Wchodzimy w nowy etap. Polajkowałeś, jak ktoś kogoś obraża na Facebooku? Płacisz grzywnę

Gorące tematy Technologie Zagranica Zbrodnia i kara 01.06.2017
Wchodzimy w nowy etap. Polajkowałeś, jak ktoś kogoś obraża na Facebooku? Płacisz grzywnę

Udostępnij

Marek Krześnicki

Kara za lajki na Facebooku – a dokładnie to grzywna w wysokości 4 tysięcy franków szwajcarskich. Taki jest efekt gorącej dyskusji na tym portalu społecznościowym. Ale czy aby na pewno taka walka z internetowymi trollami ma sens?

Choć Szwajcaria wydaje się być krajem spokojnym i zaludnionym przez przemiłych mieszkańców, to okazuje się, że i tam żyją internetowe trolle. Jeden z nich werbalnie zaatakował pana Erwina Kesslera – obrońcę praw zwierząt. Napastnik użył niezwykle wyrafinowanego narzędzia zbrodni. Podczas dyskusji na Facebooku dotyczącym tego, które organizacje ochrony praw zwierząt powinny wziąć udział w wegańskim festiwalu ulicznym, oskarżył on (w komentarzu) Kesslera o rasizm i antysemityzm. Co więcej, rzeczony napastnik zalajkował kilka komentarzy, podobnie zniesławiających pana Erwina.

Kara za lajki na Facebooku – prawo karne vs rzeczywistość

Erwin Kessler poczuł się pokrzywdzony takimi wpisami na jego temat. Pozwał on łącznie kilkanaście osób za zniesławiające komentarze. Jak informuje The Guardian, szwajcarski sąd uznał, że nie tylko publikowanie zniesławiających komentarzy, ale i samo polubienie takiego niecnego komentarza zasługuje na karę. Pozwanego nie obroniło nawet to, że wiele lat temu Erwin Kessler sam został skazany za porównanie do żydowskiego uboju rytualnego do praktyk nazistowskich. Stąd zapewne pojawiły się zarzuty o antysemityzm, co leżało u podstaw facebookowej furii.

Kara – grzywna w wysokości 4 tysięcy franków szwajcarskich – jest prawdopodobnie pierwszą na świecie sankcją za samo polubienie czyjegoś komentarza. Sąd argumentował swoją decyzję m.in. tym, że poprzez taką czynność wpisy internautów stają się widoczne dla większej grupy odbiorców. Polubienie czyjegoś wpisu ma zatem mieć podobny skutek do jego bardziej tradycyjnego rozpowszechniania treści.

Czy w Polsce też możliwa jest kara za lajki na Facebooku?

Mam jednak wątpliwości, czy taka interpretacja jest właściwa, a jeszcze bardziej: czy w ogóle jest sens karania za wpisy czy polubienia w serwisach społecznościowych. W polskim kodeksie karnym wciąż znajduje się, od lat krytykowany, art. 212, zgodnie z którym

Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

Teoretycznie zatem i w naszym kraju można by sobie wyobrazić sytuację, w której sąd uznaje, że polubienie obraźliwego komentarza zasługuje na karę. Mimo to konsekwentnie uważam, że jakakolwiek ingerencja prawa karnego w wolność i swobodę wypowiedzi to przesada. Bez względu na to, czy chodzi o ochronę dobrego imienia Polski, czy walkę z artystą rzekomo znieważającym nasze godło.

Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał natomiast w jednym ze swoich orzeczeń, że kary za komentarze na portalach są zgodne z prawem i nie naruszają prawa do wolności słowa. Międzynarodowe konwencje praw człowieka pozwalają bowiem państwom na ograniczenia swobód np. ze względu na „ochronę dobrego imienia i praw innych osób”. Zupełnie inną sprawą jest to, czy odpowiedzialność karna w takiej sytuacji to konieczność. Osobiście jestem zwolennikiem rozwiązywania takich sporów na drodze cywilnej, w ramach procesów o naruszenie dóbr osobistych.

Nie zdziwiłbym się natomiast, że w kraju, w którym istnienie organizacji osób transpłciowych jest prawnie podejrzane, to i grzywna czy więzienie jako kara za lajki na Facebooku to tylko kwestia czasu. Tylko czy sędziów nam wystarczy do orzekania o czymś tak powszechnym, jak polubienia i komentarze?