Jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, która zmaże wszystkie grzechy PKP, to bez wątpienia odpowiadam – strefa ciszy Pendolino

Codzienne dołącz do dyskusji (120) 04.07.2019
Jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, która zmaże wszystkie grzechy PKP, to bez wątpienia odpowiadam – strefa ciszy Pendolino

Udostępnij

Tomasz Laba

Jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, która mogłaby zmazać wszystkie grzechy i zaniedbania Polskich Kolei Państwowych, bez chwili wątpliwości powiedziałbym — strefa ciszy Pendolino.

Lista grzechów, przewinień i zaniedbań polskich kolei jest przerażająco długa. To obraz bardzo przygnębiający, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że mamy już połowę 2019 roku. Tymczasem koleje jeszcze mocno tkwią w latach 90. ubiegłego wieku. Niewiele jest rzeczy, które sprawiają przyjemność podczas podróży pociągami. Sytuacja nieco się zmieniła wraz z kupnem pociągów Pendolino. Na koleje nieśmiało zawitał „zachód”. Podróżowanie koleją znowu stało się przyjemne. Co prawda na wybranych odcinkach i za kosmiczne pieniądze, ale jednak.

Kropkę nad i postawiło uruchomienie strefy ciszy. Przyznam szczerze, że początkowo byłem sceptycznie nastawiony wobec tego rozwiązania. Nie do końca wierzyłem w to, że podróżni dostosują się do zasad, które obowiązują w tym wagonie. Strefa ciszy Pendolino to zakaz głośnych rozmów, konieczność wyciszenia dźwięków we wszystkich urządzeniach, a przede wszystkim zakaz rozmów przez telefon. To chyba jedyne miejsce na całej kolei, gdzie nie uświadczymy głośnych dzieci czy podsłuchiwania opowieści o tym, kto z kim i gdzie zakończył ostatnią imprezę. Nie wierzyłem, że to się uda. W końcu w pociągach obowiązuje wiele zasad, którymi mało kto się przejmuje.

Strefa ciszy Pendolino to spełnienie marzeń

W ciągu ostatnich kilku miesięcy wiele razy podróżowałem pociągami na trasach obsługiwanych przez Pendolino. Postanowiłem sprawdzić, czy strefa ciszy faktycznie jest taka cicha, jak chwali się PKP. Momentalnie się zakochałem. Być może miałem ogromne szczęście do towarzyszy podróży, ale wychodzi na to, że do strefy ciszy nie trafiają ludzie z przypadku. Mało tego, gdy podczas podróży jednemu z pasażerów zaczął wibrować telefon, który leżał na stoliku, co mocno wzmacniało odgłosy, momentalnie został upomniany przez sąsiada. To jedyny „incydent” w strefie ciszy, jaki zaobserwowałem podczas moich ostatnich podróży.

To o tyle fascynujące, że wciąż ciężko jest mi się przyzwyczaić do tego, że czytając książkę w podróży, nie muszę zakładać na uszy słuchawek z głośną muzyką. Do tej pory był to jedyny sposób na odcięcie się od wszystkich hałasów serwowanych przez towarzyszy podróży. Tymczasem teraz zdarza mi się nawet uciąć drzemkę, słysząc jedynie cichy i miarowe stukanie kół pociągu o tory. Strefa ciszy Pendolino to jedyny sposób, w jaki teraz podróżuję pociągami.

To prawda, że opinie o PKP jeszcze długo będą w przeważającej części negatywne. Jednak jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, która mogłaby kiedykolwiek zmazać wszystkie przewiny polskich kolei, to bez wątpienia wskazałbym właśnie na strefę ciszy w Pendolino.