W pułapce korwinizmu. Dlaczego w Polsce nie ma żadnej poważnej partii przedsiębiorców?

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (239) 01.11.2020
W pułapce korwinizmu. Dlaczego w Polsce nie ma żadnej poważnej partii przedsiębiorców?

Jakub Kralka

Ostatnie poczynania Konfederacji, Krzysztof Bosak jako flagowy okręt tego ruchu i „królewski mariaż” z Kają Godek dobitnie dowiodły polskim przedsiębiorcom, że nie jest to ruch liberalny, na który liczyli.

Bardzo szybko upadł mit partii gospodarczej, w której kontrowersyjne poglądy są tylko sposobem na pozyskanie szerszego elektoratu. Radykalne czy antyunijne hasła stały się w wydaniu Konfederacji realne jak nigdy wcześniej. Konfederacja teraz najwięcej czasu poświęca myśleniu o pożeraniu PiS-u i idzie tropem Nowoczesnej, która bardzo szybko z partii liberałów stała się partią pożerania Platformy Obywatelskiej.

Od czasu, gdy Leszek Balcerowicz zniknął z bieżącej polityki, zostając prezesem NBP, naczelnym playmakerem myśli liberalnej na polskim rynku politycznym został Janusz Korwin-Mikke. To wielkie przekleństwo polskich liberałów, ponieważ „Korwin” stał się zbyt silny, by na poważnie z nim konkurować, a zarazem zbyt niepoważny, by móc znaleźć się w kręgu realnego oddziaływania myśli wolnorynkowej.

Czym jest dzisiejszy liberalizm?

Oczywiście – liberalizm nie jest doktryną polityczną, którą przedsiębiorcy przyjmują za pewnik. Można znaleźć przedsiębiorców socjalistów, agrarystów lub o bliżej niezdefiniowanych poglądach (platformistów). Osoby prowadzące działalność gospodarczą w naturalny, instynktowny sposób ciągną jednak ku myśli liberalnej, w najszerszym stopniu rozumiejąc zagadnienia związane z podatkami, ZUS-em, księgowością czy rynkiem pracownika. Jeżeli nawet przedsiębiorca jest zwolennikiem redystrybucji dóbr czy państwa opiekuńczego, to na ogół bazując wyłącznie na własnym doświadczeniu jest w stanie wskazać patologie, z którym zetknął się w polskim systemie podatkowym czy w konfrontacji z aparatem urzędniczym.

Dlatego też w mojej ocenie współczesny liberalizm gospodarczy nie powinien być sprowadzany wyłącznie do kwestii wysokości podatków. To ważna kwestia, ale mocno usztywniająca w wysokorozwiniętych społeczeństwach Europy zachodniej. Koncepcje liberalne przedstawiane od wielu lat ewoluują, a nawet ścierają się ze sobą, ale skupiają się również na kwestiach wolności gospodarczej (Polska jest pod tym względem krajem trzeciego świata, lata świetlne za socjalistyczną Skandynawią), nadmiaru biurokracji, pozycji obywatela w relacji z urzędnikiem, urealnieniem systemu koncesji, licencji i zezwoleń.

Wysokość podatków stanowionych w Polsce to jedno, ale o wiele większą dotkliwością tychże jest stopień ich skomplikowania zależny niekiedy nawet od stanu skupienia tej samej materii. Podwójne opodatkowanie, radośnie przegłosowane niedawno w odniesieniu do spółek komandytowych. Wreszcie, ogrom ukrytych podatków w postaci abonamentu RTV, opłat przesyłowych, opłat za wywóz śmieci itd., których nie pobiera od nas państwo bezpośrednio, ale w dużych ilościach i konsekwentnie podnosząc ceny usług, z których wszyscy korzystamy. Dodajmy do tego wszechwładzę urzędników, którzy mogą zniszczyć każde przedsiębiorstwo, jednocześnie nie ponosząc z tego tytułu żadnych konsekwencji.

Podatki z liberalnej perspektywy nie powinny być wysokie, a pomoc społeczna ograniczona do minimum, ale w Polsce mądra frakcja liberalna jest w stanie realnie poprawiać jakość życia obywateli nawet jeśli ograniczy się wyłącznie do tak zwanych ozdobników.

Próby budowania polskiego liberalizmu w XXI wieku

Wiele osób przeklina Leszka Balcerowicza za terapię szokową wprowadzoną w ostatniej dekadzie XX wieku. W mojej ocenie terapia ta była oczywiście błogosławieństwem, w dużej mierze pozwalając uniknąć losu na przykład Ukrainy. Mamy w Polsce taką tendencję do gubienia się w ocenie ciągów przyczynowo-skutkowych, na przykład teraz niektórzy za ludzi umierających na parkingach szpitali obwiniają lekarzy, a nie byłego ministra Szumowskiego, a za ogólny chaos w państwie – Borysa Budkę, zamiast Mateusza Morawieckiego. Dziwi mnie zatem, że za problemy części społeczeństwa pod koniec XX wieku wini się Leszka Balcerowicza, a nie 50 lat rządów totalitarnego państwa socjalistów, którzy do tej biedy ich doprowadzili. W konsekwencji jednak słowo „liberalizm” zaczęło kojarzyć się nieco negatywnie.

XXI wiek przyniósł kilka poważniejszych podejść do budowania ruchów liberalnych, jednak wszystkie kończyły się niepowodzeniem – przynajmniej patrząc z punktu widzenia doktryny.

Platforma Obywatelska Donalda Tuska była na przykład partią, która wcale nie próbowała udawać partii liberalnej gospodarczo, ale też nie kryła sympatii do tych postulatów. Ich realizacja w praktyce sprowadzała się przez kilka lat do „firmy w jednym okienku”, bo Donald Tusk odkrył w sobie socjaldemokratę. Można to zrozumieć, ponieważ Platforma zawsze była partią mainstreamu i władzy.

Partią zorientowaną na przedsiębiorców miała być Nowoczesna. Zgadzałem się z diagnozą Ryszarda Petru i podobał mi się jego pomysł na Polskę. Kompletnie nie podobało mi się natomiast wykonanie. Po pierwsze – krótko po wyborach Petru poczuł wiatr we włosach i zaczął atak na stanowisko mainstreamowej partii władzy. Ta ideologiczna porażka skończyła się na szczęście moralnym zwycięstwem, bo główny zainteresowany dowiódł, że banksterzy potrafią kochać, a ważniejsze od niskich podatków jest dla nich ich własne serce.

Może i Ryszard Petru zapobiegł powstaniu realnej reprezentacji dla liberałów, ale dokonał czegoś ważniejszego. Udowodnił, że nawet dla świata bankierów miłość jest ważniejsza od pieniędzy czy władzy.

Bardzo ciekawą postacią na polskiej scenie liberalno-politycznej jest prof. Robert Gwiazdowski, jego koncepcje zasiewają naturalny ferment nawet w gronie liberałów, co jest dobre i intelektualnie stymulujące. Obowiązkowa postać, jeżeli patrzeć przez pryzmat ciała doradczego albo eksperta. Rzecz w tym, że oryginalny „sposób bycia” i specyficzna charyzma Gwiazdowskiego sprawiają, że w wypowiedziach publicznych potrafi jawić się niczym pretensjonalna postać z Downton Abbey. To w konsekwencji sprawia, że jest niewybieralny, co potwierdzili przy krótkiej próbie wyborcy oraz scenarzyści serialu, ostatecznie obsadzając Michelle Dockery w roli Lady Mary.

Kukiz ’15 nie sposób traktować w kategorii ruchu liberalnego, choć czasami miewał takie przebłyski. Mam wrażenie, że program ruchu był zależy od tego, co liderzy polityczni robili dzień wcześniej. Liberalizm jeśli wino i rewolucja ludowa, jeśli whiskey.

Wreszcie, ostatnią osobą, która skupiła wokół siebie grupę przedsiębiorców, a także kilkukrotnie powraca na radar publiczny przy okazji różnych wyborów jest Paweł Tanajno. W moim przekonaniu to taki liberalny odpowiednik Partii Razem. „Jest mu źle i coś trzeba z tym zrobić”, ale nie kryją się za tym żadne realne i poważne propozycje.

Pułapka korwinizmu

W Polsce są 3 miliony działalności gospodarczych, a przynajmniej były jeszcze na początku 2020 roku. Biorąc pod uwagę, że do głosowania uprawnionych jest 29 milionów obywateli, stanowi to około 10 procent potencjalnego elektoratu do reprezentacji. I choć oczywiście nie każdy przedsiębiorca ideowo identyfikuje się z partią liberalną, tak należy pamiętać o tym, że jest też wiele osób nieprowadzących działalności, które chcą bardziej przyjaznego państwa, mniejszych obciążeń (np. VAT płaconego przy każdym zakupie) i prostszego prawa.

Jak to się stało więc, że przez dwie dekady nie udało się dojść do głosu środowiskom liberalnym w Polsce? Przez długi czas nazywałem to zjawisko „Pułapką korwinizmu”. I choć dziś Janusz Korwin-Mikke wprowadził do parlamentu siebie oraz grupę swoich kolegów, zastanawiam się czy to pojęcie nie jest nawet jeszcze bardziej adekwatne.

Janusz Korwin-Mikke od lat zagospodarowuje sporą część liberalnego elektoratu. Jest jednak politykiem, którego trudno traktować z należytą powagą. Miewa bardzo mądre i przenikliwe diagnozy, które na dodatek cechuje duża sprawdzalność. O tym pamiętają jego zwolennicy. Problem w tym, że na każdą taką diagnozę przypada seria kontrowersyjnych, obraźliwych, a na dodatek odbiegających od rzeczywistości bon motów, które bez mrugnięcia okiem wypowiada przy różnych okazjach. Nie tylko stawiane tam tezy, ale też kompletne nieobycie społeczne „Korwina” jest odstraszaczem dla wielu potencjalnych wyborców. Mówienie, że paraolimpiada nikogo tak naprawdę nie obchodzi, jakkolwiek pewnie wielu po cichu się z tym zgadza, to nie jest rzecz, którą wypada mówić. Tak po prostu.

Korwin jest jak krowa – nie zmienia poglądów

„Korwin” nie rozumie, że pewnych rzeczy nie należy robić, że wykraczają one poza kanon powszechnie przyjętych zachowań nie tylko z punktu widzenia człowieka, ale przede wszystkim – polityka. Rozbrajająca szczerość potrafi być intrygująca i pociągająca dla młodych ludzi, ale nierzadko działa nawet wbrew interesowi narodowemu Rzeczpospolitej. A cytaty polityka lubią przywoływać rosyjskie media.

Korwinowi-Mikke zawsze ciążyło skrzydło kontrowersyjnych poglądów społecznych, które na dodatek pogłębiło się z chwilą politycznego aliansu ze skrajnie prawicowym i niebezpiecznym w mojej ocenie środowiskiem Narodowców. W obliczu ogólnego znudzenia polską polityką wystarczyło to do zbudowania frakcji, która dostała się do Parlamentu.

Co gorsza, Konfederacja przez długi czas w tym Parlamencie jawiła się jako przykład opozycji, która najtrafniej punktuje władzę i opozycję skupione na wzajemnych przepychankach politycznych w warstwie emocjonalnej. Krzysztof Bosak w debatach politycznych sprawiał wrażenie jedynego uczestnika realnie zorientowanego w sytuacji międzynarodowej, a kontr-rozmówcy Sławomira Mentzena w debatach o gospodarce wyglądali jak dzieci we mgle z trudnością odróżniający VAT od CIT-u. Przypominam, że każda partia miała wtedy wysłać swój gospodarczy crème de la crème.

Ostatnie tygodnie dobitnie dowodzą jednak, że Konfederacja nie ma zdolności długotrwałego zagospodarowania elektoratu liberalnego. To wciąż ciekawa opcja na objęcie dziedzictwa po konserwatywnym PiS, ale kompetencje gospodarcze nie są w stanie na dłuższą metę przeciągnąć na swoją stronę 10-procentowego elektoratu przedsiębiorców, potencjalnie liberałów gospodarczych, ale też zwykle światopoglądowych. Przedsiębiorca, choć nie jest mu łatwo, to na ogół osoba bardziej zamożna od ogółu społeczeństwa, a to z kolei otwiera też umysł na kwestie światopoglądowe.

„Korwin” może natomiast, jak przez ostatnie 20 lat, skutecznie urywać te procenty potencjalnie poważnej inicjatywie. W prawie każdych wyborach on i wszystkie jego partie były pod progiem, ale to nie była marginalna liczba głosów, która na dodatek mogła i powinna zostać lepiej ukierunkowana.

Jeśli nie Korwin, to co?

Popularność Korwin-Mikkego wśród frakcji liberalnej wyborców wynika w zdecydowanej większości z braku alternatywy dla przedsiębiorców (lub sympatyków wolnej przedsiębiorczości). Widać to na przykład przy porównaniu wyborów do Parlamentu Europejskiego i Parlamentu w Polsce z 2014 i 2015 roku. Po pojawieniu się Nowoczesnej i Kukiza, „Korwin” spadł z poparcia na poziomie 7% nieznacznie poniżej 4,75%.

Analizowanie tamtej sytuacji należy traktować jednak z dużym przymrużeniem oka. Żyliśmy wtedy w cenionym europejskim kraju, o stabilnej sytuacji, w której największym problemem było to, że urzędujący prezydent nadepnął na jakieś krzesło.

Obecna scena polityczna pogrążona jest w chaosie, ale już od pewnego czasu rozpaczliwie spragniona jest nowych inicjatyw politycznych, co w naturalny sposób premiuje też Konfederację. Przedsiębiorcy rozumieją także, że należytej reprezentacji w parlamencie nie da im ani Lewica, ani PiS, ani KO. Z kolei cena popierania Konfederatów wydaje się zbyt wysoka.

Śladami PSL

W moim przekonaniu polska polityka nie powinna nigdy orientować się na mainstreamową partię liberalną, gdyż postulaty liberalne co do zasady wykluczają populizm. To znaczy tak – populizm liberalny pt. „obniżymy podatki” może dzielić się na ten przed i po Jarosławie Kaczyńskim, który drukuje i rozdaje pieniądze, jak gdyby współczesna ekonomia nigdy nie istniała.

Partia prawdziwie liberalna, jeżeli taka miałaby powstać, musi wzorować się na PSL. Pokusa zostania największą partią w Polsce nie powinna być jej celem. W zamian – szeroka zdolność koalicyjna, bardzo precyzyjnie określona grupa wyborców, możliwość sterowania polityką gospodarczą poprzez te 10% poparcia, ale za to regularnie wprowadzanego do parlamentu.

Czy widzę szanse na realizację takiej partii? Niestety nie. Leszek Balcerowicz powołał do życia bardzo ciekawy think tank pt. Forum Obywatelskiego Rozwoju, gdzie można spotkać wielu doskonale przygotowanych merytorycznie i wciąż młodych ludzi. FOR wydaje się taką naturalną kuźnią przyszłych elit partii liberalnej, choć na ten moment brakuje mi tam nieco praktyków i przede wszystkim tzw. woli politycznej.

Fot. tytułowa: Ryszard Hołubowicz, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported