1. Bezprawnik -
  2. Środowisko -
  3. Wojna o pszczoły w polskiej polityce. Na szali bezpieczeństwo żywnościowe i ceny owoców

Wojna o pszczoły w polskiej polityce. Na szali bezpieczeństwo żywnościowe i ceny owoców

Pszczoły w ostatnich dniach stały się politycznym narzędziem walki i przepychanek słownych w mediach społecznościowych. Politycy bardziej z prawej strony grzmią o zagrożeniach dla polskiego pszczelarstwa i sadownictwa, a ich oponenci z lewej kontrargumentują, że chodzi o poprawę bioróżnorodności dzikich zapylaczy.

Pszczoły dzikie kontra hodowlane – koalicja kontra opozycja

Niektórzy politycy Prawa i Sprawiedliwości, jak poseł Krzysztof Cieciora, mocno uderzają w Ministerstwo Klimatu i Środowiska, a także w całe ugrupowanie Polska 2050. Wyliczają takie zagrożenia jak ograniczanie pasiek na terenach chronionych, ich limity czy ingerencje w hodowle.

Rozwiń

Wszystko to mogłoby negatywnie wpłynąć na zdolności zapylania, a im mniej zapylonych owoców, tym ich wyższe ceny. Niedobór na rynku może powodować konieczność importu spoza granic, co oznaczałoby straty dla polskich sadowników. A przecież choćby w przypadku produkcji jabłek jesteśmy światowym gigantem – zajmujemy pierwsze miejsce w Unii Europejskiej i czwarte na całym świecie.

Potencjalne zagrożenie widzą też przedstawiciele Konfederacji, która na swoim profilu FB argumentuje, że „rząd Tuska chce ograniczyć polskie pszczelarstwo", i przy okazji nawołuje do dymisji minister Pauliny Hennig-Kloski. Jak możemy przeczytać:

W Dzienniku Urzędowym UE opublikowano Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych. W rozdziale o zapylaczach znalazł się Środek Nr 5: „Ograniczenie negatywnego wpływu hodowli pszczoły miodnej na populacje dzikich zapylaczy". Kierunek jest jasny – mniej uli w lasach, parkach narodowych, obszarach Natura 2000, terenach miejskich. Więcej kontroli. Mniejsza baza pokarmowa.

Każda strona uważa, że ma rację

„Jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi pozostaną 4 lata życia" – to cytat powszechnie (i chyba błędnie) przypisywany samemu Albertowi Einsteinowi, ale jest w nim sporo prawdy. Nie ma się co dziwić, że część polityków stara się dbać o dobro pszczelarzy i sadowników, bo chociaż w tym Polska jest prawdziwą potęgą. Warto przypomnieć, że pszczelarze nierzadko wchodzą w spory prawne ze swoimi sąsiadami – głośne były przypadki, w których sąd zasądzał odszkodowanie za użądlenie pszczoły.

Sęk w tym, że przedstawiciele Ministerstwa Klimatu i Środowiska uważają, że to właśnie oni dbają o bezpieczeństwo żywnościowe Polaków. Kto z nich ma rację?

Minister Dorożała odpowiada posłowi Cieciorze

Na powyższą wypowiedź Krzysztofa Ciecióry na portalu X odpowiedział w mediach społecznościowych Mikołaj Dorożała, wiceminister klimatu i środowiska:

Jeśli Pan Poseł uważa, że pszczoły to tylko dodatek do krajobrazu, to gratuluję fantazji – walka o bezpieczeństwo żywnościowe bez zapylaczy przypomina próbę budowy domu bez fundamentów, za to z bardzo głośnym tupaniem. Ignorowanie roli dzikich zapylaczy w rolnictwie to zwyczajne sianie głodu na własne życzenie.

Wtóruje mu wywoływana do tablicy Paulina Hennig-Kloska:

Rozwiń

Spór o pszczoły – prawda leży pośrodku?

To kolejny spór polityczny w Polsce, ale bodaj pierwszy o pszczoły. Wygląda to trochę tak: PiS i Konfederacja bronią pszczoły hodowlanej przed działaniami rządu i UE. Z kolei według przedstawicieli koalicji nikt w rządzie nie ma na celu ograniczania pasiek hodowlanych, a chodzi tylko o ochronę dzikich zapylaczy. Jak pisze minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska na portalu X:

Faktem jest, że dzikie zapylacze wymierają i musimy ten proces zatrzymać. Liczebność populacji dzikich pszczół i trzmieli drastycznie spada. Będziemy je chronić, oczywiście nie przez niszczenie pasiek. Promowanie łąk kwietnych, rodzimych gatunków roślin, programy zwiększające retencję wody w środowisku i wiele innych działań będzie służyło wsparciu dzikich zapylaczy, na które będziemy stawiać w dokumencie strategicznym.

Bioróżnorodność a bezpieczeństwo żywnościowe

Zachowanie bioróżnorodności jest pod wieloma względami bardzo ważne i dobrze, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska widzi problem zanikających dzikich zapylaczy. Wymieranie pszczół to temat, który od lat wzbudza kontrowersje – zwłaszcza gdy chodzi o rozróżnienie między gatunkami hodowlanymi a dzikimi. Z drugiej strony nie można ignorować głosu pszczelarzy, dla których pasieki to nie tylko miejsce pracy, ale często także rodzinna tradycja – a ceny warzyw i owoców ostatecznie zależą w dużej mierze od tego, jak dobrze funkcjonują zapylacze obydwu typów.

Warto przy okazji pamiętać, że pochodzenie miodu bywa kwestią skomplikowaną – i nie zawsze etykieta mówi całą prawdę. Pisaliśmy o tym choćby przy okazji afery, w której mazurskie miody Lidl oferował jako bieszczadzkie. To pokazuje, że pszczelarstwo w Polsce to nie tylko polityka, ale i realny rynek, na którym liczy się każda decyzja regulacyjna.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi