Janusz Kowalski to zawodowy kłamca. Taki, jakiego polska polityka chyba jeszcze nie widziała

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (445) 08.12.2020
Janusz Kowalski to zawodowy kłamca. Taki, jakiego polska polityka chyba jeszcze nie widziała

Maciej Bąk

Tak, wiem co powiecie czytając ten tytuł: wszyscy politycy kłamią. I w pełni się zgadzam, bo mówienie nieprawdy jest niestety elementem pracy decydenta. Ale bohater tego tekstu to naprawdę, zapewniam was, prawdziwy zawodowy kłamca. Człowiek, który wciska ludziom tak wierutne bzdury, że nie mieści się to w głowie. I robi to z czystym wyrachowaniem, realizując cel, jaki mu wyznaczono. Albo dla jakiego go zaprogramowano.

Zawodowy kłamca

Janusz Kowalski to poseł Solidarnej Polski i wiceminister aktywów państwowych. Od kilku miesięcy jest niekwestionowaną gwiazdą mediów. Zapraszają go wszelkie radia i telewizje, zupełnie nie widząc problemu w tym, że dają mu przestrzeń do wygłaszania rzeczy całkowicie niezgodnych z prawdą. W Bezprawniku wywiadu z Januszem Kowalskim nie przeczytacie, bo rozmowy z takimi ludźmi nie mają właściwie prawa być nazwane wywiadami. Przeczytacie za to kilka dowodów na to, że jest zawodowym kłamcą.

Janusz Kowalski i homo-małżeństwa od 1 stycznia

„Wiceminister Janusz Kowalski fantastycznie rozprawił się z opozycją” – takimi słowami twitterowe konto Solidarnej Polski zapowiada opublikowany fragment programu w TVP Info, w którym głos zabrał Janusz Kowalski. Oświadczył on, że według aktualnego dealu z unią Polska będzie zobowiązana od 1 stycznia do:

  • homo-małżeństw
  • adopcji dzieci przez pary homoseksualne
  • przyjmowania tysięcy imigrantów muzułmańskich
  • uczenia naszych dzieci gender

Jeśli tego nie zrobimy, to unia wykorzysta wobec Polski rzekomy „tytuł egzekucyjny”. Naprawdę tak powiedział, sprawdźcie poniżej.

https://twitter.com/SolidarnaPL/status/1334184970726887428?s=20

Czy tak oczywiste bzdury trzeba prostować? Najwidoczniej tak, bo kłamstwo powtarzane tysiąc razy podobno w głowach niektórych staje się prawdą. Dlatego wyjaśnię to jednym zdaniem: ani jeden z warunków podanych przez Kowalskiego nie jest zawarty w projekcie ani budżetu, ani Unijnego Funduszu Odbudowy. Jedynym warunkiem jest praworządność, rozumiana w kontekście uczciwego wydawania unijnych środków. Tyle. A dla niepraworządnego polskiego rządu: aż tyle.

Janusz Kowalski i… kłamstwo o kłamstwie

Janusz Kowalski tak doskonale zna się na kłamaniu, że podczas wywiadu sam mówi telewidzom co według niego jest kłamstwem. I tak dziś w Telewizji Republika powiedział, że „kłamstwem jest to, że poza Polską i Węgrami Unia Europejska może zbudować Fundusz Odbudowy, w którym Polska i Węgry nie będą uczestniczyć. To jest kłamstwo, to jest narracja dzisiaj niemiecka”.

No cóż, panie Januszu, plan powstania takiego właśnie funduszu bez Polski i Węgier nie tylko jest realny, ale już zaczął być wdrażany. Fundusz Odbudowy to fundusz zupełnie odrębny od tradycyjnego budżetu EU, nieobligatoryjny, zatem nic nie stoi na przeszkodzie by powstał we współpracy 25 praworządnych państw, które z dnia na dzień tracą – słusznie – ochotę na współpracę z Polską i Węgrami. Zresztą o tym, że pan kłamał może przekonać się pan już niedługo, jeśli weto w sprawie praworządności stanie się faktem.

Aha, najzabawniejsze jest to, że ten sam Janusz Kowalski sam zaczął wspominać o tym że Polska, Węgry i… Wielka Brytania same powinny zrobić sobie swój fundusz odbudowy. I on już, jak rozumiem, byłby legalny?

Janusz Kowalski i kłamliwa grafika

O tym kuriozalnym zdarzeniu pisaliśmy już na łamach Bezprawnika. Otóż Janusz Kowalski 26 listopada opublikował grafikę, na której porównał – uwaga – transfery budżetu UE do Polski pomniejszone o składkę członkowską (440 mld zł) oraz transfery kapitałów z Polski do państw UE (758 mld zł). Wszystko po to, żeby wyszło mu że rzekomo Polska więcej „oddała” innym krajom unijnym niż od nich uzyskała.

Problem w tym, że te 758 miliardów to po prostu zysk, jaki osiągnęli działający w Polsce zagraniczni akcjonariusze i właściciele przedsiębiorstw działających w Polsce. Jest to dana zupełnie niepowiązana z transferami z UE nad Wisłę, w dodatku zupełnie nie uwzględniająca chociażby inwestycji poczynionych w naszym kraju przez owe zagraniczne podmioty czy pracy, jaką dali przecież głównie Polakom. Ale czy manipulant i zawodowy kłamca przejmowałby się tym, że podane przez niego dane nie mają ze sobą nie wspólnego? No chyba nie.

Janusz Kowalski i granty zamiast kredytów

Janusz Kowalski tak bardzo nie chce unijnych pieniędzy, że jest w stanie poświęcić ich celowość na ołtarzu swojego kłamstwa. Dlatego sam wrzuca do internetu swoją wypowiedź mówiącą: „Europejski Instrument Odbudowy jest kredytem, który zaciągnie UE. Kłamstwem jest, że mamy dostać za darmo 23 mld EUR z UE. Polska przez 30 lat będzie spłacać ten dług”.

No to szybkie wytłumaczenie: tak, Polska dostanie z Unii Europejskiej 23 miliardy euro bezzwrotnych grantów. NIE w postaci kredytów. W postaci kredytów otrzyma natomiast drugą część pieniędzy – ona wynosi ponad 34 miliardy euro (są to kredyty niskooprocentowane, bezcenne w czasie globalnego kryzysu po pandemii). Czyli Janusz Kowalski wmawia ludziom, że bezzwrotne granty w wysokości 23 miliardów euro to kredyty, które będzie Polska spłacać. Dlaczego to robi? Bo jest zawodowym kłamcą?

Przykłady można mnożyć bez końca

Ten tekst mógłby być nieskończenie długi, bo niezwykle aktywny medialnie Janusz Kowalski kłamie codziennie, często po wiele razy. Chociażby dzisiaj, komentując słowa Tadeusza Rydzyka na urodzinach Radia Maryja, powiedział że „Zjednoczona Prawica wypala żelazem wszelkie rodzaju przestępstwa, w tym przestępstwa pedofilskie”. Powiedział to wiedząc, że szumnie zapowiadana komisja do spraw pedofilii od półtora roku nie może ruszyć. Ale zrobił to, bo mógł. Przecież z tego żyje.

Przeraża mnie ta osoba. Naprawdę. Widzę w jego oczach całkowity brak skrupułów, taki jaki kojarzy mi się z najgorszymi czasami w historii. Jestem przekonany, że granice kłamstwa dla wiceministra aktywów państwowych nie istnieją. A im bardziej szarżować będą chłopcy Zbigniewa Ziobry, tym audytorium dla tych kłamstw będzie szersze. I co z tego, że większość ludzi będzie wiedziała, że nie słyszy prawdy. Będzie pewna część, która będzie to chłonąć, jak bohater „Mechanicznej Pomarańczy” podczas słynnej sesji u Kubricka. I tak zaczną się rodzić kolejne Janusze Kowalskie. A może zaczną się replikować? Bo chyba nie tylko ja mam z powodu jego działalności wrażenie, że replikanci już istnieją. Przypominam bowiem, że akcja „Blade Runnera” toczy się właśnie w obecnych czasach.