W pułapce korwinizmu. Dlaczego w Polsce nie ma żadnej poważnej partii przedsiębiorców?

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (239) 01.11.2020
W pułapce korwinizmu. Dlaczego w Polsce nie ma żadnej poważnej partii przedsiębiorców?

Jakub Kralka

Ostatnie poczynania Konfederacji, Krzysztof Bosak jako flagowy okręt tego ruchu i „królewski mariaż” z Kają Godek dobitnie dowiodły polskim przedsiębiorcom, że nie jest to ruch liberalny, na który liczyli.

Bardzo szybko upadł mit partii gospodarczej, w której kontrowersyjne poglądy są tylko sposobem na pozyskanie szerszego elektoratu. Radykalne czy antyunijne hasła stały się w wydaniu Konfederacji realne jak nigdy wcześniej. Konfederacja teraz najwięcej czasu poświęca myśleniu o pożeraniu PiS-u i idzie tropem Nowoczesnej, która bardzo szybko z partii liberałów stała się partią pożerania Platformy Obywatelskiej.

Od czasu, gdy Leszek Balcerowicz zniknął z bieżącej polityki, zostając prezesem NBP, naczelnym playmakerem myśli liberalnej na polskim rynku politycznym został Janusz Korwin-Mikke. To wielkie przekleństwo polskich liberałów, ponieważ „Korwin” stał się zbyt silny, by na poważnie z nim konkurować, a zarazem zbyt niepoważny, by móc znaleźć się w kręgu realnego oddziaływania myśli wolnorynkowej.

Czym jest dzisiejszy liberalizm?

Oczywiście – liberalizm nie jest doktryną polityczną, którą przedsiębiorcy przyjmują za pewnik. Można znaleźć przedsiębiorców socjalistów, agrarystów lub o bliżej niezdefiniowanych poglądach (platformistów). Osoby prowadzące działalność gospodarczą w naturalny, instynktowny sposób ciągną jednak ku myśli liberalnej, w najszerszym stopniu rozumiejąc zagadnienia związane z podatkami, ZUS-em, księgowością czy rynkiem pracownika. Jeżeli nawet przedsiębiorca jest zwolennikiem redystrybucji dóbr czy państwa opiekuńczego, to na ogół bazując wyłącznie na własnym doświadczeniu jest w stanie wskazać patologie, z którym zetknął się w polskim systemie podatkowym czy w konfrontacji z aparatem urzędniczym.

Dlatego też w mojej ocenie współczesny liberalizm gospodarczy nie powinien być sprowadzany wyłącznie do kwestii wysokości podatków. To ważna kwestia, ale mocno usztywniająca w wysokorozwiniętych społeczeństwach Europy zachodniej. Koncepcje liberalne przedstawiane od wielu lat ewoluują, a nawet ścierają się ze sobą, ale skupiają się również na kwestiach wolności gospodarczej (Polska jest pod tym względem krajem trzeciego świata, lata świetlne za socjalistyczną Skandynawią), nadmiaru biurokracji, pozycji obywatela w relacji z urzędnikiem, urealnieniem systemu koncesji, licencji i zezwoleń.

Wysokość podatków stanowionych w Polsce to jedno, ale o wiele większą dotkliwością tychże jest stopień ich skomplikowania zależny niekiedy nawet od stanu skupienia tej samej materii. Podwójne opodatkowanie, radośnie przegłosowane niedawno w odniesieniu do spółek komandytowych. Wreszcie, ogrom ukrytych podatków w postaci abonamentu RTV, opłat przesyłowych, opłat za wywóz śmieci itd., których nie pobiera od nas państwo bezpośrednio, ale w dużych ilościach i konsekwentnie podnosząc ceny usług, z których wszyscy korzystamy. Dodajmy do tego wszechwładzę urzędników, którzy mogą zniszczyć każde przedsiębiorstwo, jednocześnie nie ponosząc z tego tytułu żadnych konsekwencji.

Podatki z liberalnej perspektywy nie powinny być wysokie, a pomoc społeczna ograniczona do minimum, ale w Polsce mądra frakcja liberalna jest w stanie realnie poprawiać jakość życia obywateli nawet jeśli ograniczy się wyłącznie do tak zwanych ozdobników.

Próby budowania polskiego liberalizmu w XXI wieku

Wiele osób przeklina Leszka Balcerowicza za terapię szokową wprowadzoną w ostatniej dekadzie XX wieku. W mojej ocenie terapia ta była oczywiście błogosławieństwem, w dużej mierze pozwalając uniknąć losu na przykład Ukrainy. Mamy w Polsce taką tendencję do gubienia się w ocenie ciągów przyczynowo-skutkowych, na przykład teraz niektórzy za ludzi umierających na parkingach szpitali obwiniają lekarzy, a nie byłego ministra Szumowskiego, a za ogólny chaos w państwie – Borysa Budkę, zamiast Mateusza Morawieckiego. Dziwi mnie zatem, że za problemy części społeczeństwa pod koniec XX wieku wini się Leszka Balcerowicza, a nie 50 lat rządów totalitarnego państwa socjalistów, którzy do tej biedy ich doprowadzili. W konsekwencji jednak słowo „liberalizm” zaczęło kojarzyć się nieco negatywnie.

XXI wiek przyniósł kilka poważniejszych podejść do budowania ruchów liberalnych, jednak wszystkie kończyły się niepowodzeniem – przynajmniej patrząc z punktu widzenia doktryny.

Platforma Obywatelska Donalda Tuska była na przykład partią, która wcale nie próbowała udawać partii liberalnej gospodarczo, ale też nie kryła sympatii do tych postulatów. Ich realizacja w praktyce sprowadzała się przez kilka lat do „firmy w jednym okienku”, bo Donald Tusk odkrył w sobie socjaldemokratę. Można to zrozumieć, ponieważ Platforma zawsze była partią mainstreamu i władzy.

Partią zorientowaną na przedsiębiorców miała być Nowoczesna. Zgadzałem się z diagnozą Ryszarda Petru i podobał mi się jego pomysł na Polskę. Kompletnie nie podobało mi się natomiast wykonanie. Po pierwsze – krótko po wyborach Petru poczuł wiatr we włosach i zaczął atak na stanowisko mainstreamowej partii władzy. Ta ideologiczna porażka skończyła się na szczęście moralnym zwycięstwem, bo główny zainteresowany dowiódł, że banksterzy potrafią kochać, a ważniejsze od niskich podatków jest dla nich ich własne serce.

Może i Ryszard Petru zapobiegł powstaniu realnej reprezentacji dla liberałów, ale dokonał czegoś ważniejszego. Udowodnił, że nawet dla świata bankierów miłość jest ważniejsza od pieniędzy czy władzy.

Bardzo ciekawą postacią na polskiej scenie liberalno-politycznej jest prof. Robert Gwiazdowski, jego koncepcje zasiewają naturalny ferment nawet w gronie liberałów, co jest dobre i intelektualnie stymulujące. Obowiązkowa postać, jeżeli patrzeć przez pryzmat ciała doradczego albo eksperta. Rzecz w tym, że oryginalny „sposób bycia” i specyficzna charyzma Gwiazdowskiego sprawiają, że w wypowiedziach publicznych potrafi jawić się niczym pretensjonalna postać z Downton Abbey. To w konsekwencji sprawia, że jest niewybieralny, co potwierdzili przy krótkiej próbie wyborcy oraz scenarzyści serialu, ostatecznie obsadzając Michelle Dockery w roli Lady Mary.

Kukiz ’15 nie sposób traktować w kategorii ruchu liberalnego, choć czasami miewał takie przebłyski. Mam wrażenie, że program ruchu był zależy od tego, co liderzy polityczni robili dzień wcześniej. Liberalizm jeśli wino i rewolucja ludowa, jeśli whiskey.

Wreszcie, ostatnią osobą, która skupiła wokół siebie grupę przedsiębiorców, a także kilkukrotnie powraca na radar publiczny przy okazji różnych wyborów jest Paweł Tanajno. W moim przekonaniu to taki liberalny odpowiednik Partii Razem. „Jest mu źle i coś trzeba z tym zrobić”, ale nie kryją się za tym żadne realne i poważne propozycje.

Pułapka korwinizmu

W Polsce są 3 miliony działalności gospodarczych, a przynajmniej były jeszcze na początku 2020 roku. Biorąc pod uwagę, że do głosowania uprawnionych jest 29 milionów obywateli, stanowi to około 10 procent potencjalnego elektoratu do reprezentacji. I choć oczywiście nie każdy przedsiębiorca ideowo identyfikuje się z partią liberalną, tak należy pamiętać o tym, że jest też wiele osób nieprowadzących działalności, które chcą bardziej przyjaznego państwa, mniejszych obciążeń (np. VAT płaconego przy każdym zakupie) i prostszego prawa.

Jak to się stało więc, że przez dwie dekady nie udało się dojść do głosu środowiskom liberalnym w Polsce? Przez długi czas nazywałem to zjawisko „Pułapką korwinizmu”. I choć dziś Janusz Korwin-Mikke wprowadził do parlamentu siebie oraz grupę swoich kolegów, zastanawiam się czy to pojęcie nie jest nawet jeszcze bardziej adekwatne.

Janusz Korwin-Mikke od lat zagospodarowuje sporą część liberalnego elektoratu. Jest jednak politykiem, którego trudno traktować z należytą powagą. Miewa bardzo mądre i przenikliwe diagnozy, które na dodatek cechuje duża sprawdzalność. O tym pamiętają jego zwolennicy. Problem w tym, że na każdą taką diagnozę przypada seria kontrowersyjnych, obraźliwych, a na dodatek odbiegających od rzeczywistości bon motów, które bez mrugnięcia okiem wypowiada przy różnych okazjach. Nie tylko stawiane tam tezy, ale też kompletne nieobycie społeczne „Korwina” jest odstraszaczem dla wielu potencjalnych wyborców. Mówienie, że paraolimpiada nikogo tak naprawdę nie obchodzi, jakkolwiek pewnie wielu po cichu się z tym zgadza, to nie jest rzecz, którą wypada mówić. Tak po prostu.

Korwin jest jak krowa – nie zmienia poglądów

„Korwin” nie rozumie, że pewnych rzeczy nie należy robić, że wykraczają one poza kanon powszechnie przyjętych zachowań nie tylko z punktu widzenia człowieka, ale przede wszystkim – polityka. Rozbrajająca szczerość potrafi być intrygująca i pociągająca dla młodych ludzi, ale nierzadko działa nawet wbrew interesowi narodowemu Rzeczpospolitej. A cytaty polityka lubią przywoływać rosyjskie media.

Korwinowi-Mikke zawsze ciążyło skrzydło kontrowersyjnych poglądów społecznych, które na dodatek pogłębiło się z chwilą politycznego aliansu ze skrajnie prawicowym i niebezpiecznym w mojej ocenie środowiskiem Narodowców. W obliczu ogólnego znudzenia polską polityką wystarczyło to do zbudowania frakcji, która dostała się do Parlamentu.

Co gorsza, Konfederacja przez długi czas w tym Parlamencie jawiła się jako przykład opozycji, która najtrafniej punktuje władzę i opozycję skupione na wzajemnych przepychankach politycznych w warstwie emocjonalnej. Krzysztof Bosak w debatach politycznych sprawiał wrażenie jedynego uczestnika realnie zorientowanego w sytuacji międzynarodowej, a kontr-rozmówcy Sławomira Mentzena w debatach o gospodarce wyglądali jak dzieci we mgle z trudnością odróżniający VAT od CIT-u. Przypominam, że każda partia miała wtedy wysłać swój gospodarczy crème de la crème.

Ostatnie tygodnie dobitnie dowodzą jednak, że Konfederacja nie ma zdolności długotrwałego zagospodarowania elektoratu liberalnego. To wciąż ciekawa opcja na objęcie dziedzictwa po konserwatywnym PiS, ale kompetencje gospodarcze nie są w stanie na dłuższą metę przeciągnąć na swoją stronę 10-procentowego elektoratu przedsiębiorców, potencjalnie liberałów gospodarczych, ale też zwykle światopoglądowych. Przedsiębiorca, choć nie jest mu łatwo, to na ogół osoba bardziej zamożna od ogółu społeczeństwa, a to z kolei otwiera też umysł na kwestie światopoglądowe.

„Korwin” może natomiast, jak przez ostatnie 20 lat, skutecznie urywać te procenty potencjalnie poważnej inicjatywie. W prawie każdych wyborach on i wszystkie jego partie były pod progiem, ale to nie była marginalna liczba głosów, która na dodatek mogła i powinna zostać lepiej ukierunkowana.

Jeśli nie Korwin, to co?

Popularność Korwin-Mikkego wśród frakcji liberalnej wyborców wynika w zdecydowanej większości z braku alternatywy dla przedsiębiorców (lub sympatyków wolnej przedsiębiorczości). Widać to na przykład przy porównaniu wyborów do Parlamentu Europejskiego i Parlamentu w Polsce z 2014 i 2015 roku. Po pojawieniu się Nowoczesnej i Kukiza, „Korwin” spadł z poparcia na poziomie 7% nieznacznie poniżej 4,75%.

Analizowanie tamtej sytuacji należy traktować jednak z dużym przymrużeniem oka. Żyliśmy wtedy w cenionym europejskim kraju, o stabilnej sytuacji, w której największym problemem było to, że urzędujący prezydent nadepnął na jakieś krzesło.

Obecna scena polityczna pogrążona jest w chaosie, ale już od pewnego czasu rozpaczliwie spragniona jest nowych inicjatyw politycznych, co w naturalny sposób premiuje też Konfederację. Przedsiębiorcy rozumieją także, że należytej reprezentacji w parlamencie nie da im ani Lewica, ani PiS, ani KO. Z kolei cena popierania Konfederatów wydaje się zbyt wysoka.

Śladami PSL

W moim przekonaniu polska polityka nie powinna nigdy orientować się na mainstreamową partię liberalną, gdyż postulaty liberalne co do zasady wykluczają populizm. To znaczy tak – populizm liberalny pt. „obniżymy podatki” może dzielić się na ten przed i po Jarosławie Kaczyńskim, który drukuje i rozdaje pieniądze, jak gdyby współczesna ekonomia nigdy nie istniała.

Partia prawdziwie liberalna, jeżeli taka miałaby powstać, musi wzorować się na PSL. Pokusa zostania największą partią w Polsce nie powinna być jej celem. W zamian – szeroka zdolność koalicyjna, bardzo precyzyjnie określona grupa wyborców, możliwość sterowania polityką gospodarczą poprzez te 10% poparcia, ale za to regularnie wprowadzanego do parlamentu.

Czy widzę szanse na realizację takiej partii? Niestety nie. Leszek Balcerowicz powołał do życia bardzo ciekawy think tank pt. Forum Obywatelskiego Rozwoju, gdzie można spotkać wielu doskonale przygotowanych merytorycznie i wciąż młodych ludzi. FOR wydaje się taką naturalną kuźnią przyszłych elit partii liberalnej, choć na ten moment brakuje mi tam nieco praktyków i przede wszystkim tzw. woli politycznej.

Fot. tytułowa: Ryszard Hołubowicz, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported 

239 odpowiedzi na “W pułapce korwinizmu. Dlaczego w Polsce nie ma żadnej poważnej partii przedsiębiorców?”

  1. Ale z drugiej strony Konfederacja jako jedyna daje nadzieję, że coś w kwestii podatków może się zmienić na lepsze. 80% Polaków głosuje na PiS i PO, więc to i tak przegrana sprawa.

          • PiS PO – jedno zło. Jedna z tych partii musi być w opozycji i głosować przeciw tej drugiej. Tymczasem ich poglądy na gospodarkę są identyczne, a różnią się tylko w kwestiach światopoglądowych.

          • Trochę tak trochę nie. PO było bardziej za prywatyzacją (określaną przez PIS jako „dziką”) a PIS jest za repolonizacją (na której wychodzimy jak Zabłocki na mydle).

            Jako kapitalista i wolnościowiec bardziej stoję „za PO” – biznes powinien być biznesem nie polityką.

      • KO pewnie głosowało za tym, tylko dlatego, że wiedzieli, że przegrają i sobie takimi głosowaniami nabijają elektorat, który naiwnie uwierzy w ich dobre intencje, ewentualnie nie chcieli dać mediom pożywki do pisania artykułów w tonie PiS i KO znów głosują tak samo. Oni już mieli nie raz okazję podnieść kwotę wolną gdy byli większością w sejmie kilka lat temu i jakoś nigdy nie przeszedł taki projekt.

      • PO jest za podniesieniem kwoty wolnej dopiero po 2015 roku. Jak wcześniej Korwin czy PiS kryzczeli, że trzeba podnieść, to PO odrzucało.

    • Parafrazując Jakuba Kralkę, Konfederacja to parta ideologicznych oszołomów i nigdy nie przebije się ani do mainstreamu, ani nie ma szerokich możliwości koalicyjnych.

      Co z tego, że będzie mieć ciekawy liberalny program gospodarczy, jeśli wszystko przykryje Mikke jako ruski troll albo Boask tańczący tango z Godek.

  2. nadmiaru biurokracji

    Swoją drogą mało kto w Polsce rozumie, że to odnosi się do nadmiaru przepisów i procedur, a nie liczby urzędników. Dajmy na to w USA jest per capita 4 razy więcej urzędników niż w Polsce. Dzięki czemu sprawy jest załatwić szybciej i łatwiej.

    • No cóż. To trzeba znieść ogrom tych przepisów, uprościć podatki, zmniejszyć ilości zbędnych procedur biurokratycznych no i na końcu zmniejszyć liczbę urzędników. Państwo na tym tylko zyska.

    • No co Ty! Przecież „biurwy za tysionce we tych użyndach siedzom i tylko kawem pijom”. Burdel i powolność w polskiej administracji spowodowane są paradoksalnie za małą liczbą urzędników w kluczowych sektorach administracji publicznej, brakiem specjalistów z kierunkowym wykształceniem (przypomnijmy, że na stanowisko urzędnicze wystarczy średnie lub wyższa szkoła obierania ziemniaków), nadmiarem ciepłych posadek dla pociotków typu główny specjalista ds. zamawiania tonerów do ksero i gównianym (nie bójmy się tego tak nazywać) prawem, które powoduje, że każda gmina ma swoją praktykę.
      Specjalistów jest jak na lekarstwo, bo nikt „normalny” nie będzie pracował za takie pieniądze – boleśnie widać to np. w inspekcji sanitarnej, inspekcji budowlanej, pomocy społecznej i wielu innych.

      • per capita oznacza właśnie na głowę mieszkańca. Próbowałem znaleźć dokładne dane, skąd @vartec:disqus to wziął, ale przynajmniej w bazie OECD nie umiem tego odszukać.

        • Wpisz w google: „usa number of federal employees” – i masz:

          When all of these are combined, the federal government is asserted to comprise slightly more than 9 million workers—or almost 6% of the total U.S. workforce of 156.92 million in 2019.

          Trochę szczegółów:

          Across the U.S., nearly 24 million people—a little over 15% of the workforce—are involved in military, public, and national service at the local, state and federal levels. Of this number, approximately 16 million are employed in state and local governments. The federal government numbers include active duty military personnel and U.S. Postal Service workers. The U.S. military has about 1.4 million active duty service members and another 800,000 reserve forces. There are approximately 800,000 postal workers. Beyond the military and the postal service, 2 million people—just over 1% of the U.S. workforce or 0.6% of the total population—are permanently employed by the federal government. More than 70% of the federal workforce serves in defense and security agencies like the Department of Defense, the intelligence community agencies, and NASA.

          ps. to się nie wyklucza – bo część pracuje część współpracuje jako podwykonawca itd. (a mowa o sile nabywczej w tym akapicie więc te 24 mln może być mylące).

          Generalnie jakbyś chciał uzyskać bardzo dokładne dane liczbowe to są one publicznie dostępne – tak u nich działa prawo do informacji. Dowiesz się nawet ile pań klozetowych pracuje w rządowych kiblach. Serio. Kwestia wyklikania w odpowiednich rejestrach ;)

          • Federalni to tylko część. Większość spraw załatwia się z urzędnikami hrabstwa albo stanu. Choćby w cholernym DMV…

          • O tym masz dalej przecież ;p
            „nearly 24 million people—a little over 15% of the workforce—are involved in military, public, and national service at the local, state and federal levels. „

    • Z jednej strony się zgadzam, ale z drugiej argument o Stanach nie jest idealny, bo to państwo federalne, w którym są urzędnicy lokalni, stanowi i krajowi.

  3. Artykuł ciekawy ale nie pokazuje całości problemu. Pomija np ruch partie Palikota. Konfederacja jest partią ultrakatolicką i zbyt skrajną, żeby mogła się z nią identyfikować większa część wyborców. Dla części wyborców wolność osobista stoi wyżej niż wolność gospodarcza, więc jeśli nie ma tej pierwszej nie można myśleć o tej drugiej. Konfederacja nie oferuje wolności osobistej. Moim zdaniem powinna powstać nowa partia będąca partią liberalną światopoglądowo i liberalną gospodarczo. Wtedy mogłaby przyciągać elektorat pozostałych partii poza PISem będącym jej całkowitym przeciwieństwem

    • Interesują się polityką od 2016 roku i aż sprawdziłem program Ruchu Palikota by udowodnić że nie miał programu liberalnego – ale okazało się że żyłem w błędzie i rzeczywiście miał parę umiarkowanie liberalnych gospodarczo postulatów (a przynajmniej wg wikipedii). Nie jest to skrajny liberalizm jak Korwina/Mentzena, ale w sumie to całkiem sensowny.
      Nie zgodziłbym się jednak co do wolności osobistej – nie można tego zrównywać tylko z kwestiami światopoglądowymi jak aborcja. Dla korwinistów ważniejszą kwestii wolności osobistej może być np cenzura – a ta jest niestety już obecna w internecie chociażby na youtubie i wywodzi się z szeroko rozumianej progresywnej strony sceny politycznej.
      A artykuł, chociaż ciekawy, okazał się koniec końców chyba głównie reklamą think thanka Balcerowicza. xD

      • „A artykuł, chociaż ciekawy, okazał się koniec końców chyba głównie reklamą think thanka Balcerowicza” – dobra uwaga :D. Co do wolności osobistej oczywiście nie miałam tu na myśli tylko wolności do decydowania w sprawie aborcji, która to należy do wolności osobistej. Wspomniałeś np. o wolności słowa to np. Bosak twierdzi, że wolność słowa powinna być ograniczone jeśli mówimy o religii katolickiej, czyli nie możemy tu mówić o wolności słowa. W „Nowym Porządku” Boska pisze: „„Kultura chrześcijańska stanowi rdzeń funkcjonowania Polski jako wspólnoty politycznej od momentu powstania naszego państwa (…) Dlatego naturalną koniecznością jest ufundowanie sprawiedliwego, a zarazem przystającego do polskiej wspólnoty ładu państwowego w oparciu o normy wynikające z chrześcijaństwa”. – ten postulat jest zaprzeczeniem wolności osobistej religia katolicka miałaby wejść do porządku pranego co w konsekwencji tworzy coś na wzór katolickiego szariatu, Konfederacja nie jest np. za związkami partnerskimi – tym samym odmawia prawa do wolności osobistej osobom homoseksualnym itd. IMO konfederacja jest zaprzeczeniem wolności osobistej, chyba, że jesteś ultrakatolickim mężczyzną wtedy wolność osobista będzie ograniczana pozostałym grupom społecznym ale do czasu bo imo jeśli ktoś się interesuje się czyjąś d*** za chwile może zainteresować się twoją ;)

        • „Kultura chrześcijańska stanowi rdzeń funkcjonowania Polski jako
          wspólnoty politycznej od momentu powstania naszego państwa (…) Dlatego
          naturalną koniecznością jest ufundowanie sprawiedliwego, a zarazem
          przystającego do polskiej wspólnoty ładu państwowego w oparciu o normy
          wynikające z chrześcijaństwa”.

          Popełniasz ten sam błąd co Bosak i inni chrześcijaństwo utożsamiając tylko i wyłącznie z katolicyzmem – to raz.

          Dwa:

          Normy wynikające z chrześcijaństwa – owszem,to może być i katolicki szariat,ale wcale NIE MUSI – ot równie dobrze może być to dekalog,a jeśli komuś nie podoba się zakaz krzywoprzysięstwa,zabijania czy kradzieży to co ja mogę powiedzieć… niech siedzi.

          A wybacz ale nie podobają mi się wartości lewicy sprowadzające się koniec końców do tego że obywatel jest własnością – niewolnikiem państwa i jego organów podających się za społeczeństwo.

          • zdaję sobie sprawę, że chrześcijaństwo jest pojęciem szerszym niż katolicyzm ale chciałam odnieść się do naszego kręgu kulturowego stąd porównanie.
            Ogólnie wprowadzenie prawa religijnego w świeckim państwie stoi w sprzeczności z wolnością osobistą, stwarza realne niebezpieczeństwo sprawowanie władzy przez katolickich ekstremistów oraz stworzeniu wyznaniowego systemu prawnego wzorowanego na szariacie znanego z państw islamskim. Nawet wspomniany przez Ciebie dekalog, którego wprowadzenie w świeckim prawie nie budziłoby w Tobie sprzeciwu przypomnę wygląda tak:
            Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną.
            Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno.
            Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
            Czcij ojca swego i matkę swoją.
            Nie zabijaj.
            Nie cudzołóż.
            Nie kradnij.
            Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
            Nie pożądaj żony bliźniego twego,
            Ani żadnej rzeczy, która jego jest.
            Zastanów się na spokojnie czy chciałbyś żyć w takim kraju i czy aby na pewno chciałbyś mieć takie prawo w państwie świeckim. Pozdrawiam

          • Czego najbardziej brakowałoby ci w państwie, którego prawo opiera się na Dekalogu? (spoiler alert: to wciąż spora część Europy)
            Przywłaszczania cudzego mienia, kłamania w sądzie czy ruchania cudzych małżonków, a może poniżania starszych rodziców?
            Rozumiem, że dwa pierwsze przykazania jako, jak rozumiem, osobę niewierzącą, nie mają dla ciebie zastosowania, „nie cudzołóż” pewnie też problematyczne *wink*, ale co właściwie można mieć przeciwko pozostałym?

          • Ale jeśli kodyfikujemy dekalog, to kodyfikujemy dekalog, a to jest 10 przykazań, a nie siedem i pół. Co oznacza, że cudzych bogów mieć ci nie wolno (a zajrzyj sobie do katechizmu, jakimi czynami można złamać to przykazanie), a samo użycie Imienia Boskiego staje się karalne. Dni święte masz spędzać w kościele.
            I dopiero po skodyfikowaniu tych trzech zasad można się zajmować kolejnymi, coraz mniej ważnymi punktami.

          • Kościół katolicki, wbrew temu, co myśli głupiutka lewica, już dosyć dawno temu stracił zainteresowanie tworzeniem państw teokratycznych, a i klimat polityczny na świecie nigdzie nie sprzyja takim rozwiązaniom w wersji chrześcijańskiej. Porównywanie zapędów katolików do wpłyniecia na kształt prawa w paru kluczowych dla nich kwestiach do wprowadzania fanatycznego zamordyzmu na kształt szariatu to absurd i nonsens, albo przejaw skrajnie złej woli.

          • > Kościół katolicki, […] już dosyć
            dawno temu stracił zainteresowanie tworzeniem państw teokratycznych
            O’really? Może ktoś zapomniał powiedzieć ministrowi Czarnkowi.

            Btw. wiesz, że przestępstwa przeciwku życiu, zdrowiu i mieniu są napiętnowane już w kodeksie Hammurabiego, który jest starszy od Starego Testamentu? Z kolei, nie ma w dekalogu słowa przeciwko niewolnictwu, co jest podstawową cechą współczesnego systemu moralnemu na zachodzie. „Żona” jest jednym tchem wymieniona „z innymi rzeczami, które jego są”…
            Jak widzisz, nasza moralność rozjechała się z dekalogiem: pomijamy pierwsze 3, dopuszczamy łamanie szóstego i ósmego, dziewiąte prowokuje niepokojące wnioski…

            Kodeks karny daleko się rozjechał z dekalogiem.

          • Minister Czarnek to nie Kościół, nawet jeżeli jest przekonany że jego działania są słuszne w myśl kościelnego nauczania i nawet jeżeli częściowo tak rzeczywiście jest.

            Co do żony i jednego tchu, skoro Dekalog (jak i cała Biblia) został sformułowany w starożytności i z różnych względów pozostawiony w oryginalnej formie, to posiada nalot ówczesnej kultury, co nie znaczy, że jego rozumienie nie będzie ewoluować w miarę upływu czasu, pachnie mi to zwykłym czepianiem się słówek.

            Co do niewolnictwa: cienki zarzut, znowu w starożytnym świecie było ono naturalnym elementem rzeczywistości i nic dzisiaj nie pomoże zaklinanie tego faktu. Natomiast 10 przykazań jest rozszerzeniem dwóch pierwotnych i najważniejszych – miłości Boga i bliźniego. Ponieważ ludzie są bardzo tępogłowi, konieczne było jeszcze zdefiniowanie przez Jezusa kto jest ‚bliźnim’ – szokująca odpowiedź – każdy. Oczywiście ludzie, również chrześcijanie, dla własnych interesów potrafią uzasadnić wszystko, stąd nowożytne niewolnictwo, ale w istocie myśli chrześcijańskiej nie ma na nie miejsca.

            Warto tu również zauważyć, w kontekście aktualnej dyskusji, że podstawą, a raczej uzasadnieniem dla niewolnictwa, tak dzisiaj histerycznie wspominanego, było odmówienie grupom ludzi człowieczeństwa na podstawie widzimisiów i racji biznesowych silniejszych od nich. Jak dla mnie, brzmi znajomo.

            Nawet zakładając, że kodeks karny miałby się opierać bezpośrednio na dekalogu, (a o tym w rzeczywistości nikt nie mówi) nie widzę powodu, aby zmuszać niewierzących do wypełniania obowiązków względem Boga, w którego nie wierzą. W wierze, zwłaszcza katolickiej, zwłaszcza ostatnimi czasy, podkreśla się bardzo mocno, że cała relacja z Bogiem ma się odbywać w całkowitej wolności jednostki. Zmuszanie kogokolwiek, i nie mam tu na myśli opresyjnego państwa teokratycznego, tylko choćby zwykłe męczenie buły dzieciom, które nie podłapały wiary przez zaangażowanych rodziców, nie tylko nie ma sensu, ale zwykle odnosi skutek przeciwny do zamierzonego, bo człowiek jest przekorny.

            Natomiast co do kodeksu Hammurabiego, jestem przekonany że takie przebłyski od zawsze wynikały u ludzkości z wewnętrznie osadzonego prawa naturalnego i zawsze czasy były tym lepsze, im bardziej prawo stanowione odzwierciedlało prawo naturalne. Oczywiście ludzie, w imię swoich partykularnych interesów i z każdej opcji ideowej, zawsze starali się dostosować prawo jak najbardziej do swojej wygody, zamiast do tego, co słuszne.

        • Zgadzam się, że Konfederacja nie zapewnia wolności osobistych, z czego argument o LGBT jest tutaj dowodem wystarczającym, ale przy tym nie jest z nimi tak tragicznie jak się mówi, ład oparty o normy chrześcijańskie jest pojęciem ogólnym i ultrakatolicy/antykonfederaci mogą z tego wnioskować przymus nauki religii i stosowania dekalogu, ale w istocie chodzi tutaj głównie o dwie kwestie – uznanie aborcji za zabójstwa i aktów homoseksualnych za grzech. I stąd brak zgody na małżeństwa homoseksualne i adopcje dzieci przez nie. Przy tym nie zakazują oni nikomu myśleć inaczej, wprost głoszą że powinny być szkoły z religią i szkoły z edukacją seksualną i rodzice powinni sami decydować gdzie chcą posłać dzieci.
          A organizacje lewicowe nie tylko nazywają Konfederację faszystami i chcą jej delegalizacji, ale nawet robią coś tak dziwnego jak ogłaszanie faszystką Monikę Jaruzelską za przeprowadzenie wywiadu z Grzegorzem Braunem, czy doprowadzanie do ocenzurowania jej wywiadu z Rafałem Ziemkiewiczem. I to sprawia, ze wiele osób, dla których sprawy LGBT nie są istotne (nie są to tylko ultrakatolicy) będą podświadomie popierać konfederację w walce z lewicową cenzurą.
          Można gdybać, że gdyby Konfederacja doszła do władzy do robiłaby straszliwą ultrakatolicką cenzurę, ale to tylko gdybanie, nie ma na to dowodów. Ale sam program który zacytowałaś jest dość ogólny, chociaż oczywiście nie ma też dowodów na to, że by czegoś takiego nie wprowadzili. Ale (na szczęście) samodzielne rządy Konfederacji to chyba za naszego życia nam nie grożą.

  4. Odpowiedź jest prosta – Korwin ma za zadanie doprowadzić do tego, aby żadna partia prawicowa nie zdobyła sensownego wyniku w wyborach. Na razie, poza „wpadką” z konfederacją, idzie mu świetnie…

  5. Panie redaktorze, jeśli prawdą jest to, że przedsiębiorcy wraz z rodzinami nie zagłosowali na Gwiazdowskiego bo wolą kiepski system podatkowo-prawny niż mieć w rządzie kogoś kto ma pretensjonalny ton wypowiedzi, to muszę powiedzieć, że nie mam pojęcia jak ten kraj jeszcze nie zbankrutował skoro przedsiębiorcy to idioci.

    • Przeciętny wyborca nie wiedział, kto to jest Gwiazdowski, do tego nie udało się zarejestrować Polski Fair Play we wszystkich okręgach wyborczych.

      • Ale ja nie mówię o przeciętnych wyborcach tylko o przedsiębiorcach, którzy ponoć przeglądają ofertę partii bo w kraju pod względem prowadzenia działalności gospodarczej jest fatalnie.

        • To zależy, czy człowiek identyfikuje się przede wszystkim jako przedsiębiorca. Jeśli identyfikuje głównie się na przykład jako katolik i podoba mu się oferta PiSu, to zagłosuje na nich, jeśli jest rolnikiem to pewnie na PSL, jeśli ktoś prowadzi firmę, ale najważniejsze są dla niego wartości narodowe, to zagłosuje na Konfederację itd. Są również przedsiębiorcy, którzy głosują na Lewicę, może nie z powodów gospodarczych, a na przykład światopoglądowych.

          • No to najwyraźniej albo w kraju pod względem prowadzenia działalności nie jest tak źle jak każdego dnia opisuje bezprawnik, albo po prostu przedsiębiorcy wolą wypruwać sobie żyły ale żeby tylko rządziła opcja, które twierdzi, że ma takie wartości jak oni.

  6. Chciałbym tylko autorowi przypomnieć, że machnął się w obliczeniach potencjalnego elektoratu partii wolnorynkowej. 3 mln DG to nie znaczy, że mamy 3 mln przedsiębiorców, to znaczy, że bardzo często omija się umowę o pracę przez umowę B2B, bo jest to bardziej korzystne finansowo dla obu stron. Jeśli założymy, że taka partia to nie jest nawet 10%, a wręcz przeciwnie, część osób zepchnięta na B2B chciałaby mieć umowy o pracę (np. ratownicy medyczni), to faktycznie partii liberalnej pozostaje rola planktonu.

  7. Nie umniejszałbym poparcia dla ruchu Gwiazdowskiego. 74 tysiące przy 6 okręgach z 13, to już dawałoby z proporcji około 150 tysięcy przy wszystkich okręgach. To już znaczący ruch, nawet przy tych wynikach mógłby np. pójść do wyborów parlamentarnych z Kukizem i dostać się do sejmu z wynikiem wyższym niż Konfederacja.
    A przecież ten wynik mógłby przy starcie we wszystkich okręgach wyborczych być jeszcze wyższy, bo teraz wielu ludzi nie głosowało na Polskę Fair Play zakładając że i tak by się nie dostali przy starcie z 6 okręgów. Do tego dochodził brak dodatkowej reklamy w postaci udziału w debatach i generalnie większej liczby minut w mediach jako komitet ogólnokrajowy, oraz ewidentne zniechęcenie Gwiazdowskiego, któremu po prostu się nie chciało od momentu w którym nie zarejestrował komitetu ogólnokrajowego.
    Wg badań przepływów wyborców około 300 tysięcy wyborców konfederacji z wyborów parlamentarnych zagłosowało w wyborach prezydenckich na Szymona Hołownię, który żadnego liberalnego gospodarczo postulatu nie miał w swoim programie. Gwiazdowski spokojnie mógłby przejąć od Konfederacji więcej wyborców niż Hołownia, nie tylko tych „umiarkowanie antysystemowych konserwatystów”, ale też właśnie tych liberalnych, jednocześnie przejmując wielu wyborców Kukiza. W wyborach prezydenckich nie miałby szans z Hołownią, ale jego nie było jeszcze w parlamentarnych, więc myślę że nawet gdyby Gwiazdowski szedł sam do wyborów to miałby szansę na wynik lepszy od Konfederacji (nie przy wspólnym starcie, ale od jej ostatniego wyniku). A jakby już dostał się do parlamentu to Hołownia byłby mu mniej straszny. Wiadomo, nie dałoby mu to pewnego miejsca w sejmie po 4 latach, ale przecież Hołownia ma jeszcze trudniej utrzymać przy sobie elektorat kiedy nie ma go w sejmie.
    W wyborach do PE zawiódł brak struktur, ale długoterminowo Gwiazdowski niestety okazał się zbyt niecierpliwy jak na politykę i prawdopodobnie zniweczył szansę na liberalną partię przez najbliższe 8 lat. Bo przy skrajnie antysystemowej Konfederacji i lekko antysystemowym Hołowni nie ma miejsca na kolejną antysystemową partię, a z poparciem samych liberałów bez wyborców antysystemowych żadna partia do sejmu nie wejdzie.

    • Zgadza się,niestety ten facet był po prostu skrajnie niecierpliwy. To tylko .Nowoczesna (planowana jako „łódź ratunkowa dla PO”) – z wielkim wsparciem mediów została rozdmuchana od zera do 20% z niczego, normalnie budowanie jakiejkolwiek siły politycznej to są lata. Tym bardziej STABILNEJ siły politycznej,bo wiemy co się stało z Kukiz’15,Palikotem czy wreszcie .Nowoczesną.Efemerydy.

      Niecierpliwość można wyjaśnić tym,że co prawda pracował i dla firm ale głównie od razu jako członek zarządu – porównując to nawet z Korwinem który sam i którego rodzina jakieś małe firemki kręcą to jest nieco mniej. Facet miał znajomości z szefami wielkich firm itd i oczekiwał,że przyjdzie na gotowe. Nie ma tak dobrze i w sumie to nawet dobrze – ponieważ ewentualna partia liberalna powinna wspierać DROBNĄ przedsiębiorczość a nie wielkie korporacje.

  8. Wydaje mi się, że najczęściej między poglądami liberalnych polskich wyborców a XIX wiecznym ultraliberalizmem Korwina, rodem z Alabamy, przepaść jest większa niż między ich poglądami a programem np. SLD. Dość często są to również osoby, dla których jego zaściankowe przekonania społeczne są nie do przyjęcia, podobnie jak styl „na błazna”. Konfederacja? no way – co mówią o pracownikach z Ukrainy? – tym, co łączy tych ludzi i ich wyborców raczej nie są poglądy liberalne, nawet jeśli jeszcze o tym nie wiedzą + bzdurne poglądy społeczne. Zresztą obie grupy są bardzo słabe koalicyjnie. Obawiam się, że raczej jesteśmy skazani na grupy liberalnego nacisku w ramach partii mainstreamowych – jeżeli są skuteczne, to też jest to jakieś rozwiązanie, np. amerykańskie – w sumie nie gorsze niż nacisk ze strony dużo słabszego koalicjanta. Gorzej, że skuteczne nie są, co pokazały przygotowywany n lat pakiet dla przedsiębiorczości w wykonaniu PO i polityka rozdawnictwa prowadzona przez PIS.

  9. Do tej pory wszystkie partie wspierały i wspierają firmy oraz bogatych a najlepszym dowodem jest degresywny system podatkowy. Nic dodać, nic ująć.

    Natomiast przedsiębiorcy w swojej masie łapią się na durny argument „państwo przepierdala pieniądze z podatków”, który jest nieziemsko durny, zwłaszcza, że ci sami przedsiębiorcy oczekują jednocześnie sprawnego państwa (wymagającego sprawnej administracji).

  10. „Jak to się stało że przez dwie dekady nie udało się dojść do głosu środowiskom liberalnym w Polsce”
    XD

  11. KOMPAS POLITYCZNY ma więcej osi

    konfederacja jest liberalna gospodarcza, ale konserwatywna społecznie…
    i nie ma tu sprzeczności.

    a pis jest zarówno zamordystyczny gospodarczo i światopoglądowo, zają miejsce tzw. Starych Socjalistów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *