- Bezprawnik -
- Praca -
- Jeśli cię przyjęli do nowej pracy, ale nie masz jeszcze umowy, to lepiej nie rezygnuj ze starej
Jeśli cię przyjęli do nowej pracy, ale nie masz jeszcze umowy, to lepiej nie rezygnuj ze starej
Wyobraź sobie, że szukasz nowej pracy, bo stara ci z jakiegoś powodu nie odpowiada. Wszystko idzie jak po maśle, po rozmowie kwalifikacyjnej nowy szef deklaruje, że to ciebie poszukiwał. Wypowiadasz dotychczasową umowę. Dalej cisza. Problem w tym, że przyjęcie do pracy jeszcze nie nastąpiło. Dopóki nie masz podpisanej umowy z nowym pracodawcą, dopóty nie masz tak naprawdę nic.

Przyjęcie do pracy następuje dopiero w momencie podpisania umowy z pracodawcą
Od dawna pokutuje przekonanie, że rekruterzy nie do końca szanują czas kandydatów o pracę, z którymi się kontaktują. Pewne kwestie można jednak wybaczyć. Na przykład domaganie się feedbacku po nieprzyjęciu do pracy bardzo często byłoby po prostu zawracaniem głowy. O wiele bardziej problematycznym zjawiskiem jest ghosting i nieinformowanie o wyniku rekrutacji nawet za pomocą krótkiego maila albo SMS-a. Może być jednak jeszcze gorzej. Co w sytuacji, gdy kandydat jest przekonany, że ma nową pracę i zdążył zrezygnować ze starej?
Takie sytuacje się zdarzają. Domniemany przyszły pracodawca, albo jego przedstawiciele, zapewniają kandydata po rozmowie o pracę, że został przyjęty. Pozostaje już tylko dopięcie formalności. Skoro więc i tak szukamy nowej pracy, to siłą rzeczy czas najwyższy zakończyć współpracę z dotychczasowym szefem. Składamy wymówienie. Problem w tym, że ze strony tego nowego otrzymujemy jedynie niezręczną ciszę. Wierzymy jednak, że już za dzień-dwa przyjdzie wiadomość, kiedy podpiszemy umowę.
Scenariusze są w zasadzie dwa, obydwa z pogranicza tragedii i farsy. Niektórzy pracodawcy ostatecznie nie decydują się na przyjęcie do pracy kandydata, którego wcześniej do niej "przyjęli". Dopóki nie doszło do podpisania umowy pomiędzy pracownikiem a pracodawcą, dopóty stosunek pracy nie został zawarty. Kandydat ma więc ustną deklarację, że może będzie miał gdzie pracować. Kiedyś, z naciskiem na słowo "może". W najlepszym wypadku możemy dysponować mailami albo SMS-ami z taką deklaracją. Ta wciąż nie ma jednak charakteru wiążącego.
Drugi scenariusz jest nieco korzystniejszy. Przyszły pracodawca rzeczywiście odzywa się do nas po jakimś czasie. Ten może się wahać od tygodni do długich miesięcy. Przyjęcie do pracy rzeczywiście następuje, o ile jakoś przez ten okres przetrwaliśmy i akurat nie mamy lepszej alternatywy. Niesmak pozostaje, straconego czasu nikt nam nie zwróci. Czy jednak aby na pewno?
Jeżeli spodziewany przyszły szef mamił cię obietnicami przez długie miesiące, to możesz go pozwać do sądu
Na początek warto się zastanowić nad tym jak to możliwe? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Tak naprawdę nie istnieje żaden przepis kodeksu karnego, który określałby, ile czasu ma pracodawca na sfinalizowanie procesu rekrutacji podpisaniem umowy o pracę. Prawdę mówiąc, ustawodawca zaprząta sobie głowę rekrutacją przede wszystkim w kwestiach dotyczących walki z dyskryminacją. Tymczasem przyjęcie do pracy następuje dopiero w momencie podpisania umowy.
Rozsądek podpowiada więc, by nie rozwiązywać dotychczasowego stosunku pracy pochopnie. Co jednak w sytuacji, gdy pospieszyliśmy się, a domniemany nowy pracodawca zmarnował nam dużo czasu swoimi obietnicami? Teoretycznie nie jesteśmy do końca bezbronni. Z pomocą może nam przyjść standardowa odpowiedzialność deliktowa zawarta w treści kodeksu cywilnego. Mowa oczywiście o art. 415 tej ustawy.
Czy ponieśliśmy szkodę? Prawdopodobnie. Porzucenie dotychczasowej pracy, licząc na przyjęcie do nowej, wiąże się ze stratą dotychczasowej pensji, zwłaszcza jeśli cały proces ciągnie się daleko poza nasz okres wypowiedzenia. Tym samym jesteśmy stratni, a naszą stratę można stosunkowo łatwo wyrazić w pieniądzu. W tym momencie powinniśmy zwrócić uwagę na art. 361 k.c.
Niestety, sam tytuł prawny do dochodzenia odszkodowania nie wystarczy. Musimy jeszcze udowodnić, że rzeczywiście obiecano nam pracę, a nowy szef przeciągał ten proces. To możliwe właśnie dzięki śladom korespondencji w postaci maili, SMS-ów, czy nawet naszych nagranych rozmów telefonicznych. Wtedy druga strona musiałaby udowodnić przed sądem, że nie ponosi winy w przypadku opóźnienia. Trudno byłoby to jednak zrobić, jeżeli nagle się rozmyślił albo celowo wprowadzał nas w błąd.

Pracują tylko 16 godzin tygodniowo w biurze. Ten zawód ma przywilej, o jakim większość Polaków nie ma pojęcia
04.05.2026 10:04, Aleksandra Smusz
04.05.2026 9:08, Marcin Szermański
04.05.2026 8:33, Edyta Wara-Wąsowska
04.05.2026 7:35, Aleksandra Smusz
04.05.2026 7:06, Aleksandra Smusz

Przypadkowe oddanie butelki nieobjętej systemem kaucyjnym to nie przestępstwo. Gorzej jak zrobisz to specjalnie
03.05.2026 12:44, Rafał Chabasiński
03.05.2026 12:39, Marcin Szermański
03.05.2026 12:18, Piotr Janus
03.05.2026 12:07, Aleksandra Smusz
03.05.2026 12:00, Jakub Kralka
03.05.2026 7:31, Rafał Chabasiński
02.05.2026 19:22, Rafał Chabasiński

Państwo zachęcało Polaków do elektryków, a potem zatrzasnęło drzwi. Budżet wyczerpany trzy miesiące przed czasem
02.05.2026 18:15, Joanna Świba
02.05.2026 17:10, Joanna Świba
02.05.2026 16:07, Marcin Szermański

Taksa notarialna to nie cennik z kamienia. Można zejść nawet do symbolicznej kwoty, ale notariusz sam tego nie zaproponuje
02.05.2026 15:13, Miłosz Magrzyk
02.05.2026 13:55, Piotr Janus
02.05.2026 12:48, Marcin Szermański

Jest jeden powód, dla którego Izrael może odmówić wydania prezesa Zondacrypto. Rząd robi co może, by mu pomóc
02.05.2026 11:44, Rafał Chabasiński
02.05.2026 11:01, Rafał Chabasiński
02.05.2026 10:24, Rafał Chabasiński
02.05.2026 10:06, Piotr Janus
02.05.2026 9:27, Rafał Chabasiński
02.05.2026 9:02, Rafał Chabasiński
02.05.2026 8:06, Rafał Chabasiński

Budujemy mieszkania, a nie będzie miał w nich kto mieszkać. Era rentierów dobiega końca szybciej, niż się wydawało
02.05.2026 7:33, Joanna Świba
02.05.2026 6:56, Igor Czabaj
01.05.2026 12:34, Piotr Janus






















