W angielskim sklepie chciano wprowadzić zakaz mówienia po polsku i… ma to sens

Gorące tematy Zagranica dołącz do dyskusji (774) 30.09.2017
W angielskim sklepie chciano wprowadzić zakaz mówienia po polsku i… ma to sens

Kasia Bayer

W angielskim sklepie Vision Express zabroniono pracownikom mówić po polsku na przerwie obiadowej. MSZ stwierdził, że to pośrednia dyskryminacja, a na popularny salon optyczny posypały się gromy. Historia moim zdaniem ma jednak drugie dno.

Polskie media wyjątkowo solidarnie stwierdziły, że stał się skandal. Polski naród znowu został uciemiężony tym razem przez złego, bezdusznego angielskiego pracodawcę. Bezduszny pracodawca zażyczył sobie bowiem, żeby podczas przerwy obiadowej, czyli przecież nie w pracy, tylko praktycznie w swoim czasie wolnym, pracownicy nie korzystali ze swojego ojczystego języka, a posługiwali się językiem angielskim. Jakie powody pracodawca ku temu widział to nieważne, chociaż o tym za chwilę. Ważne za to, że dyskryminacja, że brak tolerancji. A tak w ogóle to Polski nie było przez ponad 100 lat na mapie, więc szacunek się należy. Polski zresztą to ładny język.

Po tym, jak rozpętała się burza sklep przedstawił Informacyjnej Agencji Radiowej stosowne oświadczenie.  Tłumaczy w nim jak sprawa wygląda z ich perspektywy. Jak wynika z tego tekstu, zakaz nie dotyczył wcale mówienia po polsku, tylko w języku innym niż angielski. Robi to różnicę, ale „dyskryminowani Polacy” brzmią jednak bardziej komentarzogennie. Poza tym w oświadczeniu znalazło się miejsce na wyjaśnienie, dlaczego w ogóle zdecydowano się na tego typu posunięcie:

„W naszym miejscu pracy mówiono w wielu różnych językach — niektórzy zgłosili nam, że czują się wykluczeni. […] Używanie wspólnego języka jest również ważne ze względów bezpieczeństwa, dlatego uprzejmie poprosiliśmy o używanie w pracy języka angielskiego”.

Dlaczego pomysł wcale nie jest nietrafiony?

Rozumiem, że teza będzie raczej niepopularna, ale szczerze mówiąc, dopóki nie dochodzi do skrajności, nie widzę nic złego w propozycji angielskiego pracodawcy. W sytuacji, w której w sklepie pracuje wiele osób posługujących się na co dzień różnymi językami, naturalnym powinno być dążenie do tego, aby między sobą wszyscy posługiwali się uniwersalnym angielskim. Korzystanie z języka ojczystego bez dwóch zdań ma swoje plusy, bo można bez konsekwencji wyrazić, chociażby mniej lub bardziej niepochlebne opinie czy spostrzeżenia. W bardziej międzynarodowym i międzyludzkim sensie ma też sporo minusów.

Nie uważam, że powinno się wprowadzać zakaz totalny mówienia w języku innym niż angielski od momentu wejścia do chwili wyjścia z pracy. Jednak w sytuacji, w której w pomieszczeniu przebywa wiele osób różnych narodowości, posługiwanie się jednym językiem, znanym wszystkim, mogłoby mieć prawdopodobnie pozytywny wpływ na ogólną atmosferę i relacje między pracownikami.

Zakaz mówienia po polsku

Zastanawiam się też, ile z osób negatywnie komentujących propozycję Vision Express stwierdziłoby w odwrotnych okolicznościach, że skoro jesteśmy w Polsce, to mówimy po polsku. Jeżeli zaś się komuś nie podoba to może, że tak powiem, wrócić do ojczyzny.

Ostatecznie Vision Express pod wpływem presji zrezygnował ze swojego pomysłu.