Influencerka była tak oburzona wyrokiem ws. aborcji, że zaczęła reklamować baton proteinowy. Producent zerwał współpracę – i dobrze

Gorące tematy Codzienne dołącz do dyskusji (292) 25.10.2020
Influencerka była tak oburzona wyrokiem ws. aborcji, że zaczęła reklamować baton proteinowy. Producent zerwał współpracę – i dobrze

Paweł Mering

Zerwanie współpracy, wyrok Trybunału Konstytucyjnego dot. aborcji i… reklama batona. Jak można zareagować na wyrok TK w sprawie aborcji płodu z powodów patoembriologicznych? Można się oburzyć (jak ja), można przyklasnąć, a można też… zareklamować baton na Instagramie. 

Wyrok TK i… reklama batona

Po wpisującym się w mojej opinii w formułę Radbrucha wyroku TK (skrót proszę sobie samemu rozwinąć), na ulicę wyszła znaczna część społeczeństwa. Niezależnie od płci, wieku, wyznania, a nawet politycznych poglądów. Wbrew temu, co podaje się w państwowych mediach, niezadowolenie wyraża nie kilkaset, a mnóstwo ludzi – liczyć ich można w tysiącach, bądź w dziesiątkach tysięcy – w całej Polsce.

Nie o protestach jednak dzisiaj, a o wyjątkowo nieetycznej próbie zrobienia biznesu.

Olimp Sport Nutrition właśnie zerwał współpracę z influencerką, która zachowała się wybitnie kontrowersyjnie. Chodzi tutaj o trenerkę fitnessową Joannę Majkę, która występuje pod pseudonymem Fitbadurka.

Influencerka tuż po wydaniu wyroku TK dodała post, w którym napisała:

Dziś trudny dla mnie dzień. Jak i dla każdej kobiety, ale nie będę już tutaj dodatkowo poruszała tego tematu, bo wszystko macie w stories. Jest mi zwyczajnie przykro, że kraj który tak kocham robi nam taką krzywdę. Chcę mieć wybór…

To jednak nie koniec wypowiedzi. Tak, dobrze się domyślacie.

Nieetyczna reklama?

… nie pozostaje mi nic innego, jak osłodzić sobie ten dzień! Zdecydowanie moje ulubione batony! Pamiętajcie o rabacie z kodem: fitrodzinka na wszystkie słodycze, witaminy i suplementy na olimpsport.com/pl

Producent – jak informuje źródłowy serwis – zerwał współpracę z instagramerką. Producent wyjaśnił, że

Materiał pojawił się na jej profilu bez naszej wiedzy i akceptacji. Nie zgadzamy się na taki styl komunikacji.

Wobec kobiety wylała się fala hejtu. Nie powiem, że słuszna – bo na hejt nikt nie zasługuje – natomiast w pewnym sensie w ogóle niezaskakująca. Olimp Sport Nutrition oczywiście potępia wszelkie formy nienawiści w internecie, w tym wypadku skierowane w influencerkę.

Zakaz aborcji po wyroku Trybunału Konstytucyjnego:

Skandal?

Zachowanie instagramerki jest w mojej opinii przede wszystkim nieprzemyślane. W momencie, gdy – abstrahując od epidemii koronawirusa – ludzie wychodzą na ulicę w liczbie, którą niedługo porównywać będzie można chyba tylko do protestów z lat 80 i 90, słowa – szczególnie te wypowiadane publicznie – należy szczególnie ważyć.

Nie chodzi tutaj oczywiście o zabieranie komuś wolności wypowiedzi. Na omawianym przykładzie widać jednak, że konsekwencje mogą być dotkliwe. I nie chodzi mi tutaj jedynie o reakcję społeczną. Jeszcze raz podkreślę – fala hejtu i wyzwisk skierowana w stronę instagramerki nie może być pochwalana.

Niemniej zakończenie współpracy z fitnessową influencerką przez producenta, który pozycję na rynku ma niewątpliwe silną, to odczuwalna kara. I na taką niewątpliwie zasłużyła.

292 odpowiedzi na “Influencerka była tak oburzona wyrokiem ws. aborcji, że zaczęła reklamować baton proteinowy. Producent zerwał współpracę – i dobrze”

  1. Jak dla mnie to ani producent, ani ta influ znana nie jest. Zresztą, całe to influencerstwo funta kłaków warte, a ktoś to to łyka sam sobie winny, że daje sobą manipulować.

  2. Coś mi się zdaje, że na tej całej sprawie Kościół straci bardziej niż na pedofili. Bo księdza pedofila mało kto widział, natomiast ich oficjalne stanowisko w sprawie aborcji jest jasne i zmienić się nie może (może prywatnie mają inne, ale to nieistotne). Więc jak jedna z drugą parafianka nie dostanie rozgrzeszenia za udział w demonstracjach czy choćby ich popieranie, to tzw. selektywnym katolikom oczy się zaczną otwierać.

    Żeby była jasność, nie popieram demonstracji w kościołach oraz zakłócania obrzędów religijnych. Rozumiem, że ładunek emocji jest duży, natomiast akurat to nie Episkopat nakazał TK wydać taki wyrok, a z wypowiedzi jego przedstawicieli można wyczytać, że wyrządzono im tym niedźwiedzią przysługę w trudnym dla wszystkich momencie.

    • Ile kościołów zostało w naszym kraju w ostatnich latach zniszczonych? Ilu katolików został pobitych za okazywanie swojej religijności?

      • Jeśli chodzi o graffiti, to trochę takich kościołów by się znalazło. Tak samo wandalizm na cmentarzach był swego czasu dość powszechnym i problematycznym zjawiskiem. Natomiast podejrzewam że w większości przypadków to raczej ślepe akty bezmyślengo wandalizmu niż represje wobec katolików.

          • Nie wiem czy policja, GUS czy choćby Ośrodek Monitorowania Chrystianofobii Fidei Defensor zbierają dokładne statystyki. Ale wystarczy wpisać w google i jest sporo zdjęć i linków. A taka esencja jest np na fanpage wspomnianego Fidei Defensor.
            No i na fali ostatnich protestów takich przypadków przybywa w całej Polsce.

        • Właśnie, ślepe akty wandalizmu. Jest w Polsce grupa osób, która po prostu lubi niszczyć – wyładowuje złość, uwalnia swoje frustracje, natomiast mniej istotne jest co jest obiektem ataku. Mamy niszczone wiaty przystankowe, witryny sklepowe, grafitti na blokach, czasami się tez trafi kościół. Nie ma natomiast wielkiej akcji niszczenia kościołów.

          • Sorry, czekam na statystyki ile kościołów zostało podpalonych, zburzonych, zdewastowanych… I nie chodzi o jakieś pojedyncze grafitti na murze czy wywieszanie transparentów, tylko rzeczywiście o zbiorową akcję niszczenia.

            Choć popieram protest, o tyle akcje w kościołach uważam za bezsensowne i eskalujące napięcie. Stosunek Kościoła do kobiet jest niezmienny od setek lat…

    • W zasadzie to część tych kościółów zaśmieca przestrzeń publiczną za moje, ateistyczne pieniądze. Róbcie tak dalej, a spłoną. Co już nie raz w historii miało miejsce. Może też zwyczajnie zostaną sprzedane na dyskoteki czy mieszkania. Sam bym chętnie kupił, taki starszy, z dobrą akustyką i organami… ;)

      Przemoc wobec katolików w ogóle mnie nie oburza. Raz że jesteście dziedzicznie obciążeni i osłabiacie swoją głupotą pulę genową. Dwa że na 10 przypadków przemocy to wy jesteście winni 9. Trzy, że wtryniacie się z tą swoją religią wszędzie, nawet do instytucji państwowych i szkół. A wpływ Kościoła na to państwo i ilość pieniędzy przezeń wyprowadzana jest powszechnie znana…

      Więc nie, nie oburza mnie to zupełnie. Oburza mnie za to wasza pycha i zakłamanie. Oraz totalna nieznajomość podstaw własnej wiary, złamasy!

        • Cóż, jest mi w sumie przykro, że internet już dawno porzucił netykietę, a w dyskusji publicznej nie można już rozmawiać bez inwektyw czy bardzo brutalnych, często osobistych wycieczek. Niestety takie standardy wyznaczają rządzący i tylko takie argumenty do nich trafiają. Widać to doskonale po formach protestów. Te pokojowe przechodzą bez echa…

          Pozdrawiam.

      • nie wrzucaj wszystkich do jednego wora, wiara chrześcijańska oparta jest na ponadczasowych i wartościowych zasadach – zgodzę się że nie wszyscy katolicy jej przestrzegają, stąd to zakłamanie i dwulicowość wśród niektórych, jest jednak w tym gronie wielu naprawdę przyzwoitych ludzi, których obraziłeś swoim – wybacz – dennym komentarzem. To nie katolicy osłabiają swoją głupotą pulę genową, jak to napisałeś, raczej ludzie podobni do ciebie – posługując się twoim językiem.

  3. Szybko sprawdziłem co to formuła Radbrucha i gdy okazało się, że to „rażąca niespójność prawa stanowionego z prawem naturalnym” ogarnął mnie pusty śmiech. Bo jestem głęboko przekonany, że pierwszym i podstawowym prawem człowieka, bez którego inne jego prawa tracą sens, i które wypływa z prawa naturalnego, jest prawo do życia.

    • Jeśli dziecko w łonie matki jest już w pełni człowiekiem, to dlaczego polskie prawo nie przyznaje mu pełnych praw – numeru PESEL, imienia i nazwiska czy też zdolności prawnej?

      • Ośmiolatek w myśl tej logiki też nie jest „w pełni człowiekiem”, bo nie ma dowodu osobistego, praw wyborczych czy samodzielnej zdolności prawnej. Formę dojrzałą osiągamy po pewnym czasie, w umownym wieku osiemnastu lat, a rozwój trwa od poczęcia.

        • Oczywiście, że 8 – latek może mieć dowód osobisty, ma też już nadany numer PESEL oraz ma zdolność prawną. Rzeczywiście pełnię praw dostanie dopiero w pewnym wieku (bierne i czynne prawa wyborcze w różnym wieku), ale dla państwa jest już w pełni człowiekiem (choć wciąż dojrzewa). Natomiast płód do czasu porodu nie jest w polskim systemie prawnym traktowany jak człowiek.

          • Ma prawo dziedziczenia chociażby. Prawo jest niekonsekwentne, jeżeli o to Ci chodzi, nikt z tym nie polemizuje, to wynika z zaszłości historycznych czy z logiki (trudno nadać komuś imię, jeżeli nie znamy płci). Wiek liczymy od narodzin, bo to pierwsza pewna data w życiu człowieka, a w naszej cywilizacji dokładność i precyzja są istotne, dzięki nim wyprzedziliśmy inne kultury w rozwoju, przynajmniej technicznym czy naukowym. Tacy bodaj Chińczycy obliczając wiek dodają „na oko” dziewięć miesięcy do daty narodzin – mniej precyzyjnie, ale – paradoksalnie – dokładniej.

          • Tutaj nigdy nie będzie zgody – dla mnie aborcja nie jest żadnym problemem, bo dla mnie prawo do życia płodu stoi znacznie poniżej prawa do decydowania o swoim ciele kobiety – nie dotyczy to mnie, więc absolutnie nie chcę za kogoś decydować.

            Natomiast są osoby, dla których życie płodu jest ważniejsze niż kobieta, która ten płód nosi.

            Ja stoję przy zdaniu, żeby każdy decydował za siebie tzn. kobieta decydowała za siebie i płód. I niech nikt nikomu decyzji nie narzuca…

          • Cały spór opiera się o zagadnienie kiedy zaczyna się życie człowieka. Czy rozwój istoty ludzkiej zaczyna się od momentu powstania jego materiału genetycznego, kiedy ten zaczyna realizować swój „program”, czy istnieje jakiś inny magiczny moment, kiedy czlowiek staje się człowiekiem, a przed chwilą jeszcze nim nie był. Znakomita większość biologòw uważa że rozwój człowieka zaczyna się od jego powstania, od pierwszej komórki. To mniej więcej tak, jak z np. lawiną – jeżeli zrzucisz z góry kamień, to odpowiadasz za wszystkie kamienie jakie spadną ludziom na glowy na dole, nie tylko za ten jeden. Jak ten jeden kamień zatrzymasz – dzięki Tobie przeżyje wielu ludzi. Przy aborcji odwrotnie – jeżeli zniszczysz człowieka w dowolnej fazie rozwoju, choćby jednej czy kilku komórek, to ponosisz odpowiedzialność za zatrzymanie naturalnego procesu, w wyniku którego powstałby kiedyś w pełni dojrzały czlowiek. Zatrzymałeś lawinę (w tym przypadku życiodajną).

            Cały problem i dramat zwiazany z aborcją polega na tym, że jeżeli jej dokonałeś (albo przyczyniłeś się do niej jako mężczyzna, który np. nie chce być ojcem albo wstydzić się za córkę w ciąży), to będziesz z całych sił przekonywał siebie i innych, że aborcja nie jest morderstwem. To naprawdę niesłychanie silne lobby.

            Dramatem współczesnego świata jest to, że o tym czy aborcja jest morderstwem czy nie, decydują w znacznej mierze ludzie, którzy jej kiedyś dokonali.

          • Nie. Spór opiera się o wolność kobiety do zdecydowania usunięcia ciąży gdy nauka mówi że nie będzie z tego płodu dziecka (tzn. umrze) lub będzie bardzo zdeformowane lub bardzo upośledzone. Kropka.

            Narrację o „kiedy zaczyna się życie człowieka” sobie dopisuje Kościół robiąc z niej argument.

            Znakomita większość biologòw uważa że rozwój człowieka zaczyna się od jego powstania, od pierwszej komórki.

            A skąd te dane? Dziwnym trafem widziałem kiedyś statystykę że jest inaczej.
            Poza tym czytałem opracowanie z którego wynika że najwcześniejszym momentem o którym w ogóle można wspominać jest 14 dzień po zapłodnieniu. A najczęściej się mówi że wtedy mamy do czynienia z człowiekiem kiedy zaczyna pracę mózg – dzieje się to pomiędzy 6 a 10 tygodniem – wtedy też zaczynają się pierwsze ruchy.

            Dramatem współczesnego świata jest to, że o tym czy aborcja jest morderstwem czy nie, decydują w znacznej mierze ludzie, którzy jej kiedyś dokonali.

            No jasne, obrażaj ludzi i przypinaj im łatki morderców. Bo tyle potrafisz.

          • „Nie. Spór opiera się o wolność kobiety do zdecydowania usunięcia ciąży gdy nauka mówi że nie będzie z tego płodu dziecka (tzn. umrze) lub będzie bardzo zdeformowane lub bardzo upośledzone. Kropka.”

            Problem w tym, że ustawa nie mówi o pewności, ale o prawdopodobieństwie. Wystarczy marker wychodzący poza skalę i już mamy przesłankę do pozbycia się niechcianej ciąży.

            A najczęściej się mówi że wtedy mamy do czynienia z człowiekiem kiedy zaczyna pracę mózg – dzieje się to pomiędzy 6 a 10 tygodniem – wtedy też zaczynają się pierwsze ruchy.

            Czyli mimo wszystko mówimy o byciu człowiekiem przed urodzeniem.

          • Ponieważ kazda moja wypowiedź, w której wkleiłem jakiegoś linka na tym forum „oczekuje na moderację” (niektóre już kilka lat), wysyłam jeszcze raz to samo, tym razem bez źródła cytatu:

            Dokładnie taki sam spór toczył się w starożytności (a raczej toczyłby się, gdyby ludzie znali wówczas Dekalog czy współcześnie pojmowaną definicję humanizmu) – czy zakaz robienia co się żywnie podoba z własnym niewolnikiem jest ograniczeniem wolności (bo to moja własność, mój niewolnik, tak jak moja jest ta ręka czy nie przymierzając, brzuch). Zresztą co tam starożytność, w Stanach Zjednoczonych takie spory zakończyły się wojną domową, zakazem podziału kraju (oddzielenia się stanów które uważały inaczej), narzuceniem swojego zdania na temat praw obywatelskich tych, których nie wszyscy uważali za równorzędnych ludzi. O tych, którzy w Europie niecały wiek temu uważali się za lepszych od „podludzi” i przyznawali sobie prawo do usuwania tych, którzy marnują zasoby tworząc „niższe” cywilizację, nawet nie wspomnę.

            Chodzi mi o to, że spór o aborcję to nowa twarz konfliktu jaki się toczy od tysięcy lat, sporu o kształt cywilizacji. A nasze czasy będą w przyszłości nazywane Średniowieczem (lub równoznacznym epitetem), ale w sensie dokładnie odwrotnym, niż go używają dzisiejsi uczestnicy sporu o aborcję.

            (link)

            „Steve Jacobs z Uniwersytetu Chicago zadał pytania dotyczące początków życia człowieka grupie 5 502 naukowców z 1 058 instytucji akademickich, zajmujących się naukami biologicznymi. (…) Odpowiadając na pytania zamknięte, 95 proc. (5 212) biologów zgodziło się z opiniami wskazującymi na zapłodnienie jako moment początku życia ludzkiego. W wypadku otwartego pytania, badani wskazywali na różne punkty w momencie ciąży, jako początek życia ludzkiego. Jednak zdecydowana większość z nich (68 proc.) wskazywała na momenty, które autor zaklasyfikował jako zapłodnienie. Steve Jacobs zapytał też badanych biologów o poglądy polityczne. W zdecydowanej większości byli to liberałowie (89 proc.) i wyborcy Demokratów (92 proc.). W badaniu wystąpiła więc nadprezentacja postaw politycznych, które sprzyjają poparciu dla aborcji. Mimo tego badani zaprezentowali naukowe podejście, wskazując zapłodnienie jako początek życia ludzkiego.”

            Ale oczywiście wszystko zależy od tego kto i komu zadaje pytania. Środowiska naukowe nie odbiegają od reszty społeczeństwa, jeżeli chodzi o dotknięcie syndromem postaborcyjnym. Dlatego to spór cywilizacyjny, który rozgrzewa emocje do białości.

            Nikogo nie obrażam, stwierdzam fakt – o tym, czy aborcja jest morderstwem najenergiczniej wypowiadają się ci, którzy jej kiedyś dokonali. To zaburza obiektywizm sporu. I na tym polega dramat współczesnego świata. Ażeby to stwierdzić (że najbardziej rozgorączkowane głosy w „dyskusji” to rozpaczliwy krzyk „ludzie nie pozwólcie „IM” nazwać tego co zrobilam/do czego zmusiłem lub namówiłem morderstwem) nie trzeba się nawet spierać o człowieczeństwo płodu, wystarczy poczytać podręczniki psychologii (hint: „redukcja dysonansu poznawczego”). Podobnie można wytlumaczyć irracjonalną chęć dorobienia „im” (obrońcom życia) jakiejś twarzy, np. Kościoła (najlepiej Bardzo Złego Kościoła). Choć akurat ten (jakkolwiek na takie tematy jak godność istoty ludzkiej czy prawo do życia wypowiada się jak Pan Bóg przykazał, bardzo jednoznacznie) akurat w najnowszym sporze ma stanowisko bardzo zachowawcze, utrzymania status quo.

          • Jeśli to Twoje lobby proaborcyjne jest takie silne, to jakim cudem właśnie mamy tysiące ludzi na ulicach protestujących bo równowaga została przesunięta w stronę penalizacji aborcji?
            Dramatem współczesnego świata jest raczej to, że o wszelakich aspektach życia, decyduje garstka polityków, którzy siedzą w swojej bańce, oderwani od rzeczywistości. Mało kto z nich miał szanse dokonać aborcji, bo to w większości leśne dziadki, którzy w ciąży nie byli i nie będą. Albo nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich decyzji, albo mają je gdzieś, bo patrzą tylko na słupki poparcia.

          • Żeby tylko politycy. Nasi politycy siedzą w kieszeni u Kościoła Katolickiego. I odwrotnie.
            I coś z tym towarzystwem wzajemnej adoracji trzeba zrobić. Niech wrócą do swojego kraju, którego rozkazy wykonują i przestaną wyprowadzać z naszego pieniądze. Wtedy może choć na trumienkowe się znajdzie, o opiece nad niepełnosprawnymi nie wspominając. Teraz srogie miliardy przejadają katabasy…

            Najlepszym przykładem umowa TVP-Episkopat, którą to sobie śmieli utajnić, choć kościół to niby wspólnota wiernych, a telewizja mieni się publiczną!

          • Najlepszym przykładem umowa TVP-Episkopat, którą to sobie śmieli utajnić, choć kościół to niby wspólnota wiernych, a telewizja mieni się publiczną!

            Jakiś link?… Chętnie poczytam.

          • Wkleiłbym Ci link, ale wszystkie posty z linkami są na tym portalu odrzucane. Więc szybka instrukcja:
            1) Wpisz w google hasło: tvp-episkopat umowa tajna
            2) Zapewne pierwszy link będzie wiódł do artykułu, który opisuje, jak dziennikarze zwrócili się do stron umowy o ujawnienie jej pełnej treści, i jaką odpowiedź dostali.

          • Na słupki patrzą politycy z każdej strony. Pytanie tylko czy akurat na ulicę wyjdą lewacy z liberałami czy mohery z ciemnogrodem.

          • Przeczytaj jeszcze raz, co napisałem, motorem sporu jest symbol postaborcyjny (on tu jest najsilniejszym lobby). Oraz ci, którzy uwierzyli najdramatyczniej brzmiącym krzykom.

            „Garstka polityków” decyduje o wielu sprawach, nikt jak dotąd niczego lepszego od demokracji nie wymyślił, mimo jej wad. Akurat o człowieczeństwie nienarodzonych mają dokładnie tą samą wiedzę co wszyscy inni. A dokonać aborcji, czy „dać na zabieg” żonie, córce czy kochance, żeby życie nie było takie trudne i skomplikowane też mieli (miały) takie same szanse w swoim życiu. Im dłużej żyją, tym większe.

          • Nie. Nie uwarza tak „znakomit większosć biologów”. To zwykła manipulacja. Tak jak i pytanie. „czy komórki realizują swój program”. No oczywiście że realizują, tak są zaprogramowane. Czy zygota to już człowiek? Nie. Przynajmniej do momentu pojawienia się zalążków układu nerwowego. Potem możemy dyskutować…

            Brednia. Zatrzymałbym tą twoją lawinę z pełną świadomością, że nie jest życiodajna, tylko śmiercionośna. Zrówno w stosunku do płodu, jak i matki. Mówimy o uszkodzonych płodach i zagrożonych ciążach. Nie aborcji ze względów choćby ekonomicznych…

            Nie. Jest to tylko i wyłącznie decyzja kobiety. Powinna być suwerenna, albo wspólna jeśli dopuści (nie zostanie zmuszona) do tego mężczyznę.

