Dyrektywa o prawie autorskim w Unii Europejskiej nie spodobała się firmom internetowym, w tym Google.

O prawie autorskim piszemy dużo i w związku z różnorakimi tematami. Jednakże ostatnio dość sporo pisze się nie tylko na łamach Bezprawnika o prawie autorskim w związku z internetem. Nowa dyrektywa o prawie autorskim, którą przygotowuje Unia Europejska, nie spodobała się firmom internetowym, w tym Google.

Pisałem niedawno o tym, że Mozilla wnioskuje o zmianę prawa autorskiego obowiązującego w Unii Europejskiej. Jednym z wpisów było hasło „Nie psujcie internetu!”. Twórca Firefoxa i Thunderbirda nie spodziewał się jednak takiego obrotu spraw, jaki można zauważyć, przeglądając propozycję dyrektywy o prawie autorskim przygotowywanej przez fachowców z Komisji Europejskiej.

Głównie skupiono się na cyfrowych technologiach, które obecnie są nośnikiem większości dostępnych dla nas informacji. Muzyka, filmy, programy, relacje, radio, telewizja, książki i prasa są dystrybuowane cyfrowo i dostępne niemal dla każdego, kto ma możliwość użycia urządzeń obsługujących połączenia internetowe.

Coraz większą popularność zdobywają nowoczesne formy konsumpcji treści w internecie. Nie tylko portale agregujące filmy, teksty i muzykę, ale też poprzez streaming, VOD, etc. Komisja Europejska przyjęła wnioski dotyczące dostępności do treści za granicą, praw autorskich w przypadku edukacji, badań, dziedzictwa kulturowego i integracji osób niepełnosprawnych. Powzięto też decyzje, mając na uwadze sprawiedliwy rynek dla twórców, sektorów kreatywnych i prasy.

Możliwe, że znikną geoblokady, które teraz sprawiają, że niektóre treści nie są dostępne dla konsumentów w innych krajach, a wszystko ze względu na prawa do dystrybucji różnego rodzaju treści i praw do nich, jakie roszczą sobie różne podmioty. Producenci i wydawcy będą mieli informować o zyskach twórców treści, które dystrybuują.

Platformy internetowe agregujące treści będą zobowiązane do wdrożenia monitoringu zamieszczanych w nich treści. Dotyczy to nie tylko filmów, programów i muzyki, ale też zdjęć i tekstów. Jeśli treści zaakceptują prawnicy, to dopiero wtedy będą one mogły znaleźć się w sieci.
W związku z tym wiele znanych firm zgłosiło swoje obawy co do faktycznego zastosowania nowych dyrektyw w realnym życiu. Przedstawiciele Google mówią o tym, że podobne rozwiązania wprowadzały Hiszpania i Niemcy. Skutkiem tego z hiszpańskiej sieci zniknął serwis Google News. W Niemczech złagodzono restrykcyjne prawo i treści pozostały dostępne dla internautów.

Fachowcy twierdzą, że nowe prawo autorskie musi być jeszcze dopracowane i konsultowane z przedstawicielami wszystkich środowisk, dzięki czemu wypracowane zostaną najlepsze możliwe rozwiązania, które będą uwzględniały zarówno interesy twórców, wydawców i dystrybutorów.

Ciekawi mnie głównie zapis o konieczności monitorowania wszelkich treści przed ich publikacją. Jaką moc będą musiały mieć komputery i jakich algorytmów użyją, żeby porównać treści z tymi, które są zarejestrowane jako legalne i uznać, czy nowy twór nie łamie żadnych praw.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Jeśli masz problemy związane z prawem autorskim, kradzieżą swojej pracy twórczej, naruszeniem wizerunku, a także wszelkich innych, w których chciał(a)byś uzyskać poradę prawnika, możesz skontaktować się z redakcją Bezprawnik.pl. Współpracuje z nią zespół osób specjalizujących się w poszczególnych dziedzinach, który solidnie, szybko i tanio pomoże rozwiązać Twój problem. Opisz go pod adresem e-mailowym kontakt@bezprawnik.pl, a otrzymasz bezpłatną wycenę rozwiązania sprawy.