Czy będzie drugi lockdown? Opisujemy cztery możliwe scenariusze

Codzienne Społeczeństwo Zdrowie dołącz do dyskusji (66) 10.10.2020
Czy będzie drugi lockdown? Opisujemy cztery możliwe scenariusze

Jerzy Wilczek

Niemal każdy kolejny dzień przynosi nowy rekrod jeśli chodzi o zakażenia. Cała Polska stała się już żółtą strefą – ale wątpliwe, żeby to wyhamowało rozwój pandemii. Co więc dalej? Jakie będą nowe obostrzenia w Polsce? Oto najbardziej prawdopodobne scenariusze.

Nowe obostrzenia w Polsce. „Licealny lockdown”

Nie trzeba być epidemiologiem, by wiedzieć, co byłoby najlepsze dla zmniejszenia liczby nowych zakażeń. Żółta strefa w całym kraju nie wystarczy. Potrzebne jest przede wszystkim zamknięcie szkół i przedszkoli. To przyniesie jednak gigantyczne kłopoty. Zresztą, pamiętamy to wszyscy z początku roku.

Rodzice małych dzieci musieli brać wolne, bo przecież nie można swoich pociech zostawić samemu. To z kolei gigantyczne straty dla gospodarki. Na początku roku rząd jeszcze był w stanie znaleźć środki na kolejne „tarcze”. Teraz jednak mógłby być z tym problem.

Skoro lockdown „pełny” nie wchodzi w grę, można zdecydować się na zamykanie tylko szkół średnich. To półśrodek, który oczywiście tylko częściowo wyhamuje rozwój pandemii. Jednak ma to jakiś sens – z systemu „wyjmie” się tych uczniów, którzy mogą sobie poradzić bez rodziców. I którzy mogą się uczyć samemu, w domu.

To dość prawdopodobny scenariusz – ponoć rząd na początek planuje właśnie takie ograniczenia.

Lockdown, ale jeszcze szerszy

Rząd przez ostatnie miesiące lubił podkreślać, że Polska przez koronawirusowy kryzys przeszła stosunkowo suchą stopą – i to zarówno od strony gospodarczej, jak i epidemicznej. Teraz jednak sytuacja ewidentnie wymyka się spod kontroli.

Można więc zakładać, że rządzący po cichu myślą o powrocie lockdownu, który pamiętamy z początku wiosny. A może nowy lockdown będzie jeszcze szerszy? Biorąc pod uwagę ilość zakażeń, są na to spore szanse.

Bo wbrew pozorom polski lockdown wcale taki surowy nie był – w końcu niektóre kraje w ogóle zabroniły wtedy opuszczania domów, zamykano poszczególne regiony czy miasta, gdzieniegdzie zamykano nawet sklepy spożywcze. Nawet jeśli z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że to ciągle mało prawdopodobny scenariusz – to im więcej będzie rekordów zakażeń, tym prawdopodobieństwo będzie większe.

Czasowe lockdowny

Jak uratować nas przed dziesiątkami tysięcy nowych zakażeń dziennie, jednocześnie nie rujnując gospodarki? Niektórzy eksperci proponują „złoty środek” – czasowe lockdowny, trwające 2 czy 3 tygodnie. W tym czasie powinny być zamknięte szkoły, przedszkola, a nawet większe zakłady pracy.

Wszystko po to, by zmniejszyć liczbę zakażeń, ale też by nie „zatkać” służby zdrowia. Jeśli przez 2 tygodnie ograniczyłoby się nowe zakażenia, to mniejsze jest ryzyko, że zabraknie respiratorów czy nawet łóżek w szpitalach.

Nowe obostrzenia w Polsce. A może… wariant szwedzki?

W pierwszej połowie roku Szwedzi zastosowali zupełnie inną strategię niż większość krajów świata – i nie zdecydowali się na szeroki lockdown. Wielu nazywało wtedy politykę Szwedów „bezwzględną” czy „szaloną”.

Do dziś trwają zresztą gorące spory na ten temat. Niektórzy podkreślają, że nie ma dowodów na to, że udało się w kraju zbudować „odporność stadną”. Z drugiej strony, wyraźnie widać, że druga fala koronawirusa nie uderzyła w Szwecję tak mocno – dziennie jest zwykle kilkaset nowych przypadków, znacznie mniej niż w Niemczech czy Włoszech, o Polsce nie wspominając.

Do pewnego momentu zresztą wydawało się, że polski rząd chce po cichu właśnie korzystać z rozwiązań Szwedów.

Wygląda jednak na to, że zamiast szwedzkich rozwiązań będziemy mieli raczej nowe restrykcje. Trzeba więc zapiąć pasy – najbliższe miesiące na pewno nie będą dla nas łatwiejsze niż tegoroczna wiosna.

66 odpowiedzi na “Czy będzie drugi lockdown? Opisujemy cztery możliwe scenariusze”

    • Z tego co zaobserwowałem u siebie w mieście ludzie starsi nie korzystali z tych godzin. W trakcie ich trwania były pustki. Tłumy w sklepach były przed godzinami dla emerytów bo każdy chciał się wyrobić i po nich, czym zwiększa się ryzyko zarażenia. A emeryci idą na zakupy kiedy chcą. Gdyby nie było tych godzin ruch byłby normalny. Nikt nie oglądałby się na to czy zdąży przed tymi godzinami czy nie… Poza tym starsi ludzie którzy się boją niech poproszą o zakupy rodzinę, przyjaciół, sąsiadów, wolontariuszy…

  1. Jeśli chodzi o szkoły, problem jest w nieco innym miejscu: najpierw był strajk nauczycieli, potem powrót do szkół tuż przed wakacjami, jesienią sprzątanie po strajku, potem epidemia, a teraz start w atmosferze strachu i niepewności. Normalnie w szkołach było ostatnio 1,5 roku temu, a nie wiadomo, kiedy to się skończy. Wczoraj rozmawiałem z kolegą, którego matka jest psychologiem – dzieci mają bardzo poważne poważne problemy z tym wszystkim.
    Czas zdecydować, np. że:
    A – Nie będzie egzaminów do czasu zakończenia epidemii plus minimum pół roku na doprowadzenie się do porządku. Jest to znakomita okazja do usunięcia przynajmniej kilku z nich na stałe.
    B – Kolejne egzaminy będą dostosowane do faktycznie zrealizowanego programu, jeśli jednak coś się uda zrealizować. Lub po prostu będą dotyczyć tego, co zrealizowano do końca Marca 2019r.
    C – Jeśli szkoła chwilowo działa, to ma powtarzać znane rzeczy, pomagać słabszym uczniom, znane a nie gonić z programem. 1,5 roku i tak nie da się nadrobić, więc trzeba się skupić na ważniejszych sprawach.
    Pozdrawiam.

  2. Moim zdaniem wnioski sa proste. Gdyby to byla pandemia po ktorej od zarazenia w ciagu kilku dni lezysz w szpitalu lub nieruchomo na ulicy, to ludzie reagowaliby inaczej, ale tak nie jest i na tym polega caly problem z odpowiedzialnoscia jaka mamy w tym kraju i nie tylko w tym.

    Od marca do dzis chodzilo zawsze tylko i wylacznie o odciazenie sluzby zdrowia. To sie udalo od samego poczatku, ale z dniem przywracania gospodarki bardzo szybko okazalo sie ze Polacy po prostu maja w dupie, poniewaz w wieku ponizej wiekszosc ludzi nie jest w ogole narazona na ten wirus lub przechodzi go kompletnie bezobjawowo.

    Ludzie nie sa odpowiedzialni i w wiekszosci nie beda. Kazdy chce zyc tak jak mu sie podoba

        • Powodzenia.Ja jednak nie mam ochoty skończyć pod mostem przez brak możliwości zarabiania.Z czego ludzie mają się utrzymywać siedząc w domach przez wiele miesięcy?

          • Widzisz, są rzeczy które można utrzymać w czasie pandemii i takie których się nie da. Jak dla mnie idiotyzmem jest dopuszczenie wesel, otwarcie restauracji. Tutaj taniej państwu będzie zapłacić chorobowe tym, co są z tą branżą związani zawodowo niż leczyć skutki niefrasobliwości idiotów, którzy musza udowadniać że nie ma wirusa.

            W dodatku, o ile wiem, pandemia u nas trwa już pół roku – to wystarczy aby się przygotować do wzrostu zakażeń i madres firmy to robią. A głupcy nie powinni prowadzić biznesików.

          • Nie mamy już pieniędzy na to chorobowe na tak dużą skalę. Zadłużać nie można się bez końca,a dodruk może tylko spowodować, że po chleb będziemy chodzić z walizką.Trzeba wrócić do życia,nawet jeśli „w reżimie sanitarnym”.

          • Jak nie mamy pieniędzy?

            Jak myślisz, co jest społecznie ważniejsze dziś – zapłacenie ludziom, aby nie pracowali i tym samym chronili innych, czy wydawanie miliardów na 500+?

            Nie wrócisz do normalnego życia tej jesieni. Oby to się udało w kwietniu/maju 2021.
            I w jakim reżimie sanitarnym maja działać choćby restauracje czy odbywać się wesela?
            Jak maja dzieciaki uczyć się w przepełnionych klasach i nie przekazywać wirusa?

          • 500+ i inne podobne to o wiele za mało,by pokryć straty spowodowane wielotygodniowym zamknięciem większości gospodarki.Same tylko koszty budżetu państwa związane z pierwszym lockdownem wyniosły podobno ponad 100 miliardów. Tylko dzięki wątpliwym sztuczkom księgowym nie przekroczyliśmy limitu konstytucyjnego.A kwota ta i tak nie obejmuje jeszcze większych strat przedsiębiorstw i obywateli.

          • Tak,ale to nie wystarczy.Nie stać nas na całkowite zamknięcie gospodarki i pozostaje się z tym pogodzić.

          • Ale kto mówi o całkowitym. Piszę o tych branżach, które są źródłem potencjalnych zakażeń.
            I jak piszę – szefowie firm mieli czas na przygotowanie się do jesieni, plany awaryjne itd. Jak ktoś przebalował lato to wybacz, ale mi takich biznesów nie żal.
            Prowadząc firmę zawsze musisz tworzyć warianty, a tutaj sytuacja była aż nadto przewidywalna.

          • Recepta jest banalnie prosta,należy zacząć leczyć chorych,a nie zakażonych i przestać testować jak popadnie ,a tylko chorych z objawami czy to kovid czy grypa.Sytuacja wróci do normy w ciągu miesiąca

  3. Niemal każdy kolejny dzień przynosi nowy rekrod jeśli chodzi o zakażenia.

    Wiem, że się czepiam, ale na widok takich literówek w mającym być szanowanym i rzetelnym źródle informacji mój wewnętrzny nazista gramatyczny zaczyna ryczeć i krzyczeć: „Heil spellcheck!”
    (Jest pewnie w każdym z was, tylko niektórym trudniej jest go obudzić).

  4. Tak jak jestem i byłem przeciwnikiem lockdownu, tak trzeba będzie go niestety wprowadzić. W ostatnich 3 dniach mamy taki wzrost zakażeń, że zaraz cała Polska będzie objęta czerwoną strefą. A strategia bez obostrzeń nie sprawdza się w kraju gdzie brakuje specjalistów w szpitalach, babcie i dziadkowie opiekują się wnukami, młodzi mieszkają razem z rodzicami, a obywatele nie przestrzegają zasad dystansu, higieny i zakładania maseczek. Wiele pomógł w tym sam rząd mówiąc że maseczki nie pomagają i że wirusa nie ma i nie trzeba go się bać. Nie bez przyczyny rząd uchwalił budżet na 2021 rok z deficytem 100 mld zł, więc drugi lockdown to kwestia dni.

    • Rząd wierzy w magiczną datę 15.10. Bo wtedy ma maleć. Co prawda żaden model nie przewidywał tego co jest dziś, ale w sumie wiara w modele jest nam znana od marca.

        • Nie wiem co ma maleć, ale słyszałem, że ma być lepiej koło 15.10 Chyba z epidemią, pewnie się będzie wypłaszczać (jak w marcu/kwietniu).

          Jedyny plus obecnego MZ że jednak słucha ekspertów i dzięki nim zwiększono liczbę osób do obsługi respiratorów.

    • No i mamy protesty debili, gdzie jak sądzę za kilka dni paru z nich odkryje że może oni w wirusa nie wierzą ale wirus wierzy w nich. Tam starczy że jeden byłby bezobjawowy a paru innych będzie mieć peszka…
      I mam nadzieje że spisano dane tych ludzi, tak żeby lekarze mieli nieco łatwiej w podejmowaniu decyzji kogo ratować, no ich nie; bo oni przecież i tak nie wierzą w wirusa.

      • Wirus wierzy w nich.
        Ja oczywiście dostaję kable dyplomatyczne Wojsk SARS-CoV-2 i je czasem tu wykładam, ale takie informacje, jakoby wirusy miały w cokolwiek wierzyć do mnie nie dotarły. Z tego co mi wiadomo, Wojska SARS-CoV-2 w głupotę ludzką nie wierzą, one ją zakładają, bo wiedzą o jej światowym rozpowszechnieniu.
        Skąd Pani ma takie informacje poufne?
        Z góry dziękuję za odpowiedź. ;)

        Dla niewtajemniczonych w moją działalność tłumaczeniową: proszę zajrzeć do art.: „Ponad 100 powiatów w czerwonej i żółtej strefie, Warszawa na 99 proc. z obostrzeniami. Wielka aktualizacja listy MZ”, sprzed trzech dni.

  5. Jak najszybciej drugie zamknięcie, potem piątek, siódme, dziesiąte… Dadzą taki sam „efekt jak pierwsze, więc czemu nie piętnaste?
    Pieniądze z podatków od firm które pójdą z torbami, przyniosą w torbach krasnoludki. Na renty, emerytury, szkoły, służbę zdrowia.
    To oczywiste, że 38 milionów Polaków musi się stać zakładnikiem 5 tysięcy leżących w szpitalach. Być może nawet 10 tysięcy i na przykład 20 tysięcy zgonów. To nieważne, że bez koronawirusa w Polsce umierało codzień blisko tysiąc osób. Taka „nowa solidarność”.
    To oczywiste, że na przykład by ratować 0.1% domu, należy podpalić pozostałe 99%, albo by wyrwać zęba należy przy tym obciąć głowę. Rozsądnym jest także wylewanie dziecka z kąpielą, podobne jak i aplikowanie pacjentowi lekarstwa gorszego od choroby.
    Na szczęście, mówiąc na poważnie, PiS to twardziele, którzy mają jaja i chyba tylko ktoś kompletnie naiwny nie widzi, że to co robią to WŁAŚCIWĄ strategią gry na czas i ruchów pozorowanych.

    • Czyli wg Ciebie robimy tak – jak było (chyba) 6 tys. łózek w szpitalach dla covidówców to nie zwiększamy tej liczby i jest dla Ciebie ok, ze wielu nie będzie leczonych.
      Jak zabraknie respiratorów, to godzisz się z tym że wielu umrze.

      Rozumiem, ze jak przypadkiem będzie potrzebował pomocy medycznej albo jak tej pomocy będzie potrzebował ktoś z Twojej rodziny to akceptujesz ograniczenia i zrzekasz się roszczeń ze nie będzie leczenia.

      • Zwiększamy, dodajemy respiratory, robimy wszystko co w mocy państwa by pomóc słabszym, chorym. Ale NIE KOSZTEM INNYCH.
        Pisząc „ruchy pozorowane” miałem na myśli choćby niespieszne uczynienie Polski „żółtą strefą”, godziny dla seniorów itp.

        • Tzn. skąd bierzemy te respiratory, łóżka i lekarzy? Ale tak konkretnie.

          A Polska powinna być już cała czerwoną strefą. Z zakazem wychodzenia z domu poza drogę do pracy i sklepów itd.

          • Odpowiem pytaniem na pytanie – skąd pewność, że po drugim, kolejnym zamknięciu ich nie zabraknie?

          • Cały wic polega na tym, aby minimalizować skutki zamknięcia i czekać na szczepionkę. Jak dziś 200 tyś. ludzi siedzi na kwarantannie to myślisz że w wielu firmach nie ma praktycznego lockdownu?

            Powiem więcej, może z punktu widzenia społecznego jest płacić np. pracownikom restauracji, kin, branży weselnej przez rok zasiłek chorobowy i nie dopuszczać do tego co się dzieje teraz, czyli braku kontroli nad epidemią.

            To oczywiście wymaga decyzji rządu, ale nasz nie ma na to czasu.

          • Nie wiem dokładnie, tych danych akurat nie mam. Wiem tylko, że zamknięcie 200 tysięcy a 38 milionów to kolosalna różnica.
            Bądź spokojny, powiedziałem Ci, że to co widzisz, jest malutką grą wstępną, niemniej jednak to nie jest TO.
            Pamiętaj – strach ma wielkie oczy, pośpiech jest złym doradcą i jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy.

          • Widzisz – problem czasu jest tutaj kluczowy. Ja się nie boję, a strach to maja raczej antymaseczkowcy i ci, co tak ostatnio troszczą się o gospodarkę.

            Może zamiast zaprzeczać pomyśleć jakie branże stanowią realne zagrożenie i te zamknąć? Jak dla mnie restauracje, wesela, kina, wystawy czy inne tego typu wydarzenia nie powinny być obecnie dostępne. I jak ktoś będzie opowiadał farmazony ze go to zaskoczyło, że on nie wie, to na 100% nie może prowadzić biznesów.

          • Kina, wystawy, galerie, muzea zostaw. Akurat w tych branżach jest dość łatwo kontrolować przepływ ludzi, zachowywać dystans itd. A rozwój kulturalny jest mimo wszystko potrzebny. Tylko odległości mają być naprawdę spore. Ew. postawić takie warunki, gdzie kina będą otwarte na zasadzie „no w sumie to czymś musimy odpłacać za wynajęcie powierzchni, to już trudno, niech będzie te 20-25% miejsc max”. Rozrywkę można podarować, ale wydarzenia kulturalne zostaw. A szczególnie sportowe, gdzie masz ogromny stadion i możesz zawsze tych 2000 kibiców na 20000 miejsc obsadzić (tam co 10. miejsce czy 3 m jeden od drugiego…)

          • Ok, teoretycznie da się to oczywiście rozwiązać. Ale jak patrzę na zdjęcia z rożnych wydarzeń kulturalnych czy sportowych to jakoś nie wierzę że da się to kontrolować.

          • Jasne, w kinie może na wejściu coś kontrolują, ale podczas seansu można robić co się chce i nikt z sali nie wyprosi. Może widzowie myślą, że jak jest ciemno to wirus ich nie zobaczy.

          • Z tych 200 tysięcy do końca października zrobi się milion. To już kilka procent społeczeństwa.

      • Trzeba zamknąć seniorów i osoby z grup ryzyka w domach, bo żonglowanie obostrzeniami jest idiotyczne i po prostu nie działa. Godziny dla seniorów to idiotyczny pomysł, seniorzy powinni dostać po prostu zakaz wychodzenia z domu i tyle, żeby nie zajmowali łóżek szpitalnych. Tylko jeden myk – nie karać, jak jednak babcia nie wytrzymuje w domu. Chce ryzykować – proszę bardzo, jej życie, tylko w takiej sytuacji nie porzucać wszystkiego dla jej ratowania. Niech reszta nabierze odporności i pandemia skończy się w dwa miesiące. Inaczej będziemy się bujać jeszcze długie lata. Już nawet nie chce mi się przypominać, że wykrywalność nowotworów i chorób przewlekłych spadła o kilkadziesiąt procent. Te choroby nie zniknęły.

        • Gdyby w Polsce dzieci (te dorosłe po 25 czy 30) nie mieszkały z seniorami to można by mówić o ochronie seniorów.

          Jak się zatka (a to już niedługo może się stać) system ochrony zdrowia to żadne choroby nie będą leczone

          • To w interesie tych ludzi jest siedzieć w domach. Zresztą już teraz nie leczy się żadnych innych chorób.

          • Po pierwsze leczy się inne choroby, a po drugie to nawet jak będą siedzieć w domu to zarażą ich dzieci z nimi mieszkające. Cóż, najpierw dzieci powinny dorosnąć i się wyprowadzić.

        • Ale skoro nie karać, to jak chcesz babcię utrzymać w domu? Przykuć do kaloryfera? Seniorzy wbrew pozorom wcale się COVID nie boją, przeżyli już gorsze rzeczy, a poza tym na coś trzeba umrzeć.

          A ciągłe siedzenie w domu jest szkodliwe dla staruszka tak samo jak dla dziecka.

          • Lepiej, żeby w domu posiedziało kilka procent społeczeństwa przez 3 miesiące, niż całe pajacowało przez kilka lat. To dorośli ludzie – chcą się zarazić, ich sprawa, tylko niech liczą się z tym, że nikt nie będzie poświęcał całej służby zdrowia dla ich ratowania.

          • Ale to nie jest tak, że ktoś umyślnie chce się zarazić. Też nie jest tak, że osoby starsze powinny siedzieć w areszcie domowym, a szczególnie jak nie masz przy braku takich przepisów (izolacja dotyczy osób chorych, kwarantanna – podejrzanych o zachowanie lub inaczej mocno narażonych na zachorowanie, ale mającą styczność ze źródłem zakażenia) możliwości takiego dokonania.
            Po drugie, skąd masz gwarancję, że izolując seniorów od reszty społeczeństwa, będzie to bardziej skuteczne niż kompleksowe zabiegi dla całego społeczeństwa? To umierają w większości seniorzy na COVID, ale chorują wszyscy. Ja już to słyszałem od pewnego matematyka z listem co do Amerykanów, gdzie stwierdzono podobną rzecz (izolacja seniorów i innych osób narażonych, a innym zostaw święty spokój), pod warunkiem, że ludzie będą ściśle przestrzegali zaleceń sanepidu, co do joty. Jak widać, z dyskusji choćby, wielu umyślnie nie chce się do nich stosować, inni podważają przepisy i nie zamierzają sami z siebie zadbać o innych, choćby tego przepisy nie wymagały.
            Po trzecie, ten argument przede wszystkim może powodować bardzo dużą cyrkulację SARS-CoV-2 wśród osób nieodizolowanych, sądząc z tego, że wpisy o dezynfekcji rąk, maseczkach i dystansie Ci się nie podobają. Co chcesz w zamian? Tak chorobę pokonała Nowa Zelandia, Tajwan, ba Chiny ludowe (z izolacją)! A że choroba ta będzie krążyła wśród osób młodszych, to w którymś momencie dorwie się i do seniorów, no bo co z tego, że będziesz miał zakaz wyjścia, skoro nie będziesz miał zakazu wejścia – zresztą jak powiedziałem – prawnie to nie przejdzie.

          • Niestety, liczby miażdżą sensowność ograniczeń. O ile zamysł piękny, o tyle nie działa. Mimo maseczek, idiotycznego otwierania i zamykania lasów, jeszcze bardziej idiotycznych godzin dla seniorów – liczba zakażeń rośnie. A człowiek mający minimum pojęcia nie patrzy na liczbę zakażeń, bo gdyby testowano na grypę, to lockdown byłby dwa razy w roku na pół roku, tylko patrzy na liczbę zgonów i zajętość łóżek. Ocenianie państw pod kątem liczby wykrytych przypadków jest kretyńskie i błędne. Chiny poradziły sobie z pandemią przestając testować, więc ten argument też leży. Polska jest na końcu UE pod względem liczby łóżek przypadających na 1000 pacjentów. Pacjenci leżeli na korytarzach jeszcze przed pandemią. Brakuje również lekarzy i pielęgniarek, ale nie dlatego, że są rzesze konających pacjentów. Brakuje, bo od trzech dekad nikt nic z tym nie zrobił. A jak to jest z tymi zgonami? No nijak. Dziennie umiera około 1000 osób, z różnych powodów. Na „śmiertelnego” kowida umiera góra 10. Przy okazji – odnośnie debilnego argumentu „CoViD tO nIe GrYpA!” – w Polsce jest 100 razy mniej zgonów na grypę, niż na zachodzie. Przyczyną nie jest to, że mniej osób umiera, tylko po prostu praktycznie nikt nie wpisuje grypy jako przyczyny zgonu. Zatem przyjmując nawet czarny scenariusz, że 100 zgonów jest oficjalnych, a nieoficjalnie jest ich 100 razy więcej, to co roku na głupią grypę umiera 10 tysięcy osób. To co, lockdown? Argumenty o Włoszech i Hiszpanii również niszczą liczby. Zdjęcia ciężarówek i trumien również do mnie nie przemawiają, a „argument” o fałszowaniu statystyk jest tak samo foliarski, jak negowanie istnienia wirusa. Kompletnie pominięto inne choroby – wykrywalność chorób nowotworowych i układu krążeniowo-oddechowego spadła o kilkadziesiąt procent. Z powodu paranoicznego strachu przed wirusem, odpowiadającym za ułamek procenta zgonów ogółem, kompletnie olano o wiele groźniejsze choroby, które zbierają o wiele większe żniwo. Nie interesują mnie płaczliwe, emocjonalne wysrywy o ciociach i babciach. Ciocie i babcie umrą nie przez wirusa, ale przez to, że onkologia, pulmonologia i kardiologia praktycznie przestały istnieć. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – tak, pandemia istnieje. Tak, SARS-CoV-2 może być niebezpieczny. Tak, na COVID-19 umiera część chorych. I przy tym wszystkim olanie wszystkich innych chorób, paranoiczne dezynfekowanie rąk, pajacowanie z trykaniem się łokciami czy „dystans społeczny” to idiotyzm. Ciekawostka przyrodnicza – ludzie praktycznie przestali udzielać pierwszej pomocy, bo boją się wirusa.

        • Czy tyś chłopie rozum stracił do cna. Nie można ludzi dyskryminować że względu na starszy wiek, nawet w imię takiej wyświechtane abstrakcji jak dobro ogółu. Co to już w tym kraju nie obowiązuje zapis w konstytucji o równości względem prawa. Idąc Twoim tokiem myślenia, to może zakazujmy wyjścia prostytutkom, wszak nie tylko mogą roznosić koronaswirusa, ale i również choroby weneryczne. Życia nie znasz? Powiem nieco ironicznie: Mi on line to jest dobry tylko dla ludzi, którzy lubią marszczyć Freda przed ekranem komputera lub smartfona.

    • No ale jak to, przecież pan premier właśnie hojnym gestem przekazał 38 mln zł na pomoc dla DPS. Skąd wziął te pieniądze? Pewnie wyczarował, taki z niego magik.

  6. Jak będzie, to cofamy się przynajmniej do poziomu gospodarczego Ukrainy czy Białorusi.Oby jednak nasi politycy nie byli aż tak głupi. Ograniczenia muszą być,maski muszą być ale „Lockdown” to szaleństwo.

    • Poproszę bez przesadyzmu.
      Wiem, jak jest na Ukrainie z gospodarką (i było do 2019 r.), i żeby dojść do takiego poziomu, to Polska musiałaby doznawać kar egipskich, podczas gdy inni nie.
      Zaspojleruję: na Ukrainie masz dwukrotnie więcej przypadków i służba zdrowia (mimo że w lepszym stanie) tam pęka.

      • Być może, nie orientuję się szczegółowo w sytuacji gospodarczej Ukrainy. Ale na pewno cofnęlibyśmy się w rozwoju o wiele lat, a wskaźniki biedy i bezrobocia wystrzeliłyby w kosmos. Dlatego trzeba zrobić wszystko, by tak drastycznych środków uniknąć.

        • Zanim cokolwiek piszesz, sprawdź, jak jest naprawdę. Bo nie lubię, jak ktoś pod publiczkę pisze hasła niemające za wiele z rzeczywistością.
          Dla porównania: PKB Ukrainy w 2018 r.: 130.8 mld dolców (bez Krymu), Polski – 585,7 mld. (Przy liczbie ludności Ukrainy ledwo 42 mln, a Polski ciut ponad 38 mln).
          No i ponadto ponad połowa eksportu Ukrainy to albo surowce mineralne, albo produkty rolnictwa. Nie świadczy to o wysokim zaawansowaniu gospodarczym. W Polsce baza eksportowa jest dobrze zdywersyfikowana.

          Jeślibyś przytoczył samo drugie zdanie, nie miałbym większych z tym kłopotów (bo i owszem może tak być, przynajmniej ekonomicznie). Ale jako że zrobiłeś co zrobiłeś, to i musiałem skontrować.

          • No i właśnie to drugie zdanie było kluczowe w moim poście.Reszta to był tylko przykład, być może niezbyt trafnie dobrany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *