Trzeba sobie jasno powiedzieć, że to, co dzieje się w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez prezydenta Andrzeja Dudę, to nie akademickie dyskusje o prawie, ale spór o to, czy Polska jest i będzie państwem prawa, czy też wracamy do epoki anarchii i warcholstwa.

Sąd Najwyższy orzekł, że prezydent Andrzej Duda nie miał prawa ułaskawić Mariusza Kamińskiego – a dokładnie rzecz ujmując, że nie mógł tego zrobić przed uprawomocnieniem się orzeczenia w postępowaniu przeciwko byłemu szefowi CBA. Czy uchwała siedmiu wybitnych karnistów zasiadających w składzie orzekającym jest słuszna? Jak odpowiedziałby każdy student pierwszego roku prawa: „są spory w doktrynie”. Czy ułaskawić można tylko prawomocnie skazanego, czy też decyzja prezydenta nie jest ograniczona przebiegiem postępowania karnego – każda ze stron prawniczego sporu znajdzie dobre argumenty na poparcie swojej tezy.

Sąd Najwyższy nie mógł orzec inaczej. Prezydent Duda nie miał prawa ułaskawić Mariusza Kamińskiego

Ułaskawienie Kamińskiego – sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie?

I bardzo dobrze – o prawie zawsze warto dyskutować, rozmawiać, prowadzić spory. Wolność wypowiedzi to przecież jedna z podstawowych swobód obywatelskich. Spierać się możemy nie tylko z prawem, ale i z sądowymi orzeczeniami. Możemy się z nimi nie zgadzać, możemy je uważać za skandaliczne. Możemy się też od nich odwoływać do wyższych instancji. To, znowu warto to podkreślić, normalny element demokracji. Sam zresztą w swojej codziennej pracy spotykam się z orzeczeniami – również Sądu Najwyższego – które uważam za bezsensowne, niepotrzebne i zawierające uzasadnienie napisane na poziomie niezbyt rozgarniętego gimnazjalisty.

Tym jednak, co wyróżnia państwo prawa od wszelkiej maści bananowych republik, jest uznawania tych orzeczeń. Jeśli przegramy spór sądowy, to nawet, jeśli się z nim nie zgadzamy – musimy decyzję sądu zaakceptować i wykonać (inaczej zrobi to za nas komornik). To jak na meczu piłkarskim: ukarany czerwoną kartką zawodnik może się z decyzją sędziego nie zgadzać, ale musi opuścić boisko. To podstawowy i niezbędny warunek istnienia państwa jako takiego – bo co z tego, że będziemy mieli najlepsze nawet przepisy, jeśli nie będą one stosowane ani przez władze, ani przez obywateli, a wyroki sądów prostujące nielegalne działania jednych i drugich będą ignorowane?

Ułaskawienie Kamińskiego i dekret Trumpa ws. muzułmanów – sądy kwestionują legalność prezydenckich decyzji

Po to są sądy, aby w pewnym momencie, w ramach określonych prawem procedur, rozsądzić spór. Nie jest wyłącznie polską tradycją, że wyroki sądów nie zawsze podobają się władzy. Kiedy amerykański sąd wstrzymał wykonanie dekretu Donalda Trumpa, urzędujący prezydent USA na Twitterze uznał to za „opinię tzw. sędziego”, która „jest absurdalna i będzie podważona”. Brzmi to niezwykle podobnie do opinii polskich polityków i ich akolitów, którzy zaraz po ogłoszeniu orzeczenia Sądu Najwyższego ws. ułaskawienia Mariusza Kamińskiego uznali uchwałę za przejaw nadużycia władzy i zaangażowania politycznego sędziów.

Amerykańska administracja uznała orzeczenie, a dekret faktycznie został wstrzymany. Decyzja sądu nie pozostała tylko zapisem na papierze. Czy w Polsce będzie podobnie? Czy politycy będą w stanie zaakceptować fakt, że demokratyczna legitymacja udzielona im przez wyborców nie oznacza możliwości czynienia wszystkiego?

Mam taką nadzieję. Jeśli okaże się inaczej, to, tak po prostu, Polska przestanie być państwem prawa. Zapomnijmy wtedy o funduszach unijnych, wolnych wyborach i niezależnych mediach. Zamiast tego, Polska będzie jak kolejna republika wchodząca w skład Federacji Rosyjskiej, i to bez konieczności inwazji czy rozbiorów.

Sądy blokują decyzje Trumpa i wstrzymują zakaz wjazdu dla imigrantów – tak powinien działać wymiar sprawiedliwości!