu.

P[ani]: Dzień dobry, nazywam się (tak i tak), dzwonię do pani, ponieważ współpracujemy z siecią Play, mam pani do zaoferowania polisę…

J[a]: Nie jestem zainteresowana żadną polisą.

P: Ale proszę mnie chociaż wysłuchać… informuję, że nasza firma stanie się administratorem pani danych osobowych na potrzeby tej rozmowy, może pani wycofać zgodę…

J: Wycofuję zgodę. Nie chcę żadnej polisy.

P: Ale proszę jej chociaż wysłuchać, to zajmie kilka minut.

J: Słucham.

Wiem już, że wyraziłam pierwszą zgodę i jest mi z tym źle. Dwie minuty później dowiedziałam się, że oto zostanę objęta polisą na wypadek choroby nowotworowej. Jeśli dostanę raka, zostanie mi wypłacone czterdzieści tysięcy złotych. Powtórzone to zostało z emfazą. Czterdzieści tysięcy!

Ubezpieczenie Prudential

Mam taki smutny zwyczaj, że jak mnie ktoś o coś prosi to słucham, choćbym całkiem nie miała na to ochoty.

P: Wypłacimy pani czterdzieści tysięcy złotych.

J: Po co mi te pieniądze, skoro będę miała raka?

P: Na leczenie.

J: Przecież NFZ refunduje wszystko.

P: Ale do onkologa są straszne kolejki, ludzie czekają…

J: Do mojej babci onkolog przychodzi raz w tygodniu.

P: To zależy od wielkości miasta, w mniejszych miejscowościach takie coś jest prawie niemożliwe.

J: Mieszkam na wsi, dwa tysiące mieszkańców.

Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza. Pani nie mogła się przecież spodziewać, że moja babcia jest chora i temat mam w małym palcu. Wie już też, że nie mam aż tak najgorszego zdania o NFZ, a hasło „długie kolejki” mnie nie przekonuje, bo sama przekonałam się o tym, iż tak nie jest. Zastanawiam się, jaką tym razem dostanę argumentację.

P: Polisa kosztuje tylko 27,99 złotych miesięcznie, zgodzi się pani, że to mała kwota w kontekście całego budżetu domowego?

J: Nie zgodzę się, trzydzieści złotych to dużo.

Pierwsze dwie pułapki wystrzelone. Zasada kontrastu (przy paru tysiącach złotych trzydzieści wygląda faktycznie biednie) oraz próba wymuszenia na mnie zgody. Jeśli bym jej przytaknęła, miałaby mnie w garści. To jest bardzo ważne, kiedy chcemy kogoś do siebie przekonać. „Ale zgodzi się pani ze mną?” – i tak dalej. Ba, jeśli chcemy kogoś zmanipulować, nie kończmy zdania na „nie”, tylko „tak”. Zgodzicie się ze mną, tak?

P: Może pani zasięgnąć drugiej opinii medycznej dzięki naszej polisie.

J: Żebym usłyszała, że mam raka od drugiej osoby?

P: Ale druga opinia może okazać się całkiem inna!

J: Wtedy zgłupieję.

Trochę mi się w tym momencie smutno zrobiło. Polisa ma mi dać czterdzieści tysięcy złotych na wypadek choroby, ale nie da leczenia (które daje NFZ), tylko „drugą opinię medyczną”.

P: W przypadku śmierci rodzina dostanie tysiąc złotych.

J: Na pewno ich to pocieszy.

P: Współpracujemy z centrami medycznymi z całego świata, z Wielkiej Brytanii… wyleczalność raka na Zachodzie to 70%, kiedy w Polsce 30%… może pani zasięgnąć u niej drugiej opinii medycznej.

J: I co, dowiem się, że mam raka, tylko powiedzą mi to po angielsku?

Szkoda, że pani nie wspomniała, że statystycznie zapadamy na tego raka rzadziej niż w tamtych krajach. Rozmowa nużyła mnie od samego początku. Zastanawiam się, co jest jeszcze na karteczce pani, która ze mną rozmawia.

P: Wielu ludzi decyduje się na takie prywatne polisy.

J: Nie wierzę w dowód społecznej słuszności.

Dowód społecznej słuszności, czyli próba manipulacji na zasadzie „wszyscy tak robią”, „wielu ludzi się na to decyduje”, „tamta pani to ma”. Miliony much nie mogą się mylić!

P: Rozumiem, że to pani decyzja?

J: Już na początku powiedziałam, że nie chcę żadnej polisy. Do widzenia.

I koniec rozmowy. Odhaczyłam przynajmniej trzy próby manipulacji mną.

Ale to prywatne!

Jestem zwolenniczką wolnego rynku i nikomu nie zabronię wydzwaniać do mnie z ofertami. Ale te oferty są cięgiem na jedno kopyto, zawsze to samo, czy się pani zgadza, ale proszę chociaż wysłuchać, to zajmie kilka minut. Oferta tak naprawdę nie była oszałamiająca, raka mogę mieć albo i nie. Ubezpieczenie Prudential gwarantuje mi tylko czterdzieści tysięcy złotych, których mogę równie dobrze nigdy nie zobaczyć. Mam trzydzieści lat, za dekadę oni mogą zwinąć interes, tyle ich widzieliśmy, goodbye.

Wiem, że pani, która ze mną rozmawiała ma zapewne karteczkę i przeszkolenie, co robić w przypadku takich opornych klientów jak ja. W didaskaliach całej rozmowy jest kilka prób wyłudzenia mojej zgody na to, co mówi. Dopiero, kiedy upierałam się przy swoim, dała mi wreszcie spokój. Rzecz w tym, że za pomocą takich niewielkich pułapek bardzo szybko manipuluje się ludźmi. Niech tylko przytakną, a już są w sidłach. A potem jeden z drugim patrzy w telefon i myśli „po co mi to było”. Naprawdę nie chciałam marnować czasu pani, która upierała się na rozmowę. Może w tym czasie znalazłaby innego klienta, nie wiem. Mam jednak radę dla was wszystkich: nigdy nie przytakujcie. Nie zgadzajcie się z tym, co do was mówią, jeśli tak naprawdę nie chcecie produktu.

Zgoda?