            I nie. Aborcja nie jest morderstwem. Takie muły jak ty, nawet nie znają definicji morderstwa, albo świadomie jej nadużywają. Jest zwykłym, stosunkowo prostym zabiegiem, jak usunięcie wyrostka. I tylko religijne zjeby mają z tym jakiś poważny problem.

            A największy problem powstanie kiedy już dopniecie swego. To ile potworków weźmiesz na wychowanie, albo chociaż pochowasz za własne? Ile, mój ty empatyczny i miłosierny katoliku weźmiesz na sumienie śmierci matek? Co za buc…

            Zajmij się własnymi jajami i módl się, by ci wojujący współwyznawcy nie zabronili usunąć świętego narządu prokreacji jakim są, jeśli zachorujesz na raka jąder lub prostaty…

          • Dlaczego akurat uklad nerwowy (a nie materiał genetyczny) ma decydować czy mamy do czynienia z organizmem należącym do człowieka?

            Posłużyłem się przykładem lawiny jako naturalnego procesu. Kto go zatrzyma, ponosi odpowiedzialność za skutki (raczej brak skutków) każdego etapu procesu, nie tylko aktualnego. Skutkiem każdej aborcji jest brak człowieka, niezależnie nawet od sporów o to, czy jest nim dopiero po wytworzeniu układu nerwowego, narodzinach, czy uzyskaniu pelnoletności. Człowieka który istniał (powtórzę jeszcze raz – niezależnie od sporów, jak bardzo był człowiekiem i w ilu procentach) i bez ingerencji rozwinął by się w wyniku naturalnych, samorzutnych procesów. Mówimy tu o decyzji Trybunału, że każdej istocie ludzkiej (niezależnie zresztą czy uznaną za taką za to kim jest, czy za to, kim się staje) należy się godność i ochrona i żadna, nawet bardzo ciężka choroba jej człowieczeństwa oraz praw z nim związanych w naszych oczach nie pozbawia. Zresztą to działa z każdej strony, z drugiego końca, że tak to ujmę, również. Godność istoty ludzkiej jest organicznie wpisana w każdego, niezależnie czy dopiero będzie pełnym (pełnoletnim) człowiekiem, czy już nim być przestal. Nawet jeżeli złapiesz jakiegoś zwyrodnialca, bestię w ludzkiej skórze, która powie Ci w twarz, że cznia na swoje człowieczeństwo, to nie masz prawa zastrzelić go „jak psa” (za przeproszeniem psów), bez sądu, tylko musisz postępować z zachowaniem wszystkich należnych ludziom praw. Człowieczeństwo należy się każdemu za to, kim może być, nie za to kim jest.

            Nie, nikt nie ma prawa podejmować decyzji o życiu drugiego człowieka, nawet matka. To, w jaki sposób pojawiamy się na tym świecie tego nie zmienia. Pozwalając kobiecie na takie decyzje krzywdzimy nie tylko dziecko, ale również ją samą, skazując na życie z (mniej lub bardziej skutecznie wypieraną) świadomością, czego dokonała. Nierzadko pod presją środowiska. Owszem, świat nie jest sprawiedliwy i żadne idealistyczne utopie tego nie zmienią. Cywilizacja czy postęp mogą to (nawet w znacznym stopniu) zmniejszyć, ale nigdy nie zlikwidują w całości. Życie w przekonaniu, że należy mi się ładna pogoda w czasie urlopu po roku ciężkiej harówy (sorry za anegdotyczny przykład w dyskusji na poważne tematy) to szkodliwa utopia. Nikt Ci drugiego urlopu z powodu deszczu nie da. Niesprawiedliwe, owszem.

            Owszem, powinniśmy być społeczeństwem solidarnym, pomagać sobie nawzajem jak jedna wielka rodzina ludzka, ale lekarstwem na dehumanizację współczesnego świata nie powinna być jeszcze większa dehumanizacja.

            Nie wiem, co religia ma tu do rzeczy, poza jakimiś Twoimi (zresztą nie tylko) obsesjami. Owszem czuję się katolikiem (jak to mówił Herbert: „Moje wyznanie? Jestem kiepskim katolikiem”), ale jeżeli zachodzi tu jakakolwiek relacja, to co najwyżej w drugą stronę: nie dlatego bronię nienarodzonych, bo mi ksiądz z ambony tak powiedział, tylko dlatego uwierzyłem w Kościół, że pomimo wszystkich swoich wad i chęci pójścia ze współczesnym światem na kompromis we wszystkich możliwych dziedzinach tak daleko, jak się tylko da, pod względem spraw zasadniczych, kardynalnych, jak prawo do życia, okazuje się nagle tak nieugięty, jakby Go natchnęło coś z samej góry. Jakby miał jakiś kompas, nie pozwalający mu popłynąć za złudzeniem fałszywego „postępu”, wbrew wszystkim salwom i kopniakom, jakimi za to obrywa.

          • Dlatego że decyduje np. o odczuwaniu bólu, do któego to tak chętnie się odwołujecie.
            Materiał genetyczny? Jaja sobie robisz? Może gamety też uznamy za dzieci „potencjalne”? I będziemy wsadzać ludzi za spuszczanie nasienia na ziemię, jak to robił ów biblijny Onan???

            Popełniasz błąd logiczny, myślowy. Bo słaby z ciebie filozof, a jeszcze gorszy biolog i genetyk. Nauki używasz wybiórczo i tylko kiedy ci wygodnie. To tak nie działa. Nie powstała ona po to, by służyć religii i motywowaniu jej „prawd objawionych”…

            Prawa człowieka(?) bez mózgu. Paradne. Do czego? Do godnego pochówku? I dalej argumenty dotyczące przestępców czy innych bezsensownych przykładów. Po co mi porównywać żyjącego przestępcę z nieżyjącym noworodkiem? Albo z płodem, który nie ma szans na samodzielne życie, albo w ogóle jeszcze jest zlepkiem komórek? Może niech se założy firmę w CEiDG? Zawsze chociaż trochę podatków da się złupić. W końcu ty dałbyś mu NIP i PESEL… ;)

            Patrz. Nikt nie ma prawa a jednak prawo podejmuje je za nas? W osobie TK czy księdza dobrodzieja, który zagląda mi do łóżka? Matka nie ma prawa? Na jakiej podstawie, pozbawiony wyższych uczuć bydlaku będziesz decydował czy ma cierpieć i ile? To nie Judea 2000 lat temu, tylko XXI wiek. Mamy zaawansowaną medycynę i środki, by tego cierpienia uniknąć. I to obu stron. Ty zaś, krwawy sadysto, w imię swoich chorych urojeń o wymyślonym bogu, chcesz zakazać jej antykoncepcji, badań prenatalnych i zmusić do urodzenia potworka z nikłą szansą na przeżycie. W dodatku ryzykując życie drugiego, pełnowartościowego człowieka – czyli matki właśnie…

            I niezależnie od twoich rojeń, to matka zadecyduje. Wsiądzie w busa i pojedzie do Czech. Gdzie w ciągu dnia załatwi problem. Czesi będą bogatsi, a ty będziesz miał „czyste sumienie” bo wysłużysz się kim innym. Obłuda i fałsz. Katolicyzm pełną gębą!

            To nie jest tak, że każda matka dokonująca aborcji ma traumę na całe życie. Wiem że tak uczą na lekcjach religii, ale tak nie jest. Mają normalne, szczęśliwe życie w większości przypadków. Ale te które urodziły potworka, traumę z pewnością mieć mogą. Powinny ci podziękować osobiście…

            Tego twojego ostatniego odjazdu to już się nie chce nawet komentować. Żałosne. Ile ty masz lat, człowieku? „Uwierzyłem w Kościół”? A wiesz że bóg nie przewidział takiej instytucji i raczej może się poczuć dotknięty, że nie uwierzyłeś w niego? „Kościół opoką”? No ja pier…lę! Czytałeś choć trochę o historii Kościoła i religii? Zmienny jak chorągiewka, zawsze choć z oporami dostosowywał się do rzeczywistości. Ale przede wszystkim kierował się interesem. Najwyżej przymykał oko na niegodziwości w swoim łonie. Zaprawdę, on akurat spłodził niejednego potworka. I niejednego się pozbył…

            Gratuluję znalezienia ostoi godnej łosia. Szkoda że nie jest nią coś pożytecznego. I nie wyciągającego kasy z mojego państwa. Oraz rozumu…

          • Jest taka (rzadka i niebezpieczna) choroba, polegająca na nieodczuwaniu bólu. Możesz wsadzić rękę do ognia, albo pod prasę hydrauliczną i nawet tego nie zauważysz. Według Twojej definicji to nie ludzie? Zdolność odczuwania bólu nie jest kryterium człowieczeństwa. Jest nim posiadanie ludzkiego materiału genetycznego. Niepowtarzalnego, powstałego z połączenia genów rodziców. Sprowadzanie sytuacji do absurdu (przykłady sprzed jego powstania) to nie argumenty. Deprecjonowanie cudzych poglądów również. Nie uważam, abym był bardziej „wybiórczy” czy subiektywny od Ciebie.

            Przykłady nie są bezsensowne, pokazują (w pewnym sensie przeciwne) granice człowieczeństwa. Historia uczy, że albo obejmiemy nim wszystkich, którzy na to w ten lub inny sposób zasługują, albo pod różnymi pretekstami i uzasadnieniami prawo do niego będzie odbierane poszczególnym kategoriom ludzi – ze względu na chorobę, zdolności, kolor skóry, rasę itp. – nie ma żadnej granicy dla tego procesu. Prawo do ludzkiej śmierci chociażby, jeżeli nie potrafimy zrobić nic więcej. Do bycia do ostatniej chwili „trzymanym za rękę” (nawet jeżeli umierający rozumie z tego tyle, że jest jasno i ciepło) a nie konania będąc rozrywanym w ciemności żelaznymi narzędziami na kawałki. Niezależnie czy masz Zespół Downa, czy to bezmózgowie, na które wszyscy się z taką pasją powołują.

            Nikt (w sensie żaden czlowiek) nie ma prawa decydować o śmierci drugiego człowieka i prawo jest od pilnowania prawa, że tak to ujmę (tego i innych), a nie „decyduje za nas”. Nie rozumiesz albo próbujesz łapać za słówka. Owszem aparat sprawiedliwości uzurpuje sobie prawo do decydowania o życiu lub śmierci obywateli, ale to jest coraz powszechniej kwestionowane przez przeciwników KS. Prawo do życia zaczyna być uważane za niezbywalne i niekwestionowalne. To co się dziś dzieje, to wybór między cywilizacją w której za kilkadziesiąt (albo paręset) lat nieuleczalnie chore dzieci z matkami będą miały zapewnione maksymalnie komfortowe warunki i cywilizacją, gdzie będą trafiały do utylizatorni odpadów. Wjechaliśmy na zwrotnicę dziejów i trzęsie nas na wybojach. Jedni ciągną w lewo, drudzy w prawo.

            Życia matki nie nakazuje ryzykować żaden przepis. Kolejny rozglaszany mit. W przypadku zagrożenia życia decyzję podejmuje wyłącznie lekarz (nie zazdroszczę, podziwiam i szanuję).

            Owszem, żaden przepis nie spowoduje, że ludzie przestaną łamać prawo. Jeżeli tak sądzisz (albo myślisz że inni tak sadzą) to jesteś idealistą (lub wmawiasz to innym). Świat nie jest czarno-bialy, ale możemy go uczynić jaśniejszym. Jeżeli prawo będzie stanowić jednoznacznie, że usunięcie dziecka jest przestępstwem, pozbawieniem życia człowieka, to do tych busów wsiądzie znacznie mniej matek. I wiem, co mówię. Nie mam na myśli strachu, tylko niemożność wmawiania sobie, że jest inaczej. Przepisy wpływają na obyczaje, wbrew powszechnej opinii. To czysty pragmatyzm, nie żadna obłuda.

            Owszem, nie każda aborcja skutkuje bezpośrednią i widoczną traumą. Ale uraz może być widoczny nawet po latach. Gdzieś już o tym pisałem, pod innym artykułem, o ile Bezprawnik już tego nie wyciął, swoim obyczajem. Może się objawić nagłym atakiem agresji na widok idyllicznego obrazka własnej siostry bawiącej się ze swoim dzieckiem (ku zdziwieniu samej zainteresowanej, która „sama nie wie co w nią wstąpiło”), czy obsesyjnym unikaniem wizyt w parku, gdzie pelno jest matek z wózkami. Lub zespołem innych nerwic. Badania mówiące o uldze zaraz po zabiegu, kiedy wydaje się, że wszystko się już skończyło jeszcze o niczym nie świadczą.

            Na temat wiary w Boga nie mówiłem nic. Probowaleś powiązać moje poglądy z Kościołem, to w odpowiedzi na Twoje jazdy wypowiedziałem się na temat zależności między nimi. Jeżeli lekko ironiczne (choć w pełni prawdziwe) sformułowanie o powodach uwierzenia w Kościół uznałeś za całokształt mojego światopoglądu, to cóż… Widzisz to co chcesz widzieć. Wiem, że Kościół ma wady, sam to napisałem, znam jego historię (choć wbrew piszącym jej czarną wersję zachowanie tej firmy nie odbiega negatywnie od tła, innych instytucji w każdej epoce). W drugą stronę (o Twojej znajomości jego jasnych stron) tego nie można, zdaje się powiedzieć… A świat nie jest czarno-bialy.

          • Ty już inaczej niż wyzywanie kogoś od „bydlaków” i „krwawych sadystów” nie umiesz dyskutować?
            Koleś pisze ci zgodnie z logiką, że skoro nie da się ustalić żadnego dokładnego momentu w rozwoju płodu poza momentem zapłodnienia, to logicznym jest że ludzkie życie właśnie wtedy się zaczyna. I twoje pseudodywagacje tego nie zmienią. Każdy inny moment to już arbotralnie ustalona, umowna granica. A jeśli zaczniemy takie ustalać, to co stoi na przeszkodzie je przesuwać w przyszłości. Skoro może być 12 tydzień ciąży, to czemu nie może być 20 albo 30 ? I nie pisz,że wtedy rozwija się mózg, albo dziecko nie czuje bólu, bo w czasie np śpiączki też mogę cię zabić tak że nic nie poczujesz. To żaden argument.
            I nikt nie zakazuje antykoncepcji, badań czu aborcji w przypadku zagrożenia życia matki, bo wtedy to jest ratowanie jej życia. Równie dobrze mogę powiedzieć, że chcesz zabijać dzieci w 9 miesiącu ciąży, bo to przecież matka ma decydować.
            Zluzuj trochę, bo przez takich agresywnych pieniaczy forum spiderswebu po mału zamienia się w ściek jak w komentarzach na Wyborczej czy Onecie (choć oczywiście jeszcze do tego daleka droga).
            Więcej kultury i zrozumienia dla inaczej myślących.

          • A wgłębiłeś się może w całość dyskusji czy tak sobie ją przewertowałeś po łebkach? Bo to nie ja ja rozpocząłem tą dyskusję w sposób agresywny. Żeby było śmieszniej, teraz już tego nie odtworzysz, bo Disqus wywalił wybiórczo co niektóre posty…

            Ale pal licho. Uważam że w dyskusji, szczególnie takiej jednostronnej – z betonem, inwektywy są jak najbardziej na miejscu. Przecież nie będę go głaskał, skoro z uśmiechem na pysku rozpowiada brednie?

            Koleś nie pisze zgodnie z logiką i tobie też jej jak widać brakuje. Da się bardzo dokładnie, niedouczony człowieku, określić wszystkie fazy rozwoju płodu. Było chodzić na biologię, a nie na religię! Dla twojej wiadomości więc: Życie (nie w sensie stricte komórkowym) zaczyna się umownie wraz z powstaniem układu nerwowego. Przynajmniej według współczesnej medycyny. Kiedy zaczyna się według kościoła, to nie wiem. Zapewne jeszcze w umyśle boga… ;)

            Niczego więc nie musisz przesuwać. Przynajmniej operając się na nauce, a nie na katolskich bredniach! No i w swoich logicznych wywodach zamotałeś się jak dziecko, albowiem to głównie wy powołujecie się na cierpienia „nienarodzonych”, a potem ni z tego ni z owego zarzucasz tekstem o możliwości znieczulenia czy odejścia w śpiączce… Paradne.

            Tym bardziej to śmieszne, że „żaden argument”. To jaki? Tak źle i tak niedobrze? Jak nie czuje bólu, to co mu za różnica? Dokładnie taka, jak tobie czy mnie, jak nas odłączą w śpiączce…

            Niemniej owszem, aborcja powinna być dopuszczona do 5-6 tygodnia, swobodnie. Później zaś w przypadkach zagrożenia płodu lub życia i zdrowia matki. I zupełnie lata mi koło pióra że płód będzie już całkiem spory. Jeśli matka nie zechce popełnić samobójstwa, to trzeba ją ratować kosztem życia płodu. Nie dziecka, bo dziecko to dopiero po urodzeniu, choćby wymuszonym skalpelem…

            Jak nikt nie zakazuje antykoncepcji? Może też badań prenatalnych? W jakim ty kraju żyjesz??? Bo chyba nie w Polsce?

            I po co te pierdoły? Oczywiście że ostatecznie to matka zadecyduje, nawet narażając się na potępienie przez społeczńestwo czy karę. Mieliśmy już casus „madki Madzi”, mieliśmy i dzieci w beczce z kapustą, mamy ostatnio dziwnie częste przypadki wypadania dzieci z okien. Normalnie zaraza jakaś?

            Pamiętaj, że to nie jest jakaś kobieca fanaberia, tylko zaostrzenie i tak drakońskich przepisów o przerywaniu ciąży. Teraz dodatkowo ze względów embriopatologicznych, z powodu ciężkich, nieodwracalnych wad płodu lub choroby zagrażającej życiu!

            Chciałbyś urodzić potworka, empato???
            Dziwisz się, że ludziom puszczają nerwy? Szczególnie że nikt nas nie dopuścił do dyskusji tylko odgórnie narzucił swój jedynie słuszny światopogląd. Miej miarę!

            Kulturalnie to sobie możemy gadać o pierdołach. I to z ludźmi nas słuchającymi. Tu mamy do czynienia z agresją i taką właśnie odpowiadamy. Amen.

            Nie zamierzam się z tego powodu kajać. Coś ci się najwyraźniej pomyliło…

            Choć rozumiem tęsknotę za kulturalną dyskusją… ;)

          • Tak ci ładnie odpisałem i nawet kulturalnie, że Disqus wyje…bał to do śmieci. Nie chce mi się już powtarzać. Nie masz racji, wszystkie te stadia są dokładnie określone. wystarczy poczytać książkę od biologii na poziomie liceum. Z tym że „nikt nie zakazuje” to chyba trochę się minąłeś z prawdą. No chyba że nie piszesz z Polski…

            Niemniej walić. Nienawidzę jak Disqus wywala moje komentarze, nie będę tego rzeźbił ponownie. I tak nie warto…

      • Ę? Nie bardzo rozumiem. Cierpienie jest wpisane w życie człowieka, wręcz w naturę tego świata, nie uciekniemy od tego. Możemy co najwyżej protestować, że zakaz unikania cierpienia kosztem życia kogoś innego jest w naszej opinii niewyobrażalnym okrucieństwem i bezprawiem.

        • Nie rozumiesz, boś głupi. Amen.
          Nie jest wpisane i cała medycyna oraz nauka, przez stulecia jej osiągnięć, od tego cierpienia nas odsuwa. I przy obecnych jej osiągnięciach nie mamy prawa nikogo na nie skazywać, skoro możemy temu zapobiec. Proste?

          Niestety nauka nie wymyśliła jeszcze sposobu na wtłaczanie mózgu do ciała go pozbawionego. Ale wymyśliła jak zapobiec narodzinom takiego głęboko uszkodzonego potworka, który i tak nie będzie zdolny do samodzielnego życia. Wystarczy z tej opcji skorzystać, a nie cierpieć w imię czyjejś wiary i spaczonego światopoglądu rodem ze starożytnej Judei!

          • >Nie rozumiesz, boś głupi. Amen.
            >Nie jest wpisane i cała medycyna oraz nauka, przez stulecia jej osiągnięć

            Przykro mi, ale to Ty się mylisz. Cierpienie jest częścią życia i nie da się go usunąć. A Ty mylisz ból z cierpieniem.

          • A to akurat dość zamienne określenie. Raczej nie spotyka się cierpienia bez bólu. Choćby to było psychiczne cierpienie i ból metafizyczny. Więc z łaski swojej nie pieprz.

            I owszem, da się je usunąć. Choćby środkami psychaktywnymi. Albo odpowiednią filozofią życia. Ale oczywiście jest to jeden z bodźców, w rozsądnej dawce potrzebny do życia. Gdyby człowiek nie odczuwał bólu, to mógłby już dawno wyginąć…

            Pytanie po co go usuwać, skoro mieści się w znośnych granicach? Bo jeśli poza nie wykracza, to chyba jest raczej oczywiste? Od pewnego już czasu podajemy pochodne morfiny ciężko chorym. Ty, jak rozumiem tego nie praktykujesz? Wolisz cierpieć za wiarę? Może poprzestań na sobie???

          • >Raczej nie spotyka się cierpienia bez bólu.
            Aaa, czyli Twoim zdaniem matka, która straci dziecko nie cierpi, bo jej nic nie boli?
            I, według Ciebie, jak jej dasz psychotropy to nagle przestanie cierpieć i stanie się szczęśliwa.Super teoria, szkoda tylko, że w życiu jest inaczej.

            >Więc z łaski swojej nie pieprz.
            Jasne, jak brakuje argumentów to zawsze mocne słowa są pod ręką.

            Człowiek cierpi rodząc się. Zarówno matka jak i dziecko. Jak umiera to też cierpi. Jak napotyka w życiu problemy, odrzucenie, utratę to też cierpi. Ty za to twierdzisz, że na to wszystko wystarczą tabletki. Więc żyj z garścią tabletek. A przed śmiercią napisz, czy ani razu nie cierpiałeś, chętnie się przekonam.

          • Qrwa. Ty jednak jesteś poważnie głupi. I jeszcze się bierzesz za filozofię, co cię stanowczo przerasta. Zupełnie nic nie zrozumiałeś z tego co napisałem. W sumie mnie to nie dziwi…

    • Słuszne stwierdzenie. Człowieka. Płód jest płodem, nie człowiekiem. Podobnie jak zygota. Nie pomyliło ci się? Jak tej pale Przybłęckiej?

      Zresztą, cwaniaczku, co stanowi człowieka? Skorupa-ciało, czy może mózg? Czy człowiekiem można nazwać potworka, który urodził się bez niego? Pomijam już sens takich narodzin?

      • Jesteśmy informacją, czyli zapisem genetycznym, który przekazuje się dalej i próbuje udoskonalić, selektywnie wykorzystując przypadkowe mutacje. Jeśli kiedyś osiągniemy etap postludzki i przeniesiemy swoją świadomość do komputera, nadal będziemy informacją. Póki co jest ona zapisana w genomie.

        Jako pospolity cwaniaczek, chciałbym usłyszeć od Ciebie, kiedy przeciętny (hehe) zwolennik aborcji widzi początek istoty ludzkiej, której przysługują jakieś prawa. Urodzenie? Pytam ze szczerą ciekawością. Co na ten temat powiedziałby Papież Lewicy, gdyby istniał?

        • Ojojoj. Jak filozoficznie! Jakie umiłowanie nauki u katola! Myślałby kto…
          Jeśli ktoś osiągnie ten etap postludzki i jakąś formę transcendencji, to na bank nie ty i tobie podobni. Kościół nie inwestuje w naukę bo mu ona szkodzi…

          Zwolennik? Co ty kur…a myślisz że aborcję to sobie kobiety robią dla przyjemności? Nie, jest to przykra konieczność. Trudno tu pałać entuzjazmem…
          Przeciętny wyedukowany w biologii, także w genetyce zwolennik, powie ci że początki istoty ludzkiej pojawiają się wraz z jej układem nerwowym…

          Co i tak nie zmienia układu. Matka może się pozbyć nawet rozwiniętego płodu, by ratować życie. Jej dojrzałe życie jest daleko bardziej wartościowe, choćby ze względu na możliwość ponownej prokreacji. A dziecko nawet po porodzie, człowiekiem jest głównie z nazwy. Już nie będę się odwoływał do filozofów, w tym chrześcijańskich, a odwołam się do twojej teorii informacji…

          To od kiedy następuje ten zapis na dysku? Bo wcześniej to lecimy na jakimś wbudowanym epromie, nie? Tylko spać, jeść i srać… Wcześniej właściwie nie istniejemy. Może pamiętasz swój poród, co? No sądzę, że wątpię…

          Człowiek zaczyna się tak naprawdę w momencie, kiedy zaczyna myśleć. Niestety niektórym nie udaje się to przez całe życie… ;)

    • Owszem. Człowieka.
      Manipulacja polega na tym, że PŁÓD NIE JEST CZŁOWIEKIEM.
      Nie do momentu wykształcenia układu nerwowego pozwalającego na pojawienie się świadomości – czyli do ~ 3-4 miesiąca od zapłodnienia.

      • Wyobraź sobie, że jesteś w posiadaniu planów komputera, który zakasuje zarówno Apple, jak i pecety. Architektura procesorów, schemat budowy, kod systemu operacyjnego, etc., cały „kod genetyczny” nowego urządzenia. Oops! Niechcący zniszczyłem pendrive, na którym miałeś wszystko zapisane. No to odkupuję Ci nowy, pusty i jesteśmy kwita, bo „plany to nie komputer”, OK?

        Napisałeś książkę (nieważne – tomik poezji lub instrukcję obsługi), masz kontrakt na dziesięć tysięcy egzemplarzy, dostajesz dychę od sztuki. Ale zgubiłem Twój rękopis. Ile straciłeś z mojej winy? Dziesięć złotych czy sto tysięcy?

        Zgubiłeś kupon totolotka ze skreśleniami za przysłowiowy milion. Ile straciłeś? Tyle ile jest wart każdy inny druczek, czy tyle, ile to, czym mógłby się stać w wyniku naturalnych i oczywistych procesów gdyby nie jego utrata?

        Może to są przykłady, które zrozumieją materialiści…

        PŁÓD JEST CZŁOWIEKIEM, MA TAKI SAM KOD GENETYCZNY JAK JA CZY TY. JEDYNE CO GO RÓŻNI OD NAS, TO TE PARĘ KILO BIAŁKA CZY WĘGLOWODANÓW I PARĘ LITRÓW WODY, ABY ZBUDOWAĆ TO, CO MA SWOICH GENACH ZAPISANE. TO NIE KILKA KILOGRAMÓW MIĘSA ŚWIADCZY O CZŁOWIECZEŃSTWIE ICH WŁAŚCICIELA, TYLKO JEGO GENOTYP.

        • Nie. Nie jest. Przytocz prace naukowe, a nie swoje gdybania laika. I wszystkie twoje przykłady są błędne. Bo my tylko przerywamy proces, który z góry jest skazany na niepowodzenie. To jak zarzucenie nieekonomicznej produkcji. Zamknięcie taśmy czy zakładu.

          Widzisz, myli ci się zysk potencjalny z zyskiem pewnym. Otóż zysk z uszkodzonego genetycznie płodu jest żaden…

          Można dość dokładnie wyliczyć ile będzie kosztowało i kogo urodzenie dziecka, które umrze natychmiast po porodzie, albo jeszcze w łonie matki. Pewne jest jedynie to, że ty za to nie zapłacisz. A głosząc takie poglądy – powinieneś!

          • O ile nie przekonuje mnie gadanie człowieka, który twierdzi że włos ma taki sam potencjał człowieczeństwa jak mózg, bo ma ten sam kod genetyczny i różni je tylko parę kilo białka i węglowodanów, to jednak w jednym trzeba przyznać rację.

            Medycyna prenatalna w większości jest oparta na prawdopodobieństwie. Nie wiem czy byłeś już na jakimś badaniu USG, ale bardzo wiele zależy tam od sprzętu, zdolności i chwilowej interpretacji lekarza, a nawet od szczęścia. Stąd nawet jeśli lekarz stawia diagnozę, warto zasięgnąć kolejnej opinii i nawet ona nie będzie 100% pewna. Poza tym nie każde upośledzenie oznacza natychmiastową śmierć. Z wieloma kalectwami można żyć i wiele dokonać (patrz np Stephen Hawking).
            Mimo wszystko to rodzice powinni mieć możliwość podejmowania decyzji co zrobić z diagnozą lekarza, bo to oni poczęli to życie i oni zostaną obarczeni odpowiedzialnością za nie.

          • Ale czy ja twierdzę że lekarze są nieomylni? Nie są. Ale są dalece bardziej godni zaufania, niż np. księża. Przynajmniej jeśli chodzi o medycynę…

            Fajne są zawsze te argumenty typu „czy byłeś”? No, nie. Nie byłem np. w kosmosie, ale nie uważam że nie istnieje, albo że Ziemia jest płaska. ;) Nie wiem jakim idiotą trzeba być, by nie wiedzieć na czym polega tak popularna technika badań jak USG. O tym to już chyba straszą nawet na lekcjach religii, nie? Nie wiem, bo dawno szkoły kończyłem… ;)

            Akurat Hawking nie specjalnie wiedział że zachoruje. Choroby degeneracyne to trochę inna bajka. Stwardnienie czy jakaś inna pląsawica może spotkać wiele dorosłych, pozornie zdrowych osób. Co innego żyć z chorobą jak już się jakiś czas po tym świecie chodzi, a co innego jak jest się jeszcze w planach…

            W przypadku np. bezmózgowia wyrok jest oczywisty. I nie ma tu co gdybać…

            Ale najważniejsza jest konkluzja, co do której się zgadzamy. To rodzice podejmują decyzję. Suwerenną. Amen!

          • Jeżeli piszesz o życiu ludzkim wyłącznie w kategorii zysków i strat, to jest to… trochę niepokojące. Pozbawienie życia kogoś chorego to coś więcej niż „zarzucenie nieekonomicznej produkcji” czy „zamknięcie taśmy”. Czlowieczeństwo polega na robieniu rzeczy nieekonomicznych z… nieludzkiego punktu widzenia. To co głosisz, to są hasła eugeniki, modne przed wojną. Kiedy faszyzm pokazał ich ostateczną, docelową wersję, przyszło otrzeźwienie, moda przeminęła (przynajmniej w jawnej formie), zdawało się bezpowrotnie. Dzisiaj, po upływie wieku, te hasła znowu wracają, coraz śmielej.

            Na koniec mała prywata. Ponieważ wszystkie wypowiedzi, w których umieszczam linki, pokazuję źródła, nie są publikowane (są w wiecznej moderacji), spróbuję tu zacytować fragmenty odpowiedzi, jaką próbowałem udzielić powyżej Bloodmanowi (wysłana pierwszy raz – z linkiem – nie ukazała się, drugi raz, bez linku, pojawiła się, aby… zniknąć po paru godzinach – naprawdę trudno dyskutować na forum, gdzie opinie niezgodne z poglądami właścicieli potrafią być wycięte bez słowa wyjaśnienia). Umieszczam te fragmenty, które jakoś tam korespondują z naszą rozmową (bez linków). Może tym razem nie wytną, he he. W każdym razie czytaj szybko ;-):

            „Dokładnie taki sam spór toczył się w starożytności (a raczej toczyłby się, gdyby ludzie znali wówczas Dekalog czy współcześnie pojmowaną definicję humanizmu) – czy zakaz robienia co się żywnie podoba z własnym niewolnikiem jest ograniczeniem wolności (bo to moja własność, mój niewolnik, tak jak moja jest ta ręka czy, nie przymierzając, brzuch). Zresztą co tam starożytność, w Stanach Zjednoczonych takie spory zakończyły się wojną domową, zakazem podziału kraju (oddzielenia się stanów które uważały inaczej), narzuceniem swojego zdania na temat praw obywatelskich tych, których nie wszyscy uważali za równorzędnych ludzi. O tych, którzy w Europie niecały wiek temu uważali się za lepszych od „podludzi” i przyznawali sobie prawo do usuwania tych, którzy marnują zasoby tworząc „niższe” cywilizacje, nawet nie wspomnę.

            Chodzi mi o to, że spór o aborcję to nowa twarz konfliktu jaki się toczy od tysięcy lat, sporu o kształt cywilizacji. A nasze czasy będą w przyszłości nazywane Średniowieczem (lub jakimś równoznacznym epitetem), ale w sensie dokładnie odwrotnym, niż go używają dzisiejsi uczestnicy sporu o aborcję.

            (…)

            Nikogo nie obrażam, stwierdzam fakt – o tym, czy aborcja jest morderstwem najenergiczniej wypowiadają się ci, którzy jej kiedyś dokonali. To zaburza obiektywizm sporu. I na tym polega dramat współczesnego świata. Ażeby to stwierdzić (że najbardziej rozgorączkowane głosy w „dyskusji” to rozpaczliwy krzyk „ludzie nie pozwólcie „IM” nazwać tego co zrobilam/do czego zmusiłem lub namówiłem morderstwem) nie trzeba się nawet spierać o człowieczeństwo płodu, wystarczy poczytać podręczniki psychologii (hint: „redukcja dysonansu poznawczego”). Podobnie można wytlumaczyć irracjonalną chęć dorobienia „im” (obrońcom życia) jakiejś twarzy, np. Kościoła (najlepiej Bardzo Złego Kościoła). Choć akurat ten (jakkolwiek na takie tematy jak godność istoty ludzkiej czy prawo do życia wypowiada się jak Pan Bóg przykazał, bardzo jednoznacznie) akurat w najnowszym sporze ma stanowisko bardzo zachowawcze, utrzymania status quo.”

  4. Nie ma się co powstrzymywać. Bez żadnego hejtu wobec tej Pani warto jasno powiedzieć, że to co zrobiła było zwyczajnie głupie. Przekaz polityczny zmieszany z reklamą rzadko kiedy bywa skuteczny. Sponsor płaci jej za reklamowanie produktu i zwiększanie sprzedaży, a nie zwiększanie sprzedaży w grupie ludzi o określonych poglądach i zrażanie klientów o poglądach przeciwnych. Zresztą wśród ludzi identyfikujących się z protestami wciśnięcie na siłę batona też nie zostanie raczej dobrze odebrane.

    • Naruszyła. Powinna się przebranżowić i wsadzić sobie tego batona w dudę. Może by na tym zrobiła lepszy hajs, niż na byciu hieną…

      • Nie pochwalam większości lokowań produktów, które nie są wyraźnie oznaczane jako reklama.

        Ale w drugą stronę nie lubię też przesady. A w tym przypadku influencerka nie „podeszła lekceważąco” ani do protestów, ani tego, czego te protesty dotyczą, wręcz przeciwnie, z tego co na szybko spojrzałem (przyznaję, nie zagłębiałem się w temat), dosyć aktywnie te protesty wspiera. Tu, bezmyślnie, jeb.ęła lokowanie produktu i tyle.

        Ale abstrahując od powyższego – czy jest jakiś przymus lub obowiązek poważnego traktowania protestów? Dla mnie cała ta afera wokół protestów i tej influencerki wygląda jak jakaś nowa, świecka, forma reakcji na obrazę uczuć religijnych. Ten hejt, to jest takie współczesne palenie czarownic, śmiała spojrzeć krzywym okiem na protesty, chciała się na tym dorobić „Niech spłonie, wiedźma! A jak nikt jej nie spali, to widłami zadźgamy!”.

        Popieram protesty całym sercem, ale uważam, że najgorsze co można zrobić, to krucjaty hejtu na ludzi, którzy popełniają jakiś głupi, mało istotny błąd. Przecież to lokowanie produktu dla idei stojących za protestami nie miało żadnego wpływu, znaczenia.

  5. „Zachowanie jest nieprzemyślane”… Ależ oczywiście ze jest. To jest taka „pani gadżet” co z uśmiechem na pysku sprzeda ci wszystko, nawet własną matkę. Nazywam takie Q.rew handlowa.

    Oczywiście decyzja producenta słuszna, choć spowodowana raczej niechęcią do kojarzenia wyrobu z polityką. Natomiast ciekawi mnie decyzja śledzących tą panią kobiet. Czy dalej będą korzystać ze światłych rad tej „influencerki”? Co to w ogóle jest za sposób zarabiania na życie???

    • Ja widzę. Trochę inaczej buduje się tu markę. Influencer czy jak go tam zwał, buduje swoją na zaufaniu. Politykom nikt nie ufa i wszyscy (normalni) uważają ich za szuje i świnie. A przynajmniej mają daleko idące podejrzenia…

      Jakby nie patrzeć, finezją się nie wykazała… ;)

  6. Jeszcze raz podkreślę – fala hejtu i wyzwisk skierowana w stronę instagramerki nie może być pochwalana.

    Niemniej zakończenie współpracy z fitnessową influencerką przez producenta, który pozycję na rynku ma niewątpliwe silną, to odczuwalna kara. I na taką niewątpliwie zasłużyła.

    Oooo prosze. Widac jak ludzie maja niepokolei w glowie. Wedlug autora fala hejtu nie moze byc pochwalana ale zerwanie wspolpracy przez firme to cos na co zasluzyla. A wedlug instagramerki jest kompletnie odwrotnie. Ona uwaza ze zasluzyla na fale hejtu a nie na zerwanie umowy przez producenta.

    Skoro sama instagramerka uwaza ze fala hejtu jest adekwatna to dlaczego mielibysmy jej nie pochwalac?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *