Uber w drodze do kompletnej bezużyteczności. Aplikacja sprawdzi czy klient zamawiający kurs jest trzeźwy

Gorące tematy Technologie dołącz do dyskusji (163) 14.06.2018
Uber w drodze do kompletnej bezużyteczności. Aplikacja sprawdzi czy klient zamawiający kurs jest trzeźwy

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Specjalny algorytm ma pozwolić kierowcom Ubera rozpoznać, czy dany klient nie zamawia przypadkiem podwózki po kilku głębszych. Rozwiązanie takie chce nawet opatentować. Co jego wprowadzenie tak naprawdę może oznaczać dla klientów?

Uber inwestuje w rozwój swoich usług, także w rozwój bardzo nowoczesnych technologii

Działalność Ubera budzi liczne kontrowersje. Przede wszystkim chodzi o spór firmy z taksówkarzami. Występuje on praktycznie wszędzie tam, gdzie Uber działa. Nie powinno dziwić, że Uber stara się rozwijać zarówno swoją aplikacje, jak i oferowaną przez siebie usługę jako taką. Przykładem może być chociażby platforma Uber Eats pozwalająca na zamówienie sobie dostawy jedzenia z wybranej restauracji. Także sama aplikacja ciągle jest rozwijana. Najnowszym pomysłem firmy jest sprawdzanie trzeźwości klientów zamawiających transport.

Uber chce osiągnąć ten cel za pomocą sztucznej inteligencji. Jak podaje warszawski portal naszemiasto.pl, specjalny algorytm miałby ustalać, czy zamawiający przejazd klient nie jest aby wstawiony. W jaki sposób? Byłaby to suma kilku czynników. Aplikacja miałaby uwzględniać na przykład odległość klienta od najbliższych barów, klubów czy restauracji serwujących alkohol. Miałaby także brać pod uwagę kąt, pod jakim zamawiający trzyma smartfona oraz czy robi on literówki przy składaniu zamówienia i to jak szybko w ogóle pisze. Algorytm ma nawet brać poprawkę na szybkość poruszania się użytkownika oraz to, jak precyzyjnie klika on w przyciski. Brzmi to z jednej strony całkiem sprytnie, z drugiej jednak dość strasznie.

Algorytm Ubera będzie przydatny dla kierowców, ale może się okazać kłopotliwy dla klientów

Oczywiście, Uber ma bardzo dobre powody, by chcieć wdrożyć tego typu rozwiązanie. Byłoby ono bardzo przydatne dla kierowców. Z całą pewnością są tacy spośród nich, którzy nie chcieliby wozić pijanej klienteli. Oznaczałoby to bowiem dla nich, na przykład, konieczność dokładnego wysprzątania samochodu, jeśli taki klient poczułby się bardzo niedobrze. Taka klientela mogłaby też być hałaśliwa czy nawet agresywna. W założeniu taki kierowca miałby przekierowywać potencjalnie niepożądanego przez siebie klienta do innych, którzy już takich obiekcji nie mają. Także niektórzy inni klienci mogą nie chcieć podróżować ze wstawionym współpasażerem. Algorytm pozwolić ma na blokowanie takich w przypadku opcji współdzielenia przejazdu.

Mimo tych zdroworozsądkowych założeń, zastosowanie takiej technologii może się okazać dużo bardziej problematyczne, niż Uber deklaruje. W pierwszej kolejności należy zauważyć, że aplikacja ma wykorzystywać ogromną ilość danych o nas, w tym także dość wrażliwych. Nie każdemu klientowi musi to odpowiadać. Można się tu w ogóle zastanowić, czy użycie takiego systemu będzie w ogóle zgodne z prawem, zwłaszcza na terenie Unii Europejskiej. Warto zauważyć, że dane takie będą przez firmę gromadzone, być może w jakiś sposób przetwarzane, na pewno zaś przekazywane kierowcom. To nie byłby pierwszy raz, kiedy Uber wdrożył jakieś rozwiązanie wątpliwej legalności.

Co więcej, tego typu algorytmy, mimo długiego rozwoju, wciąż bywają zawodne. Mogło się o tym przekonać chociażby wielu użytkowników Facebooka, którym zablokowano konto bo sztuczna inteligencja uznała, że jakaś wypowiedź sprzed lat łamie standardy społeczności. Łatwo sobie wyobrazić pomyłkę. Co więcej, The Guardian, na który naszemiasto.pl się powołuje, zauważa, że algorytm może prowadzić do zwiększenia podpitym klientom ceny za realizację usługi. Sposób ustalania ceny przejazdu przez Ubera nie jest znany. W 2016 r. miano zauważyć korelację między bardzo niskim stanem baterii użytkowników aplikacji a wysokimi cenami za przejazd. Do tych rewelacji firma nigdy się nie odniosła.

Uber powinien się dobrze zastanowić, czy faktycznie chce wdrożyć sprawdzanie trzeźwości klienta przez aplikację

Kolejnym problemem, jaki może potencjalnie wystąpić, kiedy Uber wprowadzi taki system automatycznego sprawdzania trzeźwości klientów, to narażenie ich na niepożądane zachowania ze strony kierowców. Bez trudu można wyobrazić sobie sytuację, że niektórzy tacy osobnicy będą chcieli wykorzystać stan klientów dla niecnych celów. CNN informowało na przykład, że w ciągu ostatnich czterech lat w Stanach Zjednoczonych zdarzyło się przeszło sto incydentów lub wręcz napaści na tle seksualnych, których sprawcą był kierowca Ubera a ofiarą nietrzeźwy klient. Trzeba, oczywiście, zaznaczyć, że takie przypadki wcale nie przytrafiają się tylko kierowcom tej firmy, że na różnej maści przestępcę natrafić można wszędzie. Z drugiej strony jednak, nie da się zaprzeczyć, że Uber da niechcący takim osobnikom całkiem niezłe narzędzie do wyszukiwania sobie ofiar. Łatwo się przy tym spodziewać, że tym samym nie tylko sprowadzi na siebie ryzyko procesów o odszkodowanie, ale również da swoim przeciwnikom kolejną znakomitą broń do ręki.

Rozwój technologii jest zjawiskiem jak najbardziej pozytywnym i wręcz dobroczynnym dla ludzkości. Należy pochwalić Ubera, że stara się w dalszym ciągu rozwijać swoją aplikację oraz poprawiać zarówno asortyment, jak i możliwości oferowanej usługi. Warto jednak zauważyć, że nie zawsze rozwój technologii przez firmy służy klientom. W przypadku sztucznej inteligencji mającej ustalać, czy dany użytkownik aplikacji jest nietrzeźwy i informować o tym poszczególnych kierowców, należy zachować co najmniej dużą dawkę sceptycyzmu. Na dzień dzisiejszy jednak nie wiadomo, kiedy ten konkretny algorytm miałby zacząć być stosowany przez Ubera. Może nigdy? Prawdę mówiąc, nie zmartwiłbym się tym zbytnio.