Windykacja to ciężki kawałek chleba. Kontakty z przedstawicielami tej profesji rzadko kiedy są przyjemne, a na YouTube znajdziemy mnóstwo nagrań rozmów z windykatorami. I nie są to przykłady sztuki dyskusji. Czy jest to zawód potrzebny? Czy z windykatorami w ogóle trzeba rozmawiać?

Zawód: windykator

Zacznijmy od podstaw: windykacja sama w sobie nie jest zła. Ba, jest to właściwie nieodzowny element działalności gospodarczej. Praktycznie każda polska firma boryka się z mniejszymi lub większymi zatorami płatniczymi.Większe przedsiębiorstwa często posiadają własne działy zajmujące się ściąganiem wierzytelności, na etapie przedsądowym, jak i komorniczym. Istnieją również wyspecjalizowane przedsiębiorstwa zajmujące się – nazwijmy to – „zarządzaniem wierzytelnościami”. Oznacza to zarówno wspomaganie innych firm w uporaniu się z zaległymi płatnościami, jak i samodzielnemu ściąganiu kupionych wierzytelności (np. od firm telekomunikacyjnych).

I to ten drugi filar – ściąganie nabytych hurtem wierzytelności, nierzadko „przeterminowanych”, tj, przedawnionych – w sporej mierze odpowiadają za negatywny obraz polskiej branży windykacyjnej. I powiedzmy sobie szczerze: ten niedobry wizerunek nie wziął się znikąd. Ostatnio natrafiłem w sieci na witrynę firmy windykacyjnej (nazwę litościwie pominę), która w dosyć sugestywny sposób przedstawiała swoją ofertę handlową: możliwość wynajęcia dobrze zbudowanych panów jako „asysty”.

Nie trzeba zresztą długo szukać, by znaleźć historie budzące u czytelnika złość i gniew. Windykacja długu sprzed piętnastu lat, którego na dodatek nie było? Proszę bardzo. Bank sprzedający nieistniejący dług firmie windykacyjnej? Nie ma problemu. A może taka historia z Chojnic:

Najpierw windykatorzy jedynie wysyłali listy z żądaniem uregulowania należności. Później zaczęli opatrywać koperty nadrukiem „dług”. Jeszcze później zaczęły się telefony. Pracownicy firmy windykacyjnej nie przebierali w słowach: mówili np., że woleliby rozmawiać z psem, straszyli, że rozgłoszą na osiedlu, że jest dłużniczką. Kiedy Bożena M. mówiła, że nie ma pieniędzy, krzyczeli, że kłamie. I proponowali, by wyczyściła lodówkę, bo przyjadą sprawdzić, co w niej ma.

W końcu zaczęli ją nachodzić w domu. Pukali do sąsiadów, pytając gdzie mieszka dłużniczka M. Wydzwaniali również do jej biura, informując współpracowników, że ma długi. „Mój szef dał mi wreszcie do zrozumienia, że nie widzi możliwości dalszej współpracy. Straciłam pracę, więc moja zdolność do spłaty długu spadła do zera” – opowiada kobieta.

Dwa akapity, a bez problemu znajdziemy tu kilka podręcznikowych naruszeń przepisów kodeksów, od stalkingu poczynając, na naruszeniu dóbr osobistych kończąc.

Ten zły wizerunek: albo umięśnionych karków (najlepiej ze wschodnim akcentem), albo natarczywych młodych mężczyzn, zapewne studentów, po drugiej stronie telefonu straszących (nierzadko bez żadnej podstawy prawnej) różnymi nieprzyjemnościami., firmy windykacyjne ostatnimi czasy starają się zmienić. Doszło nawet do tego, że niektóre z nich zamieszczają nawet „poradniki” jak zmniejszać swoje wydatki. Na przykład w ten sposób:

Porady

Skąd te zmiany? Pośrednio jest to zapewne wynik powoli, ale stopniowo zwiększającej się świadomości prawnej społeczeństwa. Coraz więcej zadłużonych Polaków decyduje się na korzystanie z pomocy prawników. Ten trend widzimy w zapytaniach kierowanych do Bezprawnika. Porada prawna z roku na rok przestaje być traktowana jako odpowiednik „ostatniego namaszczenia”. To cieszy, bo wielu komplikacji da się – legalnie – uniknąć. „Windykator na karku” to nie wyrok, ale warto wiedzieć, co może zrobić, a co jest mu zabronione. Zwłaszcza, jeśli nie masz do czynienia z windykatorem stosującym zasady etyki (tak, jest coś takiego jak Zasady Etyki Branży Windykacyjnej Członków Polskiego Związku Windykacji), lecz tępym jegomościem o subtelności tłuczka do mięsa i wdziękiem

Co może windykator?

Po drugie – zmienia się otoczenie prawne firm windykacyjnych. Jakiś czas temu pisaliśmy na Bezprawniku o planowanej zmianie kodeksu postępowania cywilnego instytucji przedawnienia. Zgodnie z projektem, idąc do sądu firma windykacyjna będzie musiała udowodnić, że dług nie jest przedawniony – czyli dokładnie odwrotnie, niż ma to miejsce obecnie, gdzie to dłużnik może (choć nie musi) skorzystać z zarzutu przedawnienia.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Jeśli chciał(a)byś uzyskać poradę prawnika w powyższym lub też innym zakresie, to z redakcją Bezprawnik.pl współpracuje zespół prawników specjalizujących się w poszczególnych dziedzinach, który solidnie, szybko i tanio pomoże rozwiązać Twój problem. Opisz go pod adresem e-mailowym kontakt@bezprawnik.pl, a otrzymasz bezpłatną wycenę rozwiązania sprawy.