Drogi rodzicu, jak sama nazwa wskazuje, nauczyciel jest od nauczania. Coś ci się pomyliło z niańką

Codzienne Gorące tematy dołącz do dyskusji (188) 15.04.2019
Drogi rodzicu, jak sama nazwa wskazuje, nauczyciel jest od nauczania. Coś ci się pomyliło z niańką

Udostępnij

Jakub Kralka

Przeciwko strajkowi nauczycieli co do zasady sprzeciwiają się dwie grupy ludzi. Pierwszą są ludzie, którzy pozostają w bliskiej relacji ideologicznej z rządem i jego mediami, a drugim roszczeniowi rodzice, którzy nadal wierzą, że znaleźli sobie darmowe opiekunki dla dzieci. 

Jeśli chodzi o TVP, to moim zdaniem sprawę wyczerpała Rada Języka Polskiego, która – cóż – w grzecznych słowach nazwała telewizję publiczną szczujnią. Politycy Prawa i Sprawiedliwości jedynymi sobie znanymi metodami usiłują kwestionować legitymację nauczycieli oraz ich liderów do negocjowania lepszych warunków zatrudnienia. Jak pisałem w weekend na Bezprawniku, PiS sam sobie zgotował ten los na przykład programem 500 plus, który podniósł ceny życia wszystkim, ale kieszonkowe rozdaje tylko niektórym. W rezultacie bogacą się najpłodniejsi, umiarkowanie płodni wychodzą na zero, wszyscy pozostali biednieją, a w gronie pechowców nie brakuje już i tak słabo zarabiających nauczycieli. Ile zarabia nauczyciel w Polsce? Wypadamy mizernie nawet na tle Kostaryki i Meksyku.

Oczywiście nie miejmy większych złudzeń. Dziś Platforma Obywatelska idzie ramię w ramię z nauczycielami, a PiS doszukuje się w życiorysach ich prapraprapradziadków dowodów na współpracę z mongolską hordą. Ale przecież te role wspierających uciśnionych i oprawców zmieniają się co wybory. Któż z nas nie pamięta posła Arkadiusza Mularczyka, który jak lew walczył o niepełnosprawnych za rządów Platformy Obywatelskiej…

By potem, gdy jego partia była już u władzy, ostentacyjnie ich ignorować, nie zwracając uwagę na odgradzanie od reszty przestrzeni sejmowej parawanem, bo – jak to ujęła Krystyna Pawłowicz – w Sejmie śmierdzi.

PiS prezentuje pewną specyficzną wizję świata, która wabi ludzi o określonej mentalności. Jest dla nich atrakcyjna, ponieważ trafia w najciemniejsze zakamarki polskiej natury, poklepuje po ramieniu i mówi ciepłym głosem „to nie twoja wina, że ci się nie udało”. Dlatego też wiele osób chętnie akceptuje, przyjmuje i powtarza tę narrację.

Politycy będą politykami, a rodzice rodzicami?

Polski rodzic to gatunek powszechny, niezagrożony, ale w zależności od środowiska występuje w kilku odmianach. Regularnie opisujemy na Bezprawniku historie tzw. „Madek”, czyli roszczeniowych matek, które uważają, że z powodu posiadania „bombelka, ktury się ucieszy” internauci powinni wysyłać im prezenty. Te charakteryzujące się specyficzną ortografią roszczenia przyjmują masowy charakter w mediach społecznościowych czy serwisach zakupowych. Na tyle masowy, że trudno już mówić o incydentach. O nie, to już zjawisko.

Przykład: Proszę nam zbudować wielki dom za 300 tys. zł mamy horom curke

Jednakże, odnoszę wrażenie, zakres rodziców krytycznie wypowiadających się o strajku nauczycieli często wykracza poza te najbardziej egzotyczne cywilizacyjnie zakamarki polskiego społeczeństwa. O braku odpowiedzialności wypowiadają się ludzie na poziomie. Być może jest to dobry pomysł, by przypomnieć rodzicom, że…

Nauczyciel jest od nauczania

Fakt, że nasza pociecha spędza w szkole kilka godzin pomiędzy 8.00 a 14.00 i rodzic aktualnie nie musi opiekować się swoim dzieckiem jest tylko i wyłącznie zbiegiem okoliczności, efektem ubocznym wynikającym z niedoskonałości ludzkiej w opanowywaniu bilokacji. Nauczyciel ma nauczyć pisać, czytać, budowy pantofelka i gdzie leży Burkina Faso. Nie jest rolą nauczyciela chronić rodzica od przykrego obowiązku rodzicielstwa, gdyż ten w godzinach porannych idzie sobie do pracy lub po prostu chce odpocząć od dziecięcego jazgotu. Jest zresztą trochę szkół, do których uczniowie uczęszczają w godzinach popołudniowych. Jak zatem sobie radzą ich rodzice?

Kwestionowanie zasadności strajku nauczycieli z powodu tego, że „nauczyciele zachowali się nieodpowiedzialnie, nie mamy co zrobić rano z dziećmi” pokazuje przede wszystkim brak odpowiedzialności po stronie rodziców, którzy nie wiedzą dlaczego wysyłają swoją pociechę do szkoły. Nie interesuje ich zresztą jak ta szkoła wygląda i jaką jakość reprezentuje sobą sam proces kształcenia, skoro jest im obojętne, że polski nauczyciel zarabia mniej, niż kasjer w Biedronce. I nie, od razu odpieram tutaj nietrafiony zarzut „pogardy do pracownika Biedronki”. Powiedzcie mi jednak, kto racjonalny mając niebawem do wyboru nawet i 4000 zł w Lidlu z FitProfitem, będzie się pchał za 1800 złotych do szkoły? Prawdopodobnie ktoś tak, ale bardzo się boję o to kto to będzie i czego nauczy moje dzieci.

Paradoksalnie jednak ten argument (nie tylko edukacji, ale i sprawowania opieki nad dziećmi w godzinach porannych) powinien zostać uznany przez strajkujących jako kolejny powód słuszności swoich racji w negocjacji wynagrodzeń.