Dlaczego Peszko może skopać piłkarza na boisku i nie będzie odpowiadać przed sądem za pobicie?

Codzienne Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (29) 21.07.2018
Dlaczego Peszko może skopać piłkarza na boisku i nie będzie odpowiadać przed sądem za pobicie?

Udostępnij

Marek Krześnicki

Piłkarze to mają fajnie. Taki Sławomir Peszko nie dość, że pojechał na mundial, choć jego jedyną zaletą była przyjaźń z Robertem Lewandowskim, to jeszcze może w lidze skopać przeciwnika, ale nie pójdzie za to do sądu.

Mundial 2018 w Rosji się skończył, więc pora zejść na ziemię i obserwować rozgrywki polskiej Ekstraklasy. Jednym z meczów pierwszej kolejki był mecz Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk. Mecz, rozgrywany w Białymstoku, był starciem dwóch drużyn, które zeszły sezon kończyły w diametralnie różnych nastrojach. Jagiellonia do końca biła się o tytuł mistrza kraju, Lechia – walczyła o utrzymanie. Mecz zakończył się jednak zwycięstwem Lechii Gdańsk. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Dwóch zawodników otrzymało czerwone kartki, przy czym druga – dla Sławomira Peszki, reprezentanta kraju – z pewnością nie będzie jedyną karą, jaką otrzyma zawodnik za swoje brutalne zachowanie. Zobaczcie sami:

Bandyctwo, nie piłka nożna. Ale co za to grozi naszemu – miejmy nadzieję, byłemu – człowiekowi do zadań specjalnych w polskiej kadrze? Zwłaszcza, że to nie pierwszy tego rodzaju napad agresji – Peszko już kilka razy w przeszłości pokazywał, że jego mózg potrafi w trakcie meczu zrobić sobie chwilę przerwy.

Sławomir Peszko, człowiek od „budowania atmosfery” w kadrze, właśnie zafundował sobie przymusowy urlop od piłki

W większości wypadków przekroczenie reguł gry w piłce kończy się odgwizdaniem rzutu wolnego czy karnego (w zależności od tego, gdzie dojdzie do przewinienia). Jeśli występek piłkarza był poważniejszy, musi się liczyć z tym, że otrzyma żółtą bądź czerwoną kartkę. W bardzo rzadkich okolicznościach piłkarz może otrzymać dodatkowe kary, skutkujące nawet wielotygodniowym zakazem występowania w oficjalnych meczach.

Ale czy taka odpowiedzialność – nazwijmy ją „dyscyplinarną” – to jedyne, co grozi zawodnikowi? Otóż: niekoniecznie. Sąd Najwyższy już 50 lat temu zajmował się tym zagadnieniem, stwierdzając, że:

Uprawianie pewnych gałęzi sportu związane jest z ryzykiem. Istnieją ścisłe reguły gry czy walki, których przestrzeganie ma na celu zmniejszenie do minimum niebezpieczeństwa uszkodzenia ciała lub utraty życia. Im bardziej niebezpieczny jest dany rodzaj sportu, tym bardziej skrupulatnie należy przestrzegać ustalonych reguł sportowych. Ten kto te reguły narusza, popełnia czyn niedozwolony, rodzący obowiązek naprawienia szkody (…)

W praktyce jednak takie zachowania nie stanowią przedmiotu postępowań sądowych – głównie dlatego, że, na szczęście, rzadko prowadzą do poważnych konsekwencji, np. uszczerbku na zdrowiu. Gdyby jednak Peszko połamał nogę zawodnika tak, że ten musiałby zakończyć karierę sportową, można by się spodziewać takiego pozwu.