Co byś, drogi Czytelniku, wybrał: pozostanie w Unii Europejskiej i przyjęcie uchodźców, czy niewpuszczenie uchodźców przy jednoczesnym opuszczeniu Unii? Jeśli wybrałeś to drugie: jesteś w większości.

Brexit okazuje się być coraz większą katastrofą, za którą nikt nie chce brać odpowiedzialności. Rosja rośnie w siłę, a przynajmniej przekonała świat, że Krym był, jest i będzie rosyjski, i nic nikomu do tego. USA wciąż chcą być światowym liderem, ale gdy przychodzi do czynów, to niezbyt finezyjnie wykręcają się od walki z globalnym ociepleniem.

W tych niepewnych czasach Unia Europejska, nękana gdzieniegdzie zamachami terrorystycznymi, boryka się z problemem uchodźców z krajów muzułmańskich, w szczególności objętej wojną domową Syrii. Setki tysięcy uchodźców już są na naszym kontynencie. Co z nimi zrobić? Już dawno kraje UE zgodziły się na proporcjonalne rozlokowanie przybyszów – w tym w Polsce.

W Aleppo właśnie mordują cywili, a my sobie gramy w Angry Birds. Kogoś jeszcze dziwi obojętność Zachodu, gdy burzono Warszawę?

Albo Unia w pakiecie z uchodźcami, albo Polexit? 52% Polaków wybiera to drugie

Nowy rząd Prawa i Sprawiedliwości jednak z ustaleń dokonanych przez poprzedników się wycofał, motywując to obawami o bezpieczeństwo Polaków. Można się spierać, czy ta argumentacja jest oparta na racjonalnych przesłankach (choć to przypomina spory o to, czy szczepionki powodują autyzm), ale jedno jest faktem. Otóż, skutecznie udało się przekonać Polaków, że przyjęcie kilku tysięcy uchodźców stanowi realne zagrożenie dla zdrowia i życia nad Wisłą. Dowody? Sondaż IBRIS dla Polityki:

Innymi słowy, odmowa przyjęcia 6 tysięcy osób (tyle uchodźców miało do nas trafić) byłaby, dla większości z nas, warta rezygnacji z tego, o co jeszcze kilkanaście lat temu tak mocno zabiegaliśmy: wspólnego rynku, strefy Schengen, swobody zatrudnienia w innych krajach UE czy – co nie jest bez znaczenia – unijnych dotacji do różnego rodzaju przedsięwzięć. A z samych dotacji zrezygnowalibyśmy jeszcze łatwiej, gdyby to miałaby być jedyna konsekwencja niewywiązywania się z międzynarodowych zobowiązań – co widać na załączonym wykresie.

Kto wie, być może taki, a nie inny wynik badania ankietowego wynika z tego, że trudno na pierwszy rzut oka uzmysłowić sobie, w jak wielkim stopniu Unia Europejska jest częścią naszej codzienności. Jak, na przykład, za pomocą takich drobnostek, jak zniesienie roamingu w Unii Europejskiej, albo swoboda podróżowania bez konieczności zaopatrywania się w paszporty, co z pewnością doceniają amatorzy wczasów all-inclusive.

Wygląda zatem na to, że Polacy zdążyli zapomnieć, że Unia Europejska, przy całej swojej ociężałości decyzyjnej i wizerunku biurokratycznego molocha zbudowanego na pozbawionych sensu przepisach, ma sporo zalet. Czy warto z nich rezygnować tylko dlatego, aby poczuć się bezpiecznym? I to bez żadnych gwarancji, że Polexit miałby nas przed czymkolwiek uchronić?

Po pierwsze nie szkodzić – znam przynajmniej jeden powód, by nie przyjmować „uchodźców” i to wystarczy