Partia Razem – która chce nas bronić przed zbrodniczym reżimem PiS – właśnie pokazała, jak gardzi sądami

Codzienne Gorące tematy Nieruchomości Zbrodnia i kara 13.07.2017
Partia Razem – która chce nas bronić przed zbrodniczym reżimem PiS – właśnie pokazała, jak gardzi sądami

Udostępnij

Marek Krześnicki

Partia Razem miała stanowić nową jakość w polskiej polityce. Okazuje się jednak, że ta „nowa jakość” polega na… jawnym kwestionowaniu wyroków sądów. Tych samych sądów, które Adrian Zandberg z koleżankami i kolegami zamierza bronić przed niedobrym Jarosławem Kaczyńskim.

Pani Barbara z Wrocławia wpadła w tarapaty. Jak informuje Gazeta Wyborcza, dała się ona naciągnąć parabankowi Baltic Money na lichwiarską pożyczkę:

Pani Jędrzejowska mieszka w bloku przy ul. Bzowej od 52 lat. Była tłumaczką, pilotką wycieczek, lektorką. Pięć lat temu wpadła w finansowe tarapaty. W parabanku Baltic Money chciała wziąć kredyt w wysokości 100 tys. zł. W innych tego typu firmach pożyczyła 6 tys. zł na opłatę przygotowawczą. Kredytu nie dostała, wpłacone pieniądze straciła. (…) Została jednak z chwilówkami do spłacenia, a odsetki od nich wynosiły nawet kilkadziesiąt tysięcy procent, dlatego dług rósł bardzo szybko. Dwa lata temu na poczet zadłużenia komornik sprzedał mieszkanie pani Barbary.

Nie da się ukryć – to strasznie smutna historia, nawet, jeśli w tzw. międzyczasie było wiele czasu na to, by sytuację – wybaczcie niefachowe słownictwo – wyprostować. Odsetki kilkadziesiąt tysięcy procent rocznie? Jeśli faktycznie na zasądzenie takich odsetek zdecydował się sąd, to jest to niewątpliwie skandal – podobnie jak to, że pani Barbara była najwidoczniej pozbawiona fachowej opieki prawnej, bo wówczas w ogóle do takiej sytuacji mogłoby nie dojść.

Komornik miał wykonać wyrok sądu, ale tego nie uczynił – bo Partia Razem postanowiła pokazać, jaki mają szacunek dla państwa prawa

Pomimo sprzedaży mieszkania w drodze licytacji publicznej przez komornika sądowego – a taka procedura też trwa z reguły latami  – pani Barbara nie opuściła nieswojego już mieszkania. Konsekwencją tego zaniechania było eksmitowanie kobiety, do czego miało dojść – ale nie doszło, a nabywca mieszkania wciąż nie może z niego korzystać. Powód? Zobaczcie:

Jak widać, młodzi anarchiści/socjaliści/aktywiści miejscy są strasznie uradowani z tego tylko powodu, że udało im się powstrzymać funkcjonariusza publicznego przed wykonaniem prawomocnego orzeczenia. A raczej, jak sami wolą o sobie pisać, „udało się powstrzymać komornika” – zupełnie tak, jakby to on decydował, czy decyzję sądu powinien wykonać, czy też nie.

Oczywiście niezmiernie doceniam fakt, że Partia Razem postanowiła pomóc starszej pani. Ale od razu nasuwa mi się kilka pytań:

  • czemu pomoc nadeszła dopiero, gdy tak naprawdę nie mamy o czym dyskutować? Orzeczenia o zapłacie są od lat prawomocne, mieszkanie od lat sprzedane, a nowy właściciel – nabywający je w przekonaniu, że jako właściciel będzie mógł korzystać z lokalu – wciąż czeka na klucze do mieszkania.
  • skoro problemem było miejsce, do którego eksmitowana miała zostać kobieta (bo „eksmisji na bruk” w Polsce nie ma od lat), to może któryś z członków partii przyjął kobietę do siebie, albo w inny sposób zapewnił jej godne lokum?

Najważniejsze jest jednak inne pytanie:

na podstawie jakiego klucza Partia Razem wybiera, które orzeczenia sądowe będzie respektować, a które nie?

Czy jest to decyzja jakiegoś zbiorowego ciała, komitetu centralnego, czy po prostu działa to na zasadzie: starsza kobieta ma być eksmitowana przez złego komornika, to zróbmy fajowski happening, wrzućmy to na fejsa, będzie z tego #fejm? Bo to wszystko strasznie mi zgrzyta, gdy kilka godzin później widzę na facebookowym profilu Adriana Zandberga taki oto post:

partia razem zandberg o sądownictwie

Panie były kandydacie na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, byłbym bardzo wdzięczny za odpowiedź na powyższe pytania. Bo trzeba sobie postawić sprawę jasno: albo rzeczywiście chodzi wam o szacunek dla państwa prawa (i wtedy z decyzjami sądowymi walczcie tak, jak należy: korzystając z przewidzianych prawem procedur), albo to wszystko to tylko polityczny marketing.

Mam wrażenie, że, niestety, chodzi wam tylko o to drugie.