Mieszkaniec wsi nie dostał pozwolenia na broń, bo był niesympatyczny dla sąsiadów. Gran Torino – historia prawdziwa

Codzienne Na wesoło dołącz do dyskusji (45) 08.03.2019
Mieszkaniec wsi nie dostał pozwolenia na broń, bo był niesympatyczny dla sąsiadów. Gran Torino – historia prawdziwa

Udostępnij

Radosław Tyburski

W całej sprawie nie ma nic śmiesznego. Jeden z bohaterów tego tekstu został przejechany, a to tragiczna śmierć. Co prawda przypadkowo, ale na koniec jeszcze odarto go z całej miłości jaka należy się kotu i potraktowano go jak rzecz. Najgorsze jest jednak to, że to jeszcze innemu kotu przypadł najtragiczniejszy los w tej historii. 

Zgodnie z ustaleniami Sądu P.L. (dane osobowe stron postępowania sądowego się anonimizuje) mieszkał w jednej wsi z I.K.- byłą małżonką i sołtysem wsi. P.L. starał się o pozwolenie na broń. Podstawą wydania pozwolenia jest pozytywna opinia psychologiczna. Na potrzeby opinii, dzielnicowy przeprowadzał wywiad środowiskowy i wypytywał sąsiadów o ich zdanie na temat P.L. Była żona miała powiedzieć w trakcie wywiadu że P.L. (niczym główny bohater filmu Gran Torino grany przez Clinta Eastwooda) jest arogancki, nieuprzejmy i nie utrzymuje kontaktów z sąsiadami. W oczach  sąsiadów wypadał generalnie jako niesympatyczny sąsiad. Wynik wywiadu środowiskowego stał się podstawą do kwestionowania jego starań o pozwolenie na broń, więc P.L. postanowił wymierzyć sprawiedliwość.

To nie jest jednak film – sprawa skończyła się po prostu w sądzie

Czyli polski Clint Eastwood poprosił Sąd o to, żeby za mówienie o nim, że jest niesympatyczny, nakazał byłej żonie przeprosić, zapłacić mu 500 złotych za krzywdę i wpłacić 1000 złotych na wybraną przez niego organizację społeczną.

Oczywiście odmowa pozwolenia na posiadanie broni dla niedoszłego bohatera filmu Gran Torino to niewątpliwie duża strata. Podstawą pozwu było naruszenie jego dobra osobistego w postaci dobrego imienia. Nie można jednak uniknąć wrażenia, że P.L. nie mógł po prostu pogodzić się z tym, że przez byłą żonę może nie dostać pozwolenia na broń.

Sąd ustalił, że to nie jest tak, że P.L. cały czas zachowywał się arogancko i nieprzyjaźnie. Dawał pieniądze na lokalne gimnazjum. Miał swoje pasje, był strzelcem sportowym, należał do klubu. Ustalono także, że nawet miał kota. W takiej sytuacji to, że nazywał środowisko byłej żony patologicznym i oskarżył jej brata o kradzież betoniarki, można jeszcze przeboleć. W całym tym klimacie można to nawet zrozumieć. Na sali rozpraw padły też słowa o tym, że P.L. kiedyś przypadkowo przejechał kota. Śmierć futrzaka jest najtragiczniejszą stratą, ale no przecież nie chciał.

W trakcie rozprawy wyszło na jaw jednak coś, co ostatecznie przekonało mnie, że nie dałbym mu nie tylko pozwolenia na broń, ale nawet złamanego guzika

P.L. w zamian za przejechanego futrzaka chciał oddać zrozpaczonym właścicielom swojego własnego puszka. A tego, proszę Państwa, nie robi się kotu.

„Bo co ma począć kot
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
(…)
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
(…)
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.”

Wiersz „Kot w pustym mieszkaniu” Wisławy Szymborskiej

Jak żyć dalej?

Zanim wrócimy do swoich codziennych spraw, przejechanemu kotu także należy się chwila zadumy. W całej tej historii stał się zarzewiem konfliktu, a sam, mimo że niewinny, podzielił najstraszniejszy z losów. Niewątpliwie, sama śmierć jest straszna, ale wydarzenie to okazało się być nie tylko jego końcem.

Drugi kot niby ma lepiej, bo żyje, ale co to za życie? Nie wiemy czy ostatecznie trafił do nowych właścicieli. Został, czy zmienił dom, ma nowe imię i nowe pory karmienia – to wszystko jest nieistotne. Całe jego dotychczasowe istnienie okazało się bezsensu i już na pewno nigdy nie pokocha tak mocno. Może znajdzie się jeszcze ktoś kto go uratuje, tak jak kiedyś GOPR uratował Pumbusia Artura Szpilki. 

Naruszenie dobra osobistego mierzone jest miarą obiektywną

Na szczęście, ocenę tego, czy czyjeś dobro osobiste zostało naruszone, sądy opierają o miarę obiektywną. Dobre imię jest jednym z dóbr osobistych, co do którego każdy bywa przewrażliwiony. W zasadzie zawsze wyrażenie negatywnej opinii, albo krytyka, może być uznana za naruszenie dobra osobistego i można pisać pozew. Sąd może jednak uznać, naszą wypowiedź za zgodną z prawem. W moim poprzednim tekście, o dobrach osobistych przedsiębiorcy, napisałem, że zgodność z prawem może polegać na tym, że krytyka jest prawdziwa, ale są od tego wyjątki.

Jednym z takich wyjątków jest to, że użyte słowa nie są nadmierne w kontekście danej sytuacji. Miarę tego, co jest przesadą, wyznaczają normy kulturowe w danym społeczeństwie – czyli my. W tym sensie, jeżeli wszyscy kiedyś uznamy, że nazywanie się niesympatycznym to przesada, Sądy kiedyś wezmą to pod uwagę i zaczną układać nasze wzajemne relacje. Obrażanie się na sąsiada to nasz narodowy sport. Szkoda, że nie ma z niego transmisji w telewizji, bo może każdy mógłby obejrzeć powtórkę zawodów z jego udziałem. Wszyscy byśmy rechotali jak kiedyś przy Idolu, ale hej, teraz to ty jesteś następny w kolejce do śpiewania. Zapraszamy na scenę.

Konflikt między P.L. a I.K. zapisze się jako jeden z najtragiczniejszych sporów mających swój finał na sali sądowej. Wyrazistości tej wojny dodają jej ofiary- w tym wypadku były dwie.  Tylko gdzieś w tle, niewyraźne jak odbicia, przemykają wspomnienia o przeszłych sporach, gdy sąsiad zapchał komin. albo irytujący sąsiad rzucał śnieżkami w okno.

Powództwo P.L. zostało oddalone, a była żona na razie nie musi go przepraszać. Powyższy tekst, ma charakter humorystyczny (to najgorsze co można napisać o tekście humorystycznym), ale cała sprawa odbyła się na poważnie. Orzeczenie Sądu I instancji można przeczytać tutaj. Zgodnie z informacją z portalu orzeczeń sądów powszechnych, wyrok jest nieprawomocny, więc ustalenia faktyczne sprawy jak i wyrok mogą się zmienić. Mam nadzieję, że do tego czasu nikt nie uzna, że za mówienie o kimś, że jest niesympatyczny należy się 5 stówek. Wiersza Wisławy Szymborski nie cytowano na sali rozpraw